To dlatego Tomasiak zdobył brąz. Niesamowite, co stało się godzinę przed konkursem

Kacper Tomasiak
Screenshot Eurosport

Po normalnej skoczni i srebrnym medalu mówił, że jest zmęczony. Potem, że brakuje mu adrenaliny i emocji, które opadły po wielkiej radości z życiowego sukcesu. No to Kacper Tomasiak wszystko to sobie przywrócił w najpiękniejszy możliwy sposób - dokładając drugi olimpijski krążek, tym razem brąz z dużego obiektu. I tak znalazł niedociągnięcia w swoich skokach, ale te, jak zaznacza, były minimalne.

Gdy Tomasiak dostał pytanie o to, co właściwie narobił tym występem w sobotę na dużej skoczni, nie wiedział, co ma odpowiedzieć. - Chciałem na pewno dobrze wypaść - odpowiedział rozbrajająco nasz skoczek. No i trzeba przyznać: wypadł nawet lepiej niż dobrze. Wspaniale!

Zobacz wideo Kacper Tomasiak – cała prawda o multimedaliście olimpijskim

Tomasiak nie dawał sygnału aż do godziny przed konkursem

Przecież jego na podium akurat tutaj, na większym z obiektów w Predazzo, naprawdę nikt się nie spodziewał. Nie sugerowały tego nawet treningi, na których dawał sygnał, że może zdobyć medal, gdy rywalizacja toczyła się na normalnej skoczni. Tam był w szerokim gronie kandydatów do zdobycia medalu. W takim znalazł się też przed konkursem na dużej skoczni, gdy już zgarnął pierwszy krążek. Jednak na dużej skoczni taki sygnał z jego strony pojawił się dopiero podczas serii próbnej. Na godzinę przed konkursem był w niej trzeci. Tak jak później, już w czasie walki o olimpijskie medale.

- Myślę, że na tych treningach skakałem dużo gorzej nawet od tych słabszych skoków na normalnej skoczni. Miałem trochę problemów, żeby się wpasować w próg, bo tu dla mnie akurat był trochę specyficzny. Dzisiaj udało się to już jednak tak poczuć. Może ten skok z pierwszej serii nie był aż tak dobry, jak te dwa pozostałe. Ale nie było już to taka ogromna różnica jak w treningach tylko takie minimalne, można powiedzieć, niedociągnięcia - opisał to, co wydarzyło się w niedzielę Polak.

Już był zmęczony, ale potem się podniósł. I przywrócił sobie to, czego mu tak brakowało

Tomasiak znów był najlepszą wersją samego siebie, gdy trzeba było się liczyć. - Myślę, że zawsze trzeba do tego dążyć. Akurat tutaj pomaga mi to, że... może nie, że dobrze sobie radzę z presją, ale nie powoduje ona jakichś błędów technicznych. A nawet pomaga, bo przy większej adrenalinie moc na progu jest większa. Można zatem powiedzieć, że tak przekładam to w pozytyw. I kiedy zawsze się tę presję odczuwa na zawodach, to wtedy ten skok zazwyczaj jest lepszy - wskazał 19-latek.

To niebywałe, że Tomasiak znów wytrzymał presję. A przy tym, że w tak krótkim czasie od nie najlepszych wrażeń z treningów jego skoki zmieniły się tak diametralnie.

Zmieniło się coś jeszcze. Po konkursie na normalnej skoczni Polak narzekał nieco, że powoli czuł się coraz bardziej zmęczony. Doświadczał tego typu radości i wydarzeń po wielkim sukcesie pierwszy raz, więc nic dziwnego, że mogło się to na nim odbić. I w kolejnych dniach widać było, że efekt tego sukcesu był dość wyraźny - że dyspozycja Tomasiaka może nieco ucierpieć. A tu Polak jeszcze się po tym podniósł. Przy treningach na dużej skoczni, w czwartek, mówił nam, że brakowało mu tej energii, której taki zastrzyk dostał w momencie zdobycia medalu. No to sam ją sobie przywrócił.

- Czułem trochę większy stres przed skokiem niż na treningach, więc myślę, że mogło mi to trochę pomóc, żeby złapać takie lepsze czucie. Bo wtedy podświadomość lepiej działa, przy takim stresie. Ale za to bardzo kiepskie jest uczucie, kiedy adrenalina już tak puszcza. I wtedy pojawia się ogromne zmęczenie, choć zawsze w trakcie skoków jest to super uczucie - opisywał zawodnik.

Olimpijski egzamin trudniejszy od matury. Teraz zadanie z gwiazdką

Dwa skoki po medal, radość, kontrola sprzętu, pierwsze wywiady, ceremonia dekoracji, kolejne wywiady i konferencja prasowa. To dla Tomasiaka już rutyna. Z jednej strony to wszystko obowiązki, a z drugiej coś przyjemnego. I wyjątkowego, do zapamiętania na zawsze.

- Myślę, że dzisiaj trochę lepiej to znoszę niż w poniedziałek, bo tam to było wszystko jeszcze takie trochę nowe. Nie wiadomo było do końca, co zrobić, ale teraz już myślę, że troszeczkę lepiej to poszło - stwierdził Kacper Tomasiak.

Niedawno zdawał maturę, ale przyznał, że trudniejszym egzaminem był ten olimpijski. Na skoczni po dwóch niespodziewanych szóstkach z plusem, za które możemy uznać miejsca na podium w konkursach indywidualnych, czeka go, zachowując szkolną terminologię, zadanie z gwiazdką. To konkurs duetów, na pewno w nim wystąpi. I po sobotnich zawodach byliśmy przekonani, że już o nim myśli. - Na pewno tak. Pewnie uda się coś jeszcze poświętować dzisiaj, ale raczej będę się starał nie za dużo. A jak świętuję? No jeszcze nie wiem, zobaczymy wieczorem myślę - śmiał się młody skoczek.

Komu Tomasiak dedykuje swój kolejny sukces? Pierwszy medal był dla rodziców. - W telewizjach na ogół dedykowałem kibicom, którzy tutaj dla mnie przyszli. Bo ten doping było słuchać nawet na górze, więc dobrze, że mieliśmy takie wsparcie od nich - wskazał.

Zawody duetów, w których Polska na pewno wystąpi z Tomasiakiem w składzie, zaplanowano na poniedziałek o godzinie 19. Wcześniej, o 18, ruszy seria próbna. Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...