Chyba mało kto spodziewał się, że jedna z największych afer igrzysk w Paryżu wybuchnie akurat w gimnastyce, ale tak właśnie było. Podczas kobiecej rywalizacji w ćwiczeniach wolnych doszło do niezwykle kontrowersyjnego zdarzenia. Po zakończeniu wszystkich występów trzecie miejsce zajmowała Ana Barbosu. Rumunka zaczęła już nawet celebrować zdobycie brązowego medalu. Nagle jednak na tablicy wyników doszło do zmiany. Na podium wskoczyła Amerykanka Jordan Chiles, której podwyższono ocenę o jeden punkt.
Okazało się, że sędziowie zrobili tak po ponownym przyjrzeniu się jej występowi na wniosek trenerów Amerykanki. Barbosu po zobaczeniu tego rozpłakała się i opuściła halę. Jej rodacy byli wściekli. Premier Rumunii Ion-Marcel Ciolacu ogłosił wręcz bojkot ceremonii zamknięcia igrzysk w związku z haniebnym potraktowaniem zawodniczki. Jak się okazuje, cała sprawa nie zakończyła się w momencie, w którym brązowy medal zawisł na szyi Jordan Chiles.
Sytuacji przyjrzały się Międzynarodowy Komitet Olimpijski oraz Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu (CAS). Po dogłębnej analizie, a także pięciu dniach od zawodów, które minęły w międzyczasie, ogłoszono decyzję. Jordan Chiles musi... oddać medal. CAS już wcześniej wnioskowało, by anulować poprawiony przez sędziów wynik i przywrócić Anę Barbosu na trzecie miejsce. Wedle ich analizy trenerzy Amerykanki złożyli wniosek o ponowną analizę występu Chiles przez jury o... cztery sekundy za późno (okienko, by to zrobić, trwa minutę).
O wszystkim zdecydowała Międzynarodowa Federacja Gimnastyczna, która uznała argumentację CAS i zdecydowała przywrócić kolejność sprzed wniosku Amerykanów. MKOl w oficjalnym komunikacie poinformował, że pozostanie w kontakcie z federacjami amerykańską oraz rumuńską ws. zwrócenia medalu i przekazania go Anie Barbosu, dla której ma zostać zorganizowana mała ceremonia medalowa. Tym samym Jordan Chiles zakończy igrzyska z jednym medalem, czyli złotem wywalczonym w wieloboju drużynowym kobiet.
Na całą sprawę w mediach społecznościowych zareagowała siostra Amerykanki. Oskarżyła ona CAS i MKOl o rasizm, a także zarzuciła sędziom, że niewłaściwie wykonali swoją pracę. - Proszę, módlcie się za Jordan. Rasizm jest prawdziwy i ma się dobrze. Pięć dni po wszystkim odebrali jej medal. Nie dlatego, że go nie zdobyła czy była na dopingu. Dlatego, że sędziowie nie potrafili odpowiednio jej ocenić, przez co trenerzy musieli złożyć apelację. CZTERY SEKUNDY. Tyle zdecydowało o pozbawieniu jej medalu, a to wszystko nie wydarzyłoby się, gdyby jury potrafiło wykonywać swą pracę - napisała na Instagramie Jazmin Chiles.