Do 13 lutego Polska zdobyła tylko jeden medal na zimowych igrzyskach olimpijskich we Włoszech - za sprawą Kacpra Tomasiaka. 19-letni skoczek sprawił wielką sensację i zajął drugie miejsce w konkursie indywidualnym na skoczni normalnej w Predazzo. Blisko podium był też panczenista Damian Żurek na dystansie 1000 m, ale ostatecznie uplasował się na czwartym miejscu. W piątek serca Polaków znów mocniej zabiły. Tego dnia startował Władimir Semirunnij, z pochodzenia Rosjanin, który od sierpnia 2025 roku posiada polskie obywatelstwo.
Kibice ściskali mocno kciuki za 23-latka. Eksperci również. Ba, wielu z nich stawiało go w gronie faworytów. - Na pewno będzie się bardzo mocno liczył w walce o medale - mówili komentatorzy Eurosportu.
Przed startem nadeszły jednak niepokojące wieści. Z rywalizacji wycofał się jeden z zawodników, przez co przesunięto Polaka do trzeciej pary, a więc tuż przed czyszczeniem lodu, co było utrudnieniem. Mimo wszystko Semirunnij poradził sobie znakomicie. Pewnie wygrał w swojej parze i ostatecznie zajął drugie miejsce w zawodach, zdobywając srebro!
To pierwszy medal olimpijski w jego karierze. I wielki powód do dumy, ale nie tylko. Podium olimpijskie da mu również solidny zastrzyk gotówki. Polski Komitet Olimpijski przewidział bowiem spore nagrody za krążki przywiezione z Włoch. Za srebro to 400 tysięcy złotych w gotówce, a także 200 tysięcy w tokenach. To nie wszystko. Wicemistrz olimpijski otrzyma też obraz, voucher na wakacje oraz biżuterię o wartości do 2000 zł.
A to nie koniec. Polak może też liczyć na nagrodę z Ministerstwa Sportu i Turystyki. Semirunnij dostanie jednorazowo 78 241,68 zł, a kolejne kwoty będą wypłacane w ratach przez dwa lata. Łączna kwota, jaką uzyska od ministerstwa, to 448 495,92 zł.
Nagrody PKOl:
Zobacz też: Najtwardsza biegaczka świata nie kłania się Trumpowi za to, co zrobili jej jego agenci.
Nagrody MSiT: