"Ostatnio słyszałem, że Andrzej Duda chciałby zostać prezesem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego" - takie rewelacje w wywiadzie dla portalu Onet.pl przekazał Aleksander Kwaśniewski. O stanowisko miałby ubiegać się w 2025 r., kiedy to w Polsce odbędą się wybory prezydencie, w których Duda nie może już wystartować. Wtedy też kończy się kadencja Thomasa Bacha jako prezesa MKOl-u, a Niemiec już zapowiedział, że nie będzie kandydował ponownie.
Nawet jeśli obecny prezydent Polski rzeczywiście zgłosi swoją kandydaturę, Kwaśniewski nie wróży mu sukcesu. - Ruch olimpijski ma swoje reguły wyłaniania, najpierw członków MKOl-u, a potem prezydenta tej światowej organizacji. Zresztą, od wielu lat jest bardzo istotny zwrot, gdy chodzi o skład Komitetu Olimpijskiego, bo poszukuje się tam głównie byłych sportowców, trenerów, olimpijczyków - stwierdził.
Były prezydent powołał się na przykład Thomasa Bacha, który stoi na czele tej organizacji od 2013 r. W wyborach pokonał on m.in. Portorykańczyka Richarda Carriona i Ukraińca Siergieja Bubkę. - Proszę zobaczyć, że obecny prezydent Thomas Bach był złotym medalistą w szermierce. Jego poprzednik, Jacques Rogge z Belgii, był żeglarzem, który uczestniczył w igrzyskach olimpijskich. Teraz coraz częściej się mówi, że następcą Bacha będzie Sebastian Coe, lekkoatleta, brytyjski szef federacji lekkoatletyki, który też jest medalistą olimpijskim. Nie szuka się polityków - ujawnił.
Zdaniem Kwaśniewskiego prezydent Duda miałby szansę otrzymać takie stanowisko, gdyby nasz kraj był organizatorem igrzysk, a on sam miałby duży wkład w to przedsięwzięcie. Problem w tym, że w Polsce igrzyska nie odbyły się nigdy w historii. - Rozumiem, że Andrzej Duda rozgląda się za czymś, co będzie robił po prezydenturze. Radzę jednak, żeby rozglądać się za czymś realnym - zaapelował na koniec.