- To jest po prostu harakiri, uczucie wyrywania flaków - opisywał były panczenista Paweł Zygmunt to, czego doświadczali Władimir Semirunnij i jego rywale w olimpijskim wyścigu na 10 000 m. I na bazie własnego doświadczenia ostrzegł, że zdobywca pierwszego w historii medalu dla Polski na długim dystansie w łyżwiarstwie szybkim może mieć w kolejnych dniach problemy ze wzrokiem.
Pytanie o kryzys podczas wyścigu panczenistów na 10 000 m nie brzmi "czy?", tylko "kiedy?". To najbardziej mordercza konkurencja w tym sporcie i nic dziwnego, że nieraz zawodnicy docierają do mety skrajnie wyczerpani. A niektórzy na długo przed nią mają już dość. Władimir Semirunnij w piątek, w drodze po srebro igrzysk w Mediolanie, też mocno cierpiał. Ale uporał się z tym cierpieniem w mistrzowski sposób.
Czterokrotny olimpijczyk nie zostawia złudzeń. "Cierpi cały organizm"
Polska miała już sześć medali olimpijskich w łyżwiarstwie szybkim, ale ani jednego na długim dystansie. Na 1500 m w 1960 roku zdobywały je Elwira Seroczyńska i Helena Pilejczyk, a 54 lata później Zbigniew Bródka. Ten ostatni w piątek komentował dla TVP start Semirunnija, a w studiu obecny był Paweł Zygmunt. I to ten ostatni - dawny brązowy medalista mistrzostw świata i wicemistrz Europy na 10 000 - obrazowo opisywał, jak wymagający jest to dystans.
- Absolutnie morderczy. Może się wydawać, że każdy ładnie, płynnie jedzie i można popatrzeć na uzyskiwane czasy, ale to, co się dzieje w organizmie tych ludzi, to jest po prostu harakiri. To uczucie wyrywania flaków. Bo tak jest, jeżeli brakuje glikogenu. Jeżeli procesy tlenowe są już rozpędzone do takiego stanu, cierpi cały organizm – opowiadał czterokrotny olimpijczyk tuż po występie Semirunnija.
Ten krótko po wyścigu udzielał wywiadów telewizyjnych i potwornie zmęczony przytrzymywał się rękami barierki. Opowiadał, że dały mu o sobie znać emocje związane z debiutem olimpijskim. Ale nawet gdyby one nie utrudniały występu, sama rywalizacja była wielkim obciążeniem.
Zygmunt wrócił do opisywania jej już po zakończeniu piątkowych zmagań przez całą stawkę.
- To samobójstwo dla ciała. Mowa o doświadczaniu mocy, o której w ogóle nie śnimy. Oni jadą z prędkością prawie 50 kilometrów na godzinę. Proponuję każdemu z widzów, żeby zrobił sobie test na rowerze i zobaczył, czy utrzyma przez 12 minut prędkość 50 km/h. To są takie prędkości. "Władek" ledwo się trzymał barierki podczas wywiadu. Ja to rozumiem. Na drugi dzień po zdobyciu srebrnego medalu ME nie mogłem patrzeć, bo popękały mi po prostu naczynia krwionośne w oczach. Wielokrotnie przeżyłem takie sytuacje i chcę tylko powiedzieć, że to jest naprawdę przeciężki sport – podkreślił wieloletni rekordzista Polski na 10 000 m.
Dodał też, że podczas oglądania zawodów na tym dystansie zawsze patrzy w oczy zawodników, bo w nich widać zmęczenie. Akurat Semirunnij nosi specjalny kask z przyciemnianą szybką, więc jego oczy były przysłonięte, ale w pewnym momencie po sposobie oddychania widać było, jak bardzo 23-latek zaczął się męczyć. Jeden z jego rywali w pewnym momencie nawet wysunął język podczas jazdy.
Kask, rękawice i specjalna technika jazdy - wszyscy chcą zatrzymać energię. 9 tys. km na rowerze i 350 kg w półprzysiadzie
Trudne chwile przeżywał każdy w stawce. Dlatego tak ważna jest taktyka. Bardzo mocno zaczął choćby rekordzista świata Włoch Davide Ghiotto, ale w połowie dystansu – ku rozpaczy gospodarzy igrzysk – brązowy medalista olimpijski z Pekinu zaczął już opadać z sił. Najlepiej z tą morderczą rywalizacją poradził sobie w piątek rewelacyjny Metodej Jilek. Kibice Semirunnija czekali po cichu na moment, gdy 19-letniemu Czechowi też zacznie brakować paliwa, ale ten nie nastąpił.
W tak wymagającej rywalizacji liczą się też detale. Poszczególni zawodnicy i kraje stawiają na różne rozwiązania, by pomóc sobie w minimalizowaniu strat energii.
- Musimy powiedzieć, że 95 procent energii, którą zawodnik wkłada w odbicie łyżwiarskie, w ogóle w motorykę tego ruchu, jest zabierane przez opór czołowy powietrza – zaznaczył Zygmunt.
Stąd m.in. technika jeżdżenia z rękami na plecach, kask Semirunnija, pakiety aerodynamiczne na udach Norwegów, pełne rękawice czy ochraniacze na łyżwy. Poszczególne kraje też pracują nad optymalizacją kombinezonów i technologią łyżew.
Ten morderczy dystans wymaga także odpowiedniego treningu. O nim również w studiu TVP opowiedział Zygmunt.
- Tu nie ma marginesu na to, by się obijać. By się odpowiednio przygotować, trzeba przejechać w granicach 9 tysięcy kilometrów na rowerze rocznie, ze 4 tys. km na łyżwach i 3,5 tys. na rolkach. Nie mówię o treningu siłowym, o skokach. Zawodnicy, którzy jeżdżą na 1500 metrów, robią półprzysiady z ciężarami 350 kilogramów. To są nieprawdopodobne obciążenia - wyliczał ekspert.
Tym bardziej warto docenić sukces Semirunnija. I trzymać kciuki, by w sobotę był w stanie bez przeszkód popatrzeć na swój srebrny medal.