- To była bardzo ciężka walka, tak jak się spodziewałam. Ale świetnie się pokazałam na IO i jestem z siebie zadowolona. Myślałam, że tę walkę wygram, ale była ode mnie szybsza i ten zasięg rąk... Nie udało się, ale próbowałam do samego końca. Widzimy się za cztery lata - powiedziała Julia Szeremeta po walce z Lin Yu-Ting. Polka sprawiła ogromną sensację na igrzyskach - dotarła aż do finału, eliminując faworyzowane rywalki. Jednak w walce o złoto nie miała już argumentów i dość wyraźnie uległa Lin Yu-Ting. Taki wynik wywołał jednak sporo kontrowersji. Wielu ekspertów uważa, że zwycięstwo należało się 20-latce. Nie chodzi jednak o przebieg walki, a o to, że ich zdaniem Tajwanka nie powinna zostać w ogóle dopuszczona do rywalizacji w Paryżu.
Tak sądzi m.in. Jan Tomaszewski, o czym opowiedział w rozmowie z "Super Expressem". - To, że ona wystąpiła przeciwko takiej osobie, to jest wina PKOl-u i kierownictwa ekipy. Z góry było wiadomo, że z tą osobą nasza dziewczyna przegra. A jedna rywalka przecież odmówiła walki z nią. Nikt nie miałby do Julki pretensji, gdyby odmówiła walki z tą osobą - podkreślał.
O co dokładnie chodzi z Lin Yu-Ting? Zarówno Tajwanka, jak i Imane Khelif zostały wykluczone z mistrzostw świata 2023. Zdaniem organizatorów, w ich organizmie wykryto zbyt duży poziom testosteronu. Na dodatek rzekomo badania DNA wykazały u nich obecność męskich chromosomów XY. MKOl nie uznał jednak tych testów i pozwolił Yu-Ting oraz Khelif wziąć udział w zmaganiach w Paryżu.
I właśnie ta decyzja międzynarodowej organizacji wywołała sporo kontrowersji, a kibice i eksperci zaczęli jeszcze mocniej kwestionować kobiecość zawodniczek. Podobnie zresztą jak i Tomaszewski. - Dopuszczenie tych dwóch pań, które jak widać na oko mają przewagę męskich chromosomów, jest tylko w gestii szefa MKOl Bacha. No i to Bachło - dodawał.
W związku z tym Tomaszewski uważa, że Szeremecie należy się złoto, a także nagrody od PKOl, które za nie przysługują. - Jej się należy złoty medal jak psu zupa! - grzmiał Tomaszewski.
Nie tylko były piłkarz był wściekły na MKOl, że dopuścił wspomniane pięściarki do rywalizacji na igrzyskach. Podobne zdanie wyraziła Martina Navratilova. Tym bardziej że obie zdobyły złoto w swoich kategoriach. Już po triumfie Khelif była tenisistka podkreślała, że to, co wydarzyło się we Francji to "parodia". "To nie jest kłótnia dotycząca gender [płeć w rozumieniu kulturowym, która przejawia się w zachowaniu i prezentacji człowieka - red.], to kłótnia o PŁEĆ [w rozumieniu biologicznym - red.]" - podkreślała.
Głos zabrała też po porażce Szeremety. "Tak się dzieje, gdy pozwala się mężczyznom rywalizować z kobietami. W szczególności w boksie - tak naprawdę nie potrzebujesz żadnej techniki - ponieważ twój cios jest o wiele mocniejszy niż wszystko, co na ciebie nadchodzi. Podłe. I niebezpieczne" - grzmiała.