- Wiem, jakie miałam szanse przed wypadkiem i wiem, że teraz nie są takie same. Uważam jednak, że wciąż je mam. A dopóki są, będę próbować - zapewniała Lindsey Vonn przed startem igrzysk olimpijskich 2026. Tydzień wcześniej Amerykanka zerwała więzadło krzyżowe w kolanie. Mimo to chciała powalczyć o drugi złoty medal w karierze. Ba, w treningach radziła sobie bardzo dobrze. Eksperci wręcz nie dowierzali i twierdzili, że kontuzja faktycznie może nie być przeszkodą. A jednak. W niedzielę na stoku wydarzył się dramat. Vonn upadła i napewniej doznała złamania nogi. Trafiła do szpitala, a później na blok operacyjny.
Temat poważnego wypadku Amerykanki został poruszony w "Studio Cortina" na antenach Sport.pl. W tej sprawie wypowiedział się m.in. Apoloniusz Tajner, który był gościem programu. - To jest bardzo poważna kontuzja - zaczął były prezes PZN, mówiąc o urazie, jakiego Vonn doznała jeszcze przed igrzyskami. Jak stwierdził, on nie byłby zwolennikiem tak szybkiego powrotu Amerykanki na stok, jeśli byłby jej trenerem.
- Kilkakrotnie miałem do czynienia z takimi kontuzjami u zawodników. To jest minimum trzy tygodnie rekonwalescencji po zabiegu. Dopiero potem można rozpocząć lekkie treningi. Odważyłbym się zawodnika puścić na stok narciarski co najmniej po miesiącu i to z wielkimi obawami, że się coś może wydarzyć - zaznaczył.
Niewykluczone, że trenerzy i lekarze się sprzeciwiali. Ostateczna decyzja najpewniej należała do narciarki. A ta bardzo chciała zdobyć złoto, pierwsze od Vancouver 2010. Ba, to m.in. z myślą o igrzyskach we Włoszech wznowiła karierę. - Jeżeli tutaj była tak krótka przerwa i jeżeli faktycznie ta kontuzja polegała na zerwaniu więzadeł krzyżowych, to zdaje się sobie sprawę, że zawodniczka bardzo musiała naciskać. To ona była tym motorem powrotu na stok i zawalczenia. Pewnie obawiała się stracić tę szansę wystartowania na igrzyskach olimpijskich, do których się pewnie szczególnie, i mentalnie i fizycznie, dobrze przygotowała - mówił Tajner.
Jego zdaniem zawodniczka nie była jednak gotowa do startu przez kontuzję. I najpewniej to ona mogła też przyczynić się do upadku, choć kamery pokazały, że bezpośrednio wywrotkę wywołało zahaczenie o jedną z flag, rozstawionych na stoku. -. Wydaje mi się, że jak to kobieta, uparła się. Nie było siły i trzeba było jej w tym wszystkim pomóc, żeby jak najszybciej wróciła, ale zdecydowania była nie gotowa na taki start. Myślę, że ten upadek też był spowodowany słabością w tym kolanie i potem efektem samego upadku jest kontuzja, którą odniosła. Teraz jest już "na amen" wyłączona z tej rywalizacji - stwierdził wprost Tajner.
Zobacz też: Zdradziła USA, zarabia więcej niż Świątek. Cały świat zastanawia się, kim jest.
Pozostaje nam tylko czekać na kolejne informacje w sprawie stanu zdrowia Amerykanki. Czy wróci jeszcze kiedykolwiek na stok? Trudno o tym wyrokować. Jej upadek podzielił mocno publikę. Jedni skrytykowali ją za niepotrzebne ryzyko, inni chwalili jej odwagę i mentalność zwyciężczyni. Widzowie byli poruszeni widokiem jęczącej z bólu Vonn, a szczególnie siostra, na której oczach rozegrał się dramat. - To było przerażające. Kiedy widzieliśmy, że została zabrana na noszach to wiesz, że nigdy nie jest to dobry znak. Lindsey stanęła na starcie, była odważna, dała z siebie wszystko i poszła na całość. Bardzo ciężko ogląda się te obrazki, ale dla nas najważniejsze jest to, że z tego wyjdzie - mówiła Karen Kildow.