Jego głos usłyszy cały świat. Ukrainiec naprawdę to powiedział po dyskwalifikacji

- Zginęli, ale ich głos jest tak donośny, że MKOl się ich boi - stwierdził ukraiński skeletonista Władysław Heraskewycz. Nie mógł wystartować na igrzyskach, bo w ostatniej chwili zabrano mu akredytację. Powód? Chciał uczcić pamięć poległych w trakcie wojny rodaków, a sposób, w jaki zamierzał to zrobić, nie spodobał się MKOl.
Władysław Heraskewycz
Screen z https://www.youtube.com/watch?v=nurxnppupuw

"Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) z żalem podjął decyzję o cofnięciu zawodnikowi akredytacji na Igrzyska Olimpijskie Mediolan-Cortina 2026" - przekazali organizatorzy zimowych igrzysk olimpijskich. Te słowa dotyczyły Władysława Heraskewycza, ukraińskiego skeletonisty, który w czwartkowy poranek został zdyskwalifikowany. Zamierzał założyć ten sam kask, w którym występował w treningach, mimo że MKOl ostrzegał go przed konsekwencjami. Pojawiły się na nim podobizny zabitych w trakcie wojny ukraińskich sportowców. MKOl uznał, że kask jest niezgodny z przepisami.

Zobacz wideo Skoki narciarskie na igrzyskach za darmo? Tak to się robi

Władysław Heraskewycz przemówił po dyskwalifikacji. Uderza w MKOl

Ta decyzja wywołała spore poruszenie, piszą o niej największe światowe media. Głos w sprawie zabrał też sam zainteresowany.

- Zostałem zdyskwalifikowany. Nie wywalczę medalu olimpijskiego - zaczął, cytowany przez agencję Reutersa. Dlaczego tak bardzo zależało mu na tym, by wystąpić w takim właśnie kasku? Dlaczego poświęcił marzenia o złocie? O słowach skeletonisty będzie głośno. Uderzył bowiem w MKOl. Potężnie.

- Zginęli [osoby, które uwieczniono na kasku], ale ich głos jest tak donośny, że MKOl się ich boi. Powiedziałem Coventry [Kirsty, szefowa MKOl], że ta decyzja [o dyskwalifikacji] wpisuje się w narrację Rosji - stwierdził Heraskewycz. - Szczerze wierzę, że to właśnie dzięki ich ofierze te igrzyska mogą się dziś odbywać. Mimo że MKOl chce zdradzić pamięć tych sportowców, ja ich nie zdradzę. 

Szefowa MKOl tłumaczy się z decyzji ws. Ukraińca

Głos w sprawie zabrała też wywołana do tablicy szefowa MKOl, która w czwartek rano spotkała się z zawodnikiem, próbując po raz ostatni przekonać go do zmiany decyzji i oferując inne możliwości upamiętnienia ofiar. Okazuje się, że dla Ukraińca zmieniła swoje plany.

- Nie miało mnie tu dziś być, ale pomyślałam, że to naprawdę istotne, by zjawić się w tym miejscu i porozmawiać z nim twarzą w twarz. Nikt, a zwłaszcza ja, nie kwestionuje jego przesłania, to mocny przekaz, przesłanie pamięci - zapewniała Kirsty Coventry. Dlaczego więc nie dopuściła Ukraińca do rywalizacji?

Zobacz też: Polska legenda padła jak zastrzelona. Prezes gratulował. A później: "Spier***". 

- Chodzi o zasady i regulacje, a w tym przypadku... musimy być w stanie zapewnić wszystkim bezpieczne środowisko. To niestety oznacza, że po prostu nie wolno wysyłać żadnych tego typu wiadomości - podkreślała szefowa MKOl.

Na tym sprawa się nie kończy. Sztab Ukraińca już zapowiedział, że odwoła się do Sportowego Sądu Arbitrażowego. Jedno jest pewne - o tej sprawie jeszcze długo będzie głośno. 

Więcej o: