Simon Ammann (dwa razy), Thomas Morgenstern, Kamil Stoch (dwa razy) i Marius Lindvik. Oto skoczkowie, którzy w XXI wieku sięgali po mistrzostwo olimpijskie na dużej skoczni. Wiedzieliśmy, że teraz, na włoskich igrzyskach, czekają nas kolejne emocje i kolejne na tej liście nazwisko. I się nie zawiedliśmy!
Oczywiście najpierw spoglądaliśmy w kierunku Polaków. W treningach piąty potrafił być Kamil Stoch, pokazując, że obiekt w Predazzo mu pasuje. Poza tym zna smak walki o olimpijskie medale i wiedzieliśmy, że trema go nie pożre. No i przede wszystkim liczyliśmy na Kacpra Tomasiaka, naszego wicemistrza, który pragnął kolejnego medalu, a wcześniej świetnie wypadł w sesji próbnej, będąc trzecim. Był również Paweł Wąsek, który serię próbną zakończył w pierwszej dziesiątce. To dawało nam dużo nadziei i optymizmu.
W sobotę, już podczas konkursu, pierwszy z naszych skakał Wąsek, który znów spisał się bardzo dobrze. Polak poleciał 129,5 m, co z rozbiegu obniżonego o dwa stopnie po bombie Ilji Mizernycha na 140,5 m było solidnym rezultatem, dającym 12. miejsce. Kamil Stoch, biorąc pod uwagę wyniki na treningach, delikatnie zawiódł. Nasz mistrz poleciał 126,5 m. Pozwoliło to awansować do drugiej serii z 19. lokaty.
Czekaliśmy jednak na Tomasiaka, który poleciał 133 metry, czyli tyle samo co w serii próbnej. Nie dało to co prawda podium, ale czwarte miejsce - to było coś! W dodatku strata do Top 3 wynosiła tylko 3,2 pkt! Tyle tracił do Kristoffera Eriksena Sundala, czyli mieliśmy kopię ze skoczni normalnej, bo tam też Kacper był po pierwszej serii czwarty, a Norweg trzeci. Chyba nie trzeba przypominać, kto skończył wtedy z medalem?
Sundala o dwa punkty wyprzedzał Domen Prevc, który nie prowadził jednak po pierwszej serii. Liderem, i to zdecydowanym, był Ren Nikaido. Japończyk w pięknym stylu odpalił aż 140 m i dzięki temu miał przewagę nad Domenem, która wynosiła siedem punktów!
Zanim jednak przeszliśmy do rozgrywki mistrzowskiej, mieliśmy komu kibicować, bo o jak najlepsze miejsca walczyli Kamil Stoch oraz Paweł Wąsek. Stochowi nie udało się niestety utrzymać miejsca w Top 20. Odległość 131,5 metra wystarczyła do tego, by w swoim ostatnim indywidualnym olimpijskim konkursie trzykrotny mistrz zajął 21. miejsce. Ostatnim indywidualnym i zapewne ostatnim ogólnie, bo bazując na dzisiejszej rywalizacji, Wąsek ma większe szanse na duety. Paweł w drugiej serii poleciał 130 metrów. Nie utrzymał 12. miejsca, za to lokatę w Top 15 owszem, zajmując ostatecznie 14. miejsce.
Czekaliśmy na decydujące skoki, ale mocny cios padł jeszcze przed ostatnią dziesiątką. Wszak 11. skoczek po pierwszej serii poleciał aż 138,5 m! Ten skok pozwolił mu na duży awans. Japończyk połykał kolejnych rywali, aż zastanawialiśmy się, czy to nie był atak na podium. Blisko był Embacher, ale jego 136 metrów nie wystarczyło (przegrał o 0,4 pkt). Dał radę dopiero Jan Hoerl.
No i w końcu Tomasiak. Dał radę! 138,5 metra! Tyle przyłożył Polak! Wyprzedził Hoerla o aż 4,3 pkt po chwili była EUFORIA! Kristoffer Eriksen Sundal znów nie dał rady. Znów przegrał z Tomasiakiem o 3,2 pkt. Było już jasne, że KACPER TOMASIAK ZNÓW ZDOBĘDZIE MEDAL! Tym razem brązowy, bo na Prevca i Nikaido siły nie było. Domen Prevc huknął aż 141,5 m i pokonał Nikaido, zostając mistrzem olimpijskim.