Miała być bohaterką Polski na igrzyskach, a tu koszmar. To był kluczowy moment

Agnieszka Niedziałek
Aleksandra Król-Walas
screen TVP

Miało się skończyć na delikatnym zachwianiu bez poważnych konsekwencji, ale potem przyszło drugie, które okazało się niezwykle kosztowne. Aleksandra Król-Walas nie zdobyła wymarzonego medalu olimpijskiego. Utytułowana snowboardzistka odpadła po raz drugi z rzędu w ćwierćfinale slalomu giganta równoległego. Tym razem zabrakło jej 0,26 s.

Od dłuższego czasu powtarzano, że Aleksandra Król-Walas jest jedną z największych nadziei reprezentacji Polski na medal. Taka presja waży. Ale kto miałby ją unieść, jeśli nie startująca po raz czwarty w igrzyskach 35-latka, która zawsze rozjaśnia stoki uśmiechem? Szczęśliwego zakończenia tej historii jednak nie było.

Zobacz wideo Tyle zarabiają polscy snowboardziści. Skoczkowie złapaliby się za głowy

Nie było polskiego święta. Niepewność po kwalifikacjach

Dwa brązowe medale mistrzostw świata to największe dotychczas osiągnięcia doświadczonej Polki. Zdobyła je w slalomie gigancie równoległym (PGS). W tej konkurencji 12 razy stawała na podium Pucharu Świata. I to w niej cztery lata temu dotarła do ćwierćfinału igrzysk w Pekinie, który pozostaje jej najlepszym wynikiem w najważniejszej sportowej imprezie czterolecia.

Cztery lata temu w kwalifikacjach była ósma, ale też nie miała na koncie tylu sukcesów, co dziś. Teraz uplasowała się na piątej pozycji i nastroje wśród kibiców były mieszane. Jedni wskazywali, że nie były to idealne przejazdy i sugerowali stres, a inni uspokajali, że to kwestia doświadczenia, kontroli i rozkładania sił.

Ulga i kosztowny błąd Król-Walas. "Tu przegrała"

Występ w 1/8 finału też jeszcze pozostawił małą niepewność, bo przez dłuższy czas Król-Walas jechała dość równo z Kanadyjką Aurelie Moisan. 21-latką, która rok temu została mistrzynią świata w Zakopanem, czyli w miejscu urodzenia swojej niedzielnej rywalki w walce o "ósemkę". W decydującym momencie Polka zrobiła swoje i dotarła do mety z 0,36 przewagi. A na mecie wyraźnie odetchnęła z ulgą.

Był to ostatni przypadek w tym dniu, gdy mogła wybrać trasę. Wszyscy początkowo wybierali niebieską. Tak zrobiła też Polka w 1/8 finału. Ale komentująca zawody w Eurosporcie Jagna Marczułajtis zwracała uwagę, że to czerwona daje większą możliwość, by przyśpieszyć na finiszu. 

Lucia Dalmasso, z którą Król-Walas bezpośrednio rywalizowała o strefę medalową, postawiła właśnie na czerwoną. Jak duże miało to znaczenie? Trudno oceniać, ale faktem jest, że właśnie na końcowym etapie rozstrzygnęły się losy zwycięstwa. 

Z 28-letnią Włoszką Polka mierzyła się w tym sezonie trzykrotnie i zawsze wygrywała. To miał być dobry prognostyk. Przez pierwszą część dystansu można było mówić o optymizmie - obie zawodniczki były blisko siebie, ale Król-Walas w pewnym momencie nieznacznie prowadziła. Kłopoty zaczęły się w połowie trasy. To wtedy Polka zaliczyła pierwsze lekkie zachwianie, po którym szybko się jednak pozbierała. To nie był błąd, który mógł kosztować Polkę miejsce w półfinale.

- Tu przegrała - wskazała jednak po chwili Marczułajtis, oglądając powtórkę startu polskiej snowboardzistki. A chodziło o drugie delikatne zachwianie, do którego doszło chwilę później przy przedostatniej chorągiewce na trasie. U Dalmasso żadnego zawahania nie było.

Polka z rozczarowaniem, a zaraz potem wielka sensacja

W Pekinie Król-Walas również odpadła w ćwierćfinale, ale wtedy wiadomo było, że czeka ją na tym etapie zmagań misja niemal niemożliwa. Trafiła bowiem na niesamowitą Ester Ledecką. Doskonale wiedziała wtedy, że musi maksymalnie zaryzykować, jeśli chce mieć szanse za zwycięstwo nad mistrzynią olimpijską w PGS z Pjongczangu. Zapłaciła za to ryzyko, nie kończąc przejazdu. A Czeszka nieco później cieszyła się z drugiego z rzędu złota igrzysk. Teraz mogły zmierzyć się w półfinale, ale żadna z nich do niego nie dotarła. I o ile w przypadku Polki można mówić o pewnym rozczarowaniu, to w przypadku Ledeckiej jest to sensacja. Wielka faworytka też zaliczyła błąd, którego konsekwencji nie była w stanie potem nadrobić. Zabrakło jej zaledwie 0,06 s.

Czesi szybko się jednak pocieszyli, bo złoto wywalczyła inna ich rodaczka - Zuzana Maderova. Na drugim stopniu podium stanęła Austriaczka Sabine Payer, a brąz zdobyła Dalmasso.

Najlepszym wynikiem w olimpijskiej rywalizacji snowboardowej w historii Polski pozostaje więc czwarte miejsce Jagny Marczułajtis z 2002 roku. Również wywalczone w gigancie równoległym. Nie ma więc wciąż historycznego krążka w tym sporcie dla Biało-Czerwonych oraz ich pierwszego podium w olimpijskich zmaganiach Mediolan Cortina 2026.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...