Największa sensacja tych igrzysk! Nie ma ani grama przesady w tym sformułowaniu, gdy używa się go do opisania tego, co spotkało w Mediolanie Ilię Malinina. Wszyscy właściwie czekali już na niego ze złotym medalem przed rozpoczęciem drugiej części rywalizacji łyżwiarzy figurowych, a skończyło się na szokującym ósmym miejscu. Uchodzący za geniusza Amerykanin przegrał z jedyną osobą, z którą mógł przegrać. Z samym sobą.
Skończyła grać muzyka, Ilia Malinin przyjął finalną pozę, a zaraz potem jego poważny wyraz twarzy zaczął ustępować mieszance szoku, rozpaczy i wielkiego smutku. W tym momencie nie był "Poczwórnym Bogiem", jak jest nazywany od kilku lat oraz maszyną, która wygrywała wszystkie zawody nieprzerwanie od listopada 2023 roku. Był rozczarowanym i przybitym 21-latkiem, który w olimpijskim debiucie pokazał ludzką twarz.
Do złota wielki gwiazdor potrzebował tylko przyzwoitego występu. "Wciąż nie jestem w stanie tego przetworzyć"
Malinin potrafi wyczyniać łyżwiarskie cuda, co już wielokrotnie udowodnił. Teraz – po wielkich kłopotach czołowych rywali - wystarczyło, by zaprezentował się przyzwoicie i miałby wyczekiwane przez wszystkich złoto. Ale prowadzący po programie krótkim zawodnik zaliczył w piątek, 13 lutego, prawdopodobnie najgorszy występ w seniorskiego karierze.
Jest rekordzistą świata w programie dowolnym – dwa miesiące temu, za wykonanie tego samego co w piątek, uzyskał 238,24 pkt. Sześć dni temu, w rywalizacji drużynowej, zdobył – jak na niego – tylko 200,03 pkt. W piątek do zagwarantowania sobie złota potrzebował jedynie 183,43 pkt. Uzyskał 156,33 pkt.
- To nie jest przyjemne uczucie. Szczerze mówiąc, to wciąż nie jestem w stanie przetworzyć tego, co się właśnie stało – mówił potem już spokojnie dziennikarzom.
Warto tu dodać, co się wydarzyło, nim wyjechał na lód. Otóż kilku jego czołowych rywali posypało się, notując sporo błędów. Wydawało się, że przestali być dla niego zagrożeniem. Miał tylko postawić kropkę nad i. Pierwsze sekundy występu 21-latka urodzonego w Fairfax jeszcze nie zwiastowały nadciągającego koszmaru. Zaczął bowiem od udanego poczwórnego flipa. Potem jednak było tylko gorzej i gorzej.
Następny w kolejce był będący jego znakiem firmowym poczwórny aksel, który składa się z czterech i pół obrotu, a który skacze jako jedyny w rywalizacji międzynarodowej. Podczas tych igrzysk specjalnie nie wykonywał go wcześniej (brał udział także w rywalizacji drużynowej), zachowując go na wielki finał. I choć wykonywał go wcześniej wielokrotnie, to tym razem wylądował za wcześnie i uznano mu tylko pojedynczy aksel. Był to jeden z trzech nieudanych skoków Malinina tego wieczora, a do tego doszły jeszcze dwa upadki. Jego program dowolny oceniono jako dopiero 15. w stawce.
Koszmar zaczął się jeszcze przed pierwszym skokiem. Malinin przegra walkę "Ilia kontra świat"
Mistrz świata z 2024 i 2025 roku, którego trenerami są rodzice Tatjana Malinina i Roman Skorniakow, tuż po zakończeniu fatalnego występu ukrył twarz w dłoniach. A gdy opuszczał lód, to z trudem powstrzymywał płacz. Podczas oczekiwania na wynik twarz w dłoniach ukrył w pewnym momencie jego ojciec, a 21-latek zerknął na niego przybity. Podczas późniejszej rozmowy z dziennikarzami Malinin był już spokojniejszy i starał się rzeczowo analizować rozczarowujące niepowodzenie. Przyznał wtedy, że czuł się przytłoczony już w momencie, gdy przybrał początkową pozę.
- Miałem wrażenie, jakby wszystkie traumatyczne chwile z mojego życia zaczęły napływać do mojej głowy. Zaczęło do niej napływać wiele negatywnych myśli i po prostu sobie z tym nie poradziłem - zaznaczył.
Dodał też, że w teorii należało traktować rywalizację olimpijską jak każdą inną, ale ona taką nie jest.
- To igrzyska. Ludzie zdają sobie sprawę z presji i nerwów z tym związanych dopiero, gdy te dadzą im o sobie znać. To było coś, co naprawdę mnie przytłoczyło. Czułem, że nie mam nad tym kontroli – opowiadał 21-latek.
Cztery lata temu zaprezentował się rewelacyjnie w mistrzostwach USA, zajmując niespodziewanie drugie miejsce. Na igrzyska w Pekinie go jednak nie wysłano, wskazując jako powód brak doświadczenia. Wydaje się, że teraz za ten brak doświadczenia zapłacił surową karę. Choć sam niedawno podkreślał, że tamto rozczarowanie sprawiło, że potem osiągnął zupełnie nowy poziom. Poziom dla innych rywali jak na razie nieosiągalny. To dlatego zapowiedź rywalizacji w programie dowolnym na stronie igrzysk zatytułowano "Dlaczego ‘Poczwórny Bóg’ Ilia Malinin jest na innej planecie i kto może sprowadzić go na ziemię".
- To naprawdę wygląda jak bitwa "Ilia kontra świat…Ilia kontra on sam". Oglądamy go, zawody po zawodach, śrubując osiągnięcia, które wydawały mi się niemożliwe w łyżwiarstwie figurowym - zaznaczyła cytowana w tym artykule brązowa medalistka olimpijska z 2014 roku Amerykanka Ashley Wagner.
Właśnie to dokonywanie sportowych cudów sprawiło, że stał się magnesem. Na jednym z treningów odwiedził go słynny amerykański raper Snoop Dogg, a program krótki z trybun oklaskiwał legendarny tenisista Serb Novak Djoković. Pierwotnie wydawało się, że bardzo dobrze sobie radzi sobie z presją, ale cały szum, jaki powstał wokół tego zawodnika, również nie pomógł mu w odpowiednim przygotowaniu. Dziennikarz "The Athletic" zaś dodatkowo wskazuje na dużą intensywność, z jaką mierzył się ostatnio. Piątkowy występ był jego czwartym w ciągu siedmiu dniu. Jego występ w programie dowolnym zapewnił ekipie Stanów Zjednoczonych złoto. Do tego przedstawiciel mediów zwraca uwagę na ogromny koszt energetyczny, z jakim wiązał się program dowolny Malinina. Zawiera on aż siedem poczwórnych skoków. Ostatnio wykonał go w tej formie w grudniu.
Gdy młody Amerykanin ukrywał twarz w dłoniach załamany, to z powodu pozytywnego szoku gest taki wykonał Michaił Szajdorow. Kazach po świetnym występie niespodziewanie zapewnił swojej ojczyźnie pierwsze złoto w olimpijskiej rywalizacji solistów (291,58 pkt). Na półmetku był piąty. Dwa pozostałe miejsca na podium zajęli Japończycy Kagiyama Yuma (280,06) i Sato Shun (274,90).