Ministerstwo Sportu idzie na wojnę z PKOl. Nitras ujawnił plan

Igrzyska olimpijskie w Paryżu nie były dla Polski zbyt udane. Biało-Czerwoni na tej imprezie zdobyli tylko jeden złoty medal. Do kiepskiego dorobku medalowego doszły doniesienia o patologiach w polskich związkach sportowych. Za kontrole w nich wziął się minister Sławomir Nitras, co spowodowało zdecydowaną reakcję PKOl. "W PKOl w końcu nastąpi rozłam" - donosi jedna z osób ze środowiska sportowego.
Radosław Piesiewicz i Sławomir Nitras
Agencja Wyborcza.pl

Sławomir Nitras domagał się od PKOl dostarczenia listy z nazwiskami wszystkich osób akredytowanych na igrzyska olimpijskie, prezesów, członków zarządów związków, ich terminów pobytu oraz miejsc, w których mieszkali. Podobne żądania przesłał do krajowych związków sportowych. PKOl był wściekły.

Zobacz wideo Zagrożenia dla Julii Szeremety. Promotor boksu ostrzega

Nitras weźmie się za Piesiewicza? "Będzie grillowany"

PKOl uznał, że nie przekaże takiej listy ministerstwu. Organizacja broni się, że nie wydawała na te cele pieniędzy publicznych, więc nie musi się tłumaczyć. I wprost zagroziła, że w najgorszym przypadku może zgłosić MKOl, że dochodzi do nacisków politycznych wobec stowarzyszenia. Jednocześnie PKOl zapewnił, że zamierza się rozliczyć z wydawania publicznych pieniędzy.

"Przegląd Sportowy Onet" donosi, że minister Nitras nie zamierza się jednak ugiąć i chce się pozbyć Piesiewicza. "Do gry mają wejść Najwyższa Izba Kontroli, prezydent Warszawy oraz - prawdopodobnie - prokuratura" - czytamy.

Anonimowy informator portalu ze środowiska sportowego uważa, że celem ministra jest doprowadzenie do nowych wyborów w PKOl. - Piesiewicz będzie grillowany na różne sposoby, a w PKOl w końcu nastąpi rozłam na tyle poważny, że trzeba będzie przeprowadzić nowe wybory - powiedział.

Radosław Piesiewicz jest postacią kontrowersyjną. "Radio Zet" pokazało dowody na to, że prezes PKOl-u regularnie korzystał z lotniczych usług VIP, które komitetowi zapewniła umowa z Polskimi Portami Lotniczymi. Okazało się też, że jego żona, pracując w państwowym banku, zarobiła ponad milion złotych. Problem w tym, że w jej umowie zabrakło jasno określonych zadań, którymi miała się zajmować. Piesiewicz uznał to za ataki na swoją rodzinę. W rozmowie z TVN 24 pytał: - Chcecie wszyscy państwo doprowadzić do tego, co się stało ze śp. prezydentem Gdańska, panem Pawłem Adamowiczem?

Więcej o: