Aleksandra Król-Walas mogła powalczyć o medal slalomu giganta równoległego w snowboardzie, ale odpadła w ćwierćfinale i nie spełniła w Livigno marzeń o życiowym sukcesie. To zrozumiałe, że Polka płakała jeszcze długo po starcie. A wszystko na oczach Adama Małysza.
Prezes Polskiego Związku Narciarskiego dotarł na igrzyska i na początek udał się właśnie do Livigno na start Król-Walas. Małysz chciał zobaczyć, jak zawodniczka jednej z dyscyplin, która przynosi największe sukcesy, powalczy o olimpijski medal. Niestety. To, co zobaczył, musiało go zasmucić.
Aleksandra Król-Walas wjechała na metę ćwierćfinałowego przejazdu o 0,26 sekundy za Lucią Dalmasso. Na górze trasy prowadziła o 0,47, a na drugim pomiarze o 0,2 sekundy. Włoszka się zbliżała, ale wydawało się, że Polka kontroluje sytuację, ale popełniła błąd na dole, tuż przed metą. Jak mówiła po wszystkim, wpadła na śniegowy stożek, który sprawił, że aż się wyprostowała. I szansa na medal przepadła, a zawodniczka zakończyła rywalizację przedwcześnie.
"Nie można zarzucić". Małysz komentuje to, co stało się z Aleksandrą Król-Walas
- Niestety, nie udało się. Szkoda, ale nie można zarzucić Oli, że nie walczyła. Zrobiła super robotę - komentuje w rozmowie ze Sport.pl Adam Małysz.
- To był mały błąd. I takie są igrzyska. Rządzą się swoimi prawami. Mam tylko nadzieję, że Ola się nie podda. I walczymy dalej - przekonuje prezes PZN.
Małysz w dobrym nastroju przed pierwszą walką skoczków o medale
Teraz Małysz uda się do Predazzo, gdzie rywalizację już w poniedziałek rozpoczną skoczkowie. Czeka ich konkurs na normalnej skoczni. - Mam dobry nastrój przed zawodami. Szkoda dzisiejszego dnia, ale taki jest sport - mówi nam były skoczek.
W niedzielę na skoczni w Predazzo zaplanowano serie treningowe - skoczkowie rozpoczną je o godz. 19. Weźmie w nich udział trzech naszych zawodników, czyli Paweł Wąsek, Kamil Stoch i Kacper Tomasiak. Początek poniedziałkowego konkursu, za który skoczkom zostaną rozdane pierwsze medale, także o 19. Godzinę wcześniej zaplanowano rozegranie serii próbnej. Relacje na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.