Władimir Semirunnij zdobył srebrny medal Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. 23-latek na dystansie 10 000 metrów w łyżwiarstwie szybkim przegrał jedynie z fenomenalnym Czechem Metodejem Jilkiem. W pokonanym polu pozostawił m.in. rekordzistę świata Davide Ghiotto czy złotego medalistę z Soczi, Holendra Jorrita Bergsmę.
- Jestem Polakiem, mam paszport, mogę zdobywać medale i reprezentować ten kraj. Polska to jest mój dom. Podoba mi się mentalność ludzi. Są bardzo otwarci, we wszystkim mogą pomóc. Kocham każdego, kto wspierał mnie przez te trzy lata - mówił z szerokim uśmiechem na twarzy na antenie Eurosportu Semirunnij.
Domem dla wicemistrza olimpijskiego w 2023 roku stał się Tomaszów Mazowiecki, gdzie trafił pod skrzydła byłego olimpijczyka, Pawła Abratkiewicza. - Od początku było jasne, że tu trafi. On nie myślał o czymś innym, dlatego, że przyjechał do Pawła, też olimpijczyka z Pilicy. Paweł był wtedy trenerem reprezentacji Polski, a wcześniej prowadził przez 14 lat kadrę Rosji. Także ten chłopak zaczął szukać, gdzie jest dla niego najlepsza alternatywa i trafił pod skrzydła Pawła - mówił na łamach portalu "Interia" prezes Pilicy Tomaszów Mazowiecki Rafał Ślusarski.
W Tomaszowie od lat łyżwiarstwo szybkie wiedzie prym. W 1964 roku utworzono pierwszy tor, a siedem lat później powstał tor lodowy naturalnie zamrażany. Dziś miasto może poszczycić się jedynym w kraju zadaszonym obiektem przeznaczonym do treningów i zawodów panczenistów.
Pilica z kolei oprócz Semirunnija i Abratkiewicza wychowała także Damiana Żurka czy Karolinę Bosiek, którzy także reprezentują Polskę na igrzyskach we Włoszech. Ich starty wszyscy związani z łyżwiarstwem w Tomaszowie przeżywają wspólnie.
- My tutaj w Tomaszowie mamy zbiórkę wszystkich, którzy są zainteresowani łyżwiarstwem szybkim. Na Arenie Lodowej jest duża kawiarnia i stanął telebim. Wszyscy razem siedzieliśmy i dopingowaliśmy. Oglądaliśmy każdą rundę, zapisywaliśmy czasy. Było dużo ludzi z urzędu miasta i amatorów łyżwiarstwa - powiedział Ślusarski, który nie krył radości z biegu zawodnika swojego klubu.
- To wielki sukces Władka i trenera Rolanda Cieślaka, który też jest z naszego klubu. Więc mamy podwójną radość. Zaraz za metą Władek mówił, że oczywiście pojechał słabo, że mógł lepiej. Ja uważam, że pojechał super. Nie zaczął bardzo mocno, tylko tuż po poniżej 30 sekund na okrążenie, ale to nie były rundy po 29 sekund, które by go rozmontowały zdecydowanie. Jechał równo, bo tylko jedna runda powyżej 31 sekund. To był świetny bieg - zaznaczył prezes Pilicy i zdradził, jaki element jego zdaniem zadecydował o medalu Semirunnija.
- Poziom emocji był taki, że skali, by zabrakło. Lód na torze by się stopił. Atmosfera była godna tego medalu. Ja najbardziej obawiałem się Włocha Davide Ghiotto. A ani na 5 kilometrów, ani na 10 km nie zdobył medalu. To dla niego wielka porażka. Jilek był głównym faworytem do zdobycia medalu, a Władka obstawiałem właśnie na drugim miejscu i się nie pomyliłem. Jednak ta ostatnia para rozgrzała emocje w hali. Wszyscy widzieli, że na początku jechali lepiej od Władka. 10 kilometrów to jednak taka konkurencja, że na końcu jedzie głowa, a nie tylko nogi. I oni nie dojechali. Pech kogoś jest szczęściem drugiej osoby - stwierdził.
Kolejne nadzieje medalowe w łyżwiarstwie szybkim rozpali sobotni bieg na 500 metrów z udziałem Damiana Żurka. W Tomaszowie znów wszyscy zainteresowani zasiądą jak do telenoweli i będą wspierać swojego zawodnika. - Zapraszamy wszystkich, jakoś się zmieścimy. Musimy się tym chwalić i cieszyć, bo to jest w naszej historii klubu pierwszy medal olimpijski. A jako Pilica Tomaszów mamy prawie 100 lat. I w końcu jest upragniony medal olimpijski - mówił uradowany Ślusarski.
Rywalizacja olimpijska z udziałem Damiana Żurka rozpocznie się w sobotę 14 lutego o godz. 17:00. Wcześniej Polak otarł się o medal na dystansie dwa razy dłuższym. W biegu na 1000 metrów Żurek zajął czwarte miejsce. Teraz będzie jednym z faworytów do sięgnięcia po olimpijskie złoto.
Zobacz też: "I co teraz powiecie?". Wymowne słowa po srebrze Semirunnija