Sylwia Szczerbińska i Dorota Borowska zajęły piąte miejsce w wyścigu finałowym kajaków C2 na 500 metrów na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Biorąc pod uwagę okoliczności i fakt, że Borowska dopiero kilka dni przed startem została odwieszona w związku z aferą dopingową, można uznać to za niezły wynik.
Polki płynęły w finale dwójek w piątek 9 sierpnia. Borowska została odwieszona pięć dni wcześniej. Na wspólne przygotowania nie było więc za dużo czasu. Cała Polska mówiła o Borowskiej, a w jej cieniu rozgrywał się dramat Sylwii Szczerbińskiej. - Gdy znowu sama zeszłam na jeden z treningów przed igrzyskami, to się rozpłakałam. Nie wiedziałam, co ja tutaj robię i czemu jestem sama. "Sama? Przecież ja mam płynąć dwójkę!" - myślałam i łzy same napłynęły mi do oczu - przyznała Szczerbińska w rozmowie z Interią.
- Zastanawiałam się, co ja w ogóle w tym Paryżu robię. Gdy dostałam informację, że Dorota może płynąć, to wybuch emocji i szczęścia był ogromny. Nie wiem, czy te wybuchy nam pomogły, bo przed startem powinnyśmy być skoncentrowane, a tu płacz na zmianę z euforią - dodała 26-latka.
Kajakarka wyznała, że ostatni czas był dla niej niezwykle trudny. - To było okropne. Te ostatnie dwa tygodnie to była masakra. Przychodziłam na trening i nie wiedziałam, czy wysiłek w ogóle ma sens. Ciężko było dawać z siebie wszystko, ale walczyłam - wyjawiła.
Szczerbińska przyznała też, że była w stałym kontakcie z Dorotą Borowską i wierzyła, że sprawiedliwość zwycięży. Ostatecznie tak się stało i reprezentantki Polski miały okazję do startu na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Na półmetku finału były nawet na pozycji medalowej, ale ostatecznie ukończyły rywalizację poza podium.