Igrzyska olimpijskie w Paryżu zakończyły się przed tygodniem, ale kurz po rozczarowującym występie Polaków jeszcze nie opadał. 10 medali i dopiero 42. miejsce w klasyfikacji końcowej sprawiły, że politycy wzięli się za rozliczenia. Sporo zamieszania wywołały słowa zapaśnika Arkadiusza Kułynycza, który ujawnił, że na igrzyska nie mógł pojechać jego sparingpartner. W samolocie znalazło się za to miejsce dla związkowych działaczy i osób towarzyszących. Minister sportu Sławomir Nitras zażądał więc od PKOl-u i poszczególnych związków sportowych imiennej listy wszystkich prezesów, członków zarządów związków i osób towarzyszących, którzy byli w Paryżu akredytowani lub na zaproszenie, a także terminów ich pobytu i adresów zakwaterowania. PKOl wydania takiej listy odmówił.
Konflikt na linii ministerstwo sportu - PKOl skomentował w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" mistrz olimpijski z Pekinu w gimnastyce sportowej i prezes Polskiego Związku Gimnastycznego, Leszek Blanik. -. Uważam, że PKOl powinien pokazać dokumenty, o które poprosił minister Nitras. Trzeba się zmierzyć z prawdą, bo transparentność jest najważniejsza. Można wyjaśnić kto i po co pojechał - zaapelował.
Blanik nie chce ucieczki od odpowiedzialności, nawet pomimo faktu że sam poleciał na igrzyska, choć Polska nie miała ani jednego przedstawiciela w dyscyplinach gimnastycznych. - Jestem w prezydium PKOl i byłem w Paryżu na zaproszenie PKOl. Nie mam nic do ukrycia - mówił. - Ja skorzystałem z zaproszenia, wybrałem termin odpowiadający startowi gimnastyki artystycznej. Dwa miesiące walczyliśmy o start Liliany Lewińskiej. Na miejscu spotkałem się między innymi z ludźmi z Międzynarodowej Federacji Gimnastycznej, żeby nie odpuścić żadnej możliwości. Nie udało się umożliwić startu Lilianie, ale dwie panie arbiter zostały zawieszone i niedopuszczone do sędziowania podczas igrzysk olimpijskich. Za innych nie będę odpowiadał, a całość każdy ma prawo ocenić, jak chce - tłumaczył.
Chodzi o wyjaśnienie skandalu, jaki wybuchł tuż przed igrzyskami. 16-letnia Liliana Lewińska podczas mistrzostw Europy w Budapeszcie, które były też okazją, by zdobyć kwalifikację olimpijską, zdaniem ekspertów została skrzywdzona przez sędzie. Te miały niesprawiedliwie zaniżyć noty Polce, by umożliwić wyjazd Rosjance, reprezentującej Cypr.
Blanik już wcześniej aktywnie starał się o dopuszczenie Lewińskiej do startu. Choć ostatecznie się to nie powiadało, to właśnie ze względu na nią zdecydował się na wylot o Paryża. - Uważam, że jako mistrz olimpijski nie popełniłem przestępstwa, przyjmując zaproszenie. Poleciałem, powalczyłem o swoją zawodniczkę, coś tam udało mi się wywalczyć. Cała historia - podsumował.