Natalia Maliszewska powinna mieć medal olimpijski. Ale nie ma i może być tak, że już nigdy go nie wywalczy. Niestety, na igrzyskach w Mediolanie Polka nie zdołała włączyć się do walki z najmocniejszymi rywalkami na 500 metrów, czyli na dystansie, na którym przed poprzednimi igrzyskami biła rekordy świata. Maliszewska odpadła już w ćwierćfinale. Kończąc go upadkiem.
Natalia Maliszewska ma cztery medale mistrzostw świata. Polka ma też w dorobku Puchar Świata oraz drugie i trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej cyklu na 500 m. I była wielką faworytką tego dystansu na igrzyskach. Ale poprzednich, w Pekinie. Niestety dziś, po jej starcie w Mediolanie, wielu kibiców na pewno wraca myślami do tamtej straconej szansy. Albo ukradzionej.
Występem Maliszewskiej w ćwierćfinałach 500 metrów w Mediolanie emocjonowaliśmy się krótko. Polka tuż po starcie była czwarta, a kiedy próbowała walczyć o przesunięcie się na lepsze miejsce, upadła. Z własnej winy, bez kolizji z rywalkami. Niestety, marzenia o medalu odjechały szybko.
W Pekinie miało być złoto. A było więzienie
Ktoś może powiedzieć, że i tak było lepiej niż cztery lata temu. Teraz chociaż wszystko rozegrało się sportowo. Natomiast cztery lata temu Maliszewska przeżyła koszmar.
- Nad utratą szansy walki o medal olimpijski pracowałam - jakkolwiek to nie zabrzmi - jak nad utratą kogoś bliskiego. Ja to przepracowywałam pod kątem żałoby, miałam te wszystkie stadia, które przechodzi człowiek po stracie najbliższej osoby – mówiła Maliszewska w szczerej i poruszającej rozmowie ze Sport.pl półtora roku temu. Wtedy nasza zawodniczka wracała po 14-miesięcznym zawieszeniu za złamanie przepisów antydopingowych (nie aktualizowała miejsc pobytu, co system wymusza na zawodnikach, żeby codziennie byli dostępni dla kontrolerów).
Na igrzyskach Pekin 2022 Maliszewska została uwięziona w covidowej izolacji i strasznie mocno to przeżyła. A cała sprawa związana z dyskwalifikacją była dla niej następnym potężnym ciosem. Niestety, dotąd Maliszewska nie wróciła do takiej formy, jaką kiedyś zachwycała. Nie wróciła do regularnego bycia w absolutnym światowym topie.
Przed igrzyskami w Pekinie 26-letnia wówczas Natalia była jedną z naszych największych medalowych nadziei. Dwa tygodnie przed imprezą pytałem ówczesnego menedżera Maliszewskiej, Jakuba Jaworskiego, o jej formę. Były olimpijczyk zna się na short tracku świetnie i szczerze przekazał mi to, co widział. Napisał, że na treningach Natalia bije rekordy świata i wszyscy w ekipie spodziewają się, że zostanie mistrzynią olimpijską. Umówiliśmy się wtedy z Jaworskim, że w przedolimpijskiej gorączce tego nie opublikuję, ale zrobię screena z naszej korespondencji i użyję go w tekście już po sukcesie Natalii. Niestety, zamiast szczęścia był dramat. Ogromny.
Szef polskiej misji protestował. Wtedy wyciszono mu mikrofon
Na sto dni przed rozpoczęciem igrzysk Mediolan/Cortina d’Ampezzo opublikowaliśmy na Sport.pl rozmowę z Konradem Niedźwiedzkim. Były panczenista (brązowy medalista olimpijski z Soczi z 2014 roku) był szefem polskiej misji olimpijskiej w Pekinie i jest nim również teraz. Byliśmy zainteresowani przede wszystkimi przygotowaniami kadry i medalowymi szansami. Ale wspominając o szansach w short tracku Niedźwiedzki mocno rozwinął wątek Maliszewskiej. I postanowił podzielić się bardzo ciekawymi szczegółami tego wszystkiego, co spotkało ją cztery lata temu.
Przytoczmy fragment rozmowy.
Pytanie pomocnicze w wątku Natalii Maliszewskiej – czy generalnie w życiu jesteś wyznawcą teorii spiskowych?
- Staram się nie iść w tę stronę, bo wtedy na każdym kroku można byłoby jakąś teorię znaleźć.
Ale nie zapominasz, że na 500 metrów Chińczycy bardzo liczyli na medal swojej zawodniczki, a Maliszewska – jak już mówiłeś – była w genialnej formie?
- Oczywiście, że o tym rozmawialiśmy. I to bardzo często. Byłem na jednym z ostatnich treningów Natalii i pamiętam, jak rozmawiałem z trenerem, że jest w kapitalnej formie i będzie dobrze, oby tylko nie było problemów z COVID-em.
Wtrącę, że od menedżera Natalii wiedziałem, że ona na treningach bije rekordy świata. Umówiliśmy, że screen z naszą wymianą uwag na temat jej formy opublikuję, gdy faktycznie zdobędzie olimpijskie złoto i pobije rekord świata.
- Dodam coś jeszcze. Obostrzenia były wtedy takie, że istniało coś takiego, jak status osoby przebywającej blisko kogoś z COVID-em. Taki ktoś też miał problemy. Mieliśmy zaplanowany wspólny trening z Chińczykami, ci Chińczycy na treningu się nie pojawili, a następnego dnia zaczęła się cała akcja z Natalią. A wyniki tych chińskich testów na COVID miały się nijak do wartości, które się pokazywały u nas. Naprawdę dobrze wtedy zgłębiłem wiedzę odnośnie tych wartości i byłem w szoku, widząc wyniki Natalii.
Przede wszystkim w Polsce i chyba w całej Europie te same wyniki byłyby uznawane za negatywne, a w Chinach uznawano, że Maliszewska ma COVID i musi być izolowana od świata?
- Tak, tamtejsze testy były niesamowicie czułe. A druga sprawa, że jednego dnia wynik był ledwo pozytywny, a następnego tak zły, że człowiek z takim wynikiem, przynajmniej w Polsce, powinien walczyć o przeżycie pod respiratorem w szpitalu. Tymczasem Natalia normalnie funkcjonowała. Ale w zamknięciu. Moim zdaniem to była naprawdę gruba rzecz. W pewnym momencie odezwałem się podczas spotkania szefów misji, które mieliśmy codziennie o 7.30 rano. Zabrałem głos, pytając, jak to jest możliwe, że ktoś zostaje wypuszczony w nocy, bo przecież tak Natalii zrobili Chińczycy – a później zostaje cofnięty. Reakcją było wyciszenie mi mikrofonu. A później przyszedł do mnie ktoś z MKOl-u…
Maliszewska jeszcze wystartuje na tych igrzyskach. Ale trudno wierzyć w medal
Sama Maliszewska, choć przeszła terapię i uważa, że pekińskie wydarzenia ma dobrze przepracowane, jednocześnie twierdzi, że na pewno nigdy nie zapomni tego, co tam przeżyła.
- Strasznie we mnie uderzyło to, że nie miałam szansy. Myślałam sobie, że wolałabym w tej formie spieprzyć bieg i mieć pretensje do siebie, że się wywaliłam, dostałam dyskwalifikację czy - mówiąc brzydko, ale dobitnie - zesrałam się ze stresu, że to igrzyska. A ja musiałam siedzieć pod kluczem i nic nie mogłam zrobić. Czułam się tak, jakby ktoś mi powiedział: "Ha, ha, ha, nie ma takiej opcji, żebyś coś zrobiła, zostajesz w izolacji" – mówiła w rozmowie ze Sport.pl.
W Pekinie po aż ośmiu dniach w izolacji Maliszewska została wypuszczona na starty na 1000 i 1500 metrów. To zawsze od zawsze były dla niej dystanse znacznie trudniejsze niż 500 metrów. I w tamtych okolicznościach nie miała praktycznie żadnych szans na sukces – zajęła odpowiednio 17. i 29. miejsce. W Mediolanie Maliszewskiej zostały jeszcze starty na 1000 i 1500 metrów, ale jeśli Natalii nadal marzy się olimpijski medal, to większe szanse będzie miała raczej za cztery lata na następnych igrzyskach niż teraz na dystansach, które jej zostały.