Gianni Infantino i Kirsty Coventry wywołali powszechne oburzenie. Wystarczyła sugestia, żeby przywrócić Rosję do sportowej rywalizacji, a już prezydenta FIFA okrzyknięto "degeneratem" i "moralnym bankrutem". Wcześniej MKOl uznał, że czas zdjąć zawieszenie wobec Rosji i Białorusi. Na razie w imprezach młodzieżowych. Światowa opinia publiczna jest oburzona, a przecież to tylko przywracanie sportu do jego ustawień fabrycznych.
W 1902 r. amerykański magazyn "Life" umieścił na okładce taką karykaturę: dwóch amerykańskich żołnierzy zabiera się za torturowanie Filipińczyka. Jeden siedzi okrakiem na leżącym jeńcu, a drugi zalewa mu usta i nos wodą z kubła. W tle stoi grupa Europejczyków, których można rozpoznać po charakterystycznych elementach stroju jak pikielhauba, kepi czy hełm angielskich wojsk kolonialnych. Napis pod rysunkiem brzmi: "Chór w tle: ci bogobojni Jankesi nie mogą w nas rzucać kamieniami nigdy więcej".
Włosi zajęli całą Abisynię i pojechali na igrzyska
Ta karykatura nawiązuje do okrutnej wojny, jaką Amerykanie toczyli na Filipinach w tamtych czasach. USA zdobyło archipelag po wojnie z Hiszpanią i choć Filipińczycy ogłosili niepodległość, to wojska Stanów Zjednoczonych brutalnie zgniotły rodzącą się republikę i okupowały wyspy aż do 1945 roku (z przerwą na japońską inwazję).
Rysunek z magazynu "Life" dowodzi, że tzw. światowa opinia publiczna wiedziała, jak okrutna jest to wojna (z powodu działań wojennych, głodu i epidemii pochłonęła kilkaset tysięcy ofiar). Głosy protestu słychać było nawet w Stanach Zjednoczonych. Czy ktokolwiek jednak wtedy myślał, żeby agresorom odebrać igrzyska olimpijskie? Nie. Zawody w St. Louis w 1904 roku zorganizowane przy okazji tzw. Wystawy Światowej odbyły się bez przeszkód i przeszły do historii z powodu połączenia ich z podszytymi rasizmem "Igrzyskami Dzikusów".
Inny przykład. W 1935 roku 400-tysięczna armia włoska najechała Abisynię (dzisiejsza Etiopia). Krwawe walki trwały do maja 1936 r., aż wojska Benito Mussoliniego ogłosiły podbój afrykańskiego kraju. Oczywiście nie było mowy, żeby włoscy sportowcy nie wzięli udziału w berlińskiej olimpiadzie w trzy miesiące później. Bez przeszkód bronili też tytułu piłkarskich mistrzów na francuskich boiskach w 1938 r.
W 1936 roku na organizatora igrzysk w 1940 roku zostało wybrane Tokio. Stało się to pięć lat po tym, jak Japonia zajęła zbrojnie chińską Mandżurię i utworzyło na jej terenie marionetkowe państwo zwane Cesarstwem Mandżukuo. To coś podobnego, co zrobili w Donbasie i na Krymie Rosjanie po napaści na Ukrainę w 2014 roku.
W 1937 roku Japończycy zaatakowali Chiny. I to też nie był powód, że Tokio straciło prawo organizacji igrzysk. Chińczycy co prawda złożyli protest w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim, żeby odebrać Japończykom zawody, ale bez skutku. Dopiero sama Japonia zdecydowała, że wobec zaangażowania militarnego w Chinach nie stać ją, by organizować igrzyska. W maju 1938 roku złożyła rezygnację. Wtedy MKOl zdecydował się przenieść zawody do Helsinek. Ostatecznie sportowa rywalizacja się nie odbyła, bo w listopadzie 1939 roku Sowieci najechali Finlandię.
Niemcy zajęli Austrię i Czechy i dostali igrzyska
Zimowe igrzyska w 1940 roku miało pierwotnie przeprowadzić japońskie Sapporo. Gdy jednak Japończycy się wycofali z organizacji, MKOl wybrał St. Moritz. Szwajcarzy również zrezygnowali z tego przywileju, a tłem ich rezygnacji był spór o instruktorów narciarskich. Olimpijscy działacze uważali ich za profesjonalistów i nie dopuszczali do startów w swoich zawodach. Wtedy w czerwcu 1939 roku MKOl wybrał na organizatora Garmisch-Partenkirchen. Decyzja była absolutnie haniebna. O ile w 1936 roku olimpijscy działacze mogli się tłumaczyć, że igrzyska w Berlinie przyznawali Republice Weimarskiej, a nie hitlerowskim Niemcom, o tyle w przypadku zimowych igrzysk w 1940 roku wątpliwości żadnych nie było. Olimpijskie zawody dostał Adolf Hitler, który dopiero co doprowadził do aneksji Austrii i zajął Czechosłowację (na Słowacji utworzono marionetkowe państwo). Wszyscy w Europie wiedzieli, że Niemcy, w których nazistowska partia cieszy się masowym poparciem, dążą do wojny. A jednak MKOl był gotowy powierzyć im organizację igrzysk.
Ostatecznie olimpijskie zawody w 1940 roku się nie odbyły, bo Niemcy sami z nich zrezygnowali, ale narciarskie mistrzostwa świata rok później już tak. Odbyły się one w Cortinie d'Ampezzo – w tym samym miejscu, które dziś gości najlepszych zimowych sportowców świata. W imprezie w 1941 roku pod patronatem Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) wzięli udział narciarze z Niemiec, Włoch, Jugosławii, Węgier, Bułgarii, Norwegii, Finlandii, Szwecji, Rumunia i Szwajcarii. Fin Paavo Vierto, który w Cortinie został wtedy mistrzem świata w skokach narciarskich, kilka miesięcy później zginął jako żołnierz Waffen-SS na Ukrainie. Natomiast potrójny medalista (złoto w kombinacji alpejskiej, srebro w slalomie i srebro w zjeździe) Josef Jennewein jako pilot Luftwaffe został zestrzelony w 1943 roku niedaleko rosyjskiego miasta Orzeł i został uznany za zmarłego.
W 1946 roku FIS zdecydował, że nie będzie uznawał wyników z mistrzostw świata w 1941 roku pod pretekstem, że w zawodach wzięło udział zbyt mało uczestników.
Francja, Wielka Brytania i Izrael dokonały inwazji tuż przed igrzyskami
W 1956 roku MKOl nie znalazł powodów, by z igrzysk w Melbourne wykluczyć Wielką Brytanię, Francję i Izrael. Te właśnie kraje najechały w przededniu olimpijskich zmagań Egipt. Celem było odzyskanie kontroli nad Kanałem Sueskim, którego nacjonalizację ogłosił prezydent Gamal Abdel Naser. Egipcjanie zażądali od MKOl wykluczenia trzech agresorów z igrzysk. Bez skutku. W rezultacie w Melbourne zabrakło sportowców z Egiptu, Iraku, Kambodży i Libanu, które zaprotestowały w ten sposób przeciwko haniebnej ich zdaniem decyzji komitetu.
W tym samym czasie sowieckie wojska pacyfikowały Budapeszt, bo Węgrzy chcieli się wyrwać spod radzieckiej dominacji. ZSRR też nie zostało wykluczone z igrzysk, a w proteście przeciwko takiej postawie MKOl, zawody zbojkotowały Hiszpania, Holandia, Liechtenstein i Szwajcaria.
W 1968 Czechosłowację najechały ZSRR, NRD, Węgry, Bułgaria i Polska. Setki tysięcy obcych żołnierzy położyło kres "Praskiej Wiośnie". Tak skończyła się próba demokratyzacji w kraju "demokracji ludowej". Czy MKOl w jakikolwiek sposób zareagował na ten akt międzynarodowego terroru? Nie. Wszyscy agresorzy wzięli udział w igrzyskach w Meksyku. I to jeszcze z wielkimi sukcesami. ZSRR zajęło drugie miejsce w klasyfikacji medalowej, Węgry czwarte, a NRD piąte. Do historii przeszedł tylko niemy protest Very Čáslavskiej na podium podczas sowieckiego hymnu. Czechosłowacka multimedalistka olimpijska w gimnastyce sportowej po powrocie do kraju została zdyskwalifikowana i dostała wieloletni zakaz opuszczania ojczyzny.
UEFA też nie reagowała na pełnoskalową agresję wojsku Układu Warszawskiego, dopóki głosu nie zabrał... Celtic. Szkoci, którzy rok wcześniej wygrali Puchar Europy, odmówili gry z węgierskim Ferencvárosem. Postawa Celtiku spotkała się z potępieniem ze strony brytyjskiego rządu. – Jeśli raz pozwoli się, by poglądy polityczne miały wpływ na organizację sportowych rozgrywek, rezultatem będzie chaos – powiedział minister sportu Dennis Howell z Partii Pracy.
W ślady Celtiku poszli jednak inni. Milan nie chciał grać z Lewskim Sofia, a FC Zurich z Carl-Zeiss Jena. UEFA znalazła więc salomonowe wyjście i dokonała ponownego losowania pucharów. Drużyny "demokracji ludowych" miały grać w I rundzie między sobą. To nie spodobało się w tzw. bloku wschodnim. Polska jako pierwsza wycofała swoje drużyny z pucharów. Po niej zrobiły to ZSRR, NRD, Węgry i Bułgaria. W rywalizacji pozostała Rumunia, która nie brała udziału w tłumieniu Praskiej Wiosny i Czechosłowacja. Slovan Bratysława zdobył wtedy Puchar Zdobywców Pucharów, pokonując w finale w Bazylei FC Barcelonę.
"Jednobiegunowa chwila wszystko zmieniła"
Na przełomie 1979/80 roku ZSRR zaatakowało sąsiedni Afganistan. W wyniku akcji sowieckich sił specjalnych zamordowany został prezydent Hafizullah Amin. I znów w odbywających się dwa miesiące później zimowych igrzyskach w Lake Placid agresor wystąpił bez żadnych ograniczeń. A osiem miesięcy później zaprosił cały sportowy świat na igrzyska w Moskwie. Olimpijskie zawody zostały zbojkotowane przez USA i wielu ich sojuszników z całego świata. W sumie 63 kraje. Niektóre komitety olimpijskie jak australijski, francuski, brytyjski czy duński nie wysłały do Moskwy oficjalnej delegacji, a sportowcy z tych państw występowali pod flagą olimpijską.
Tu warto zauważyć, że brutalne interwencje sowieckie były przynajmniej kwestią dyskusji, jeśli chodzi o udział ZSRR w zawodach olimpijskich. Tej samej miary nie przykładano do państw Zachodu. Brytyjskie wojska kolonialne mogły masakrować cywilną ludność w Kenii, Francuzi mogli pacyfikować Algierię, a Portugalczycy Mozambik czy Angolę, ale nikomu nie przychodziło do głowy, aby z tego powodu kwestionować prawo Wielkiej Brytanii, Francji czy Portugalii do rywalizacji na arenach sportowych. Było zupełnie inaczej niż dziś, gdy wiele krajów domaga się wykluczenia Izraela za jego zbrodnie w Gazie.
By zmieniło się postrzeganie świata, potrzeba było, żeby runęła "Żelazna kurtyna". Upadek ZSRR i głęboki kryzys gospodarczy państw posowieckich przyniósł światu tzw. jednobiegunową chwilę. Na arenie międzynarodowej pozostało już tylko jedno supermocarstwo: Stany Zjednoczone. One razem ze swoimi sojusznikami z Zachodu upojone zwycięstwem zaczęły kształtować świat na swój obraz i podobieństwo.
Dopiero wtedy w świecie sportu uznano, że prawa człowieka i prawo międzynarodowe są dobrym narzędziem do dyscyplinowania niektórych członków olimpijskiej wspólnoty. W 1992 r. z mistrzostw Europy i igrzysk olimpijskich wyrzucono Jugosławię z powodu zbrodni podczas wojny domowej. W 2000 r. nie zaproszono na igrzyska Afganistanu z powodu dyskryminacji kobiet. Zresztą w kraju Talibów sport w ogóle był zakazany. W 2016 roku udało się wykluczyć z igrzysk nawet Rosję, choć nie z powodów politycznych, ale z uwagi na wspierany przez państwo system dopingowy.
Ostatnim triumfem tzw. porządku normatywnego w świecie sportu było zgodne zawieszenie Rosji i Białorusi przez niemal wszystkie organizacje sportowe z powodu agresji na Ukrainę w 2022 roku.
Od tamtego czasu wiele się jednak zmieniło. Stary porządek pada na naszych oczach. Jednobiegunowa chwila się skończyła. Stany Zjednoczone już nie chcą być światowym żandarmem. Chiny stały się światowym centrum przemysłowym i prowadzą coraz bardziej asertywną politykę wobec całego Zachodu. Rosja, mimo gigantycznych wydatków na armię i sankcji ekonomicznych, wciąż mocno stoi na nogach. Na pewno pomaga jej fakt, że poza Chinami wiele krajów Europy wciąż kupuje od niej węglowodory.
Sport wraca do haniebnych ustawień fabrycznych
Polsce "jednobiegunowa chwila" przyniosła wielką szansę na rozwój i przesunięcie się ze Wschodu na Zachód. Dlatego tak zaciekle nie chcemy przyjąć do wiadomości, że tego starego świata już właściwie nie ma. Słów Gianniego Infantino o tym, że "zawieszenie Rosji przyniosło tylko więcej frustracji i nienawiści", nie możemy odbierać inaczej niż jako haniebne. Podobnie jak postawę MKOl, który już dopuścił młodych sportowców z Rosji i Białorusi do rywalizacji na szczeblu międzynarodowym. Niedawne słowa szefowej komitetu Kirsty Coventry jeszcze mocniej uderzają w nasze postrzeganie świata. Nie musiała nawet wypowiedzieć słowa Rosja. – Jesteśmy organizacją sportową. Rozumiemy politykę i wiemy, że nie działamy w próżni. Ale nasza domena to sport. To oznacza, że musimy utrzymać go na neutralnym gruncie. Miejsce, w którym każdy sportowiec może swobodnie rywalizować, nie będąc ograniczanym przez politykę lub podziały między rządami – stwierdziła.
Liberalne media grzmią o moralnym bankructwie największych organizacji sportowych. Ale tę sprawę można spojrzeć i z drugiej strony. Tu nie chodzi o Rosję i Białoruś, tu chodzi o coś jeszcze bardziej niepokojącego dla naszej części świata. Sport już przechodzi do swoich ustawień fabrycznych, gdy "hańba" przymykania oczu na łamanie praw człowieka i agresję zbrojną była powszechna. Dzieje się tak dlatego, że w sporcie Zachód traci na znaczeniu. W piłkarskich mistrzostwach Europy najważniejszymi sponsorami turnieju stały się chińskie firmy. Klubowe mistrzostwa świata w piłce nożnej mogły się odbyć tylko dlatego, że dosłownie w ostatnich chwili DAZN wyczarował miliard dolarów za transmisje telewizyjne, dzięki zastrzykowi gotówki od inwestorów z Arabii Saudyjskiej. Szef FIFA ma co prawda obywatelstwa włoskie i szwajcarskie, ale na co dzień mieszka z Katarze i z tej perspektywy patrzy na światowy sport.
Europa traci na znaczeniu również w mniejszych federacjach sportowych. Międzynarodowy Komitet Paralimpijski, który jako pierwszy dopuścił Rosję i Białoruś do zawodów na pełnych prawach, rządzony jest przez Brazylijczyka Andrew Parsonsa. Federacją judo, która poszła tym samym śladem, włada co prawda Rumun, Marius Vizer, ale od lat to przyjaciel Władimira Putina. Prezydenta Rosji uczynił nawet honorowym prezydentem IJF. Federacja bokserska pod wodzą Umara Kremlowa w ogóle Rosjan i Białorusinów w 2022 roku nie zawiesiła. MKOl odebrał jej więc prawo organizacji kwalifikacji i zawodów olimpijskich na igrzyskach w Paryżu. W 2025 roku komitet uznała za światową federację boksu istniejącą od 2023 organizację World Boxing i jej tymczasowo powierzył organizację pięściarskich zawodów na igrzyskach.
Kolejną federacją, która odwiesza Rosjan (na razie w kategoriach młodzieżowych), jest organizacja, rządząca podnoszeniem ciężarów. Jej szefem jest Irakijczyk Mohammed Hasan Jalood.
Podobnych informacji o haniebnych krokach kolejnych federacji odwieszających Rosjan będzie coraz więcej. Zwłaszcza gdy MKOl i FIFA dają ku temu jasny sygnał. I nie chodzi tu tylko o to, żeby wykonać gest dobrej woli wobec Rosji, ale przede wszystkim wysłać świat jeszcze bardziej dojmujący dla nas komunikat: Zachód już nie rządzi.