Rosjanie zaatakowali polskie władze. A teraz kpią: Nie macie dowodów

Dominik Senkowski
RUSSIA-DAY/CRIMEA
Fot. REUTERS/Alexey Pavlishak

Rosyjska Grupa Beregini wykradła dane sportowców z bazy Polskiej Agencji Antydopingowej. Polacy informują o wsparciu hakerów ze strony obcych służb. Rosjanie już odpowiedzieli: "Nie macie dowodów". - Śledztwo trwa - informuje Sport.pl szef Agencji, Michał Rynkowski.

Polska Agencja Antydopingowa (POLADA) została zaatakowana przez rosyjską grupę hakerską Beregini. Jako pierwszy informował o tym "Przegląd Sportowy". Do ataku doszło dzień przed rozpoczęciem igrzysk olimpijskich w Paryżu.

Zobacz wideo Co dalej z siatkarzami?

Hakerzy pochwalili się tym na kanale Telegram. "No to ruszamy! W przededniu igrzysk olimpijskich 2024 byliśmy nieproszonymi gośćmi Polskiej Agencji Antydopingowej (POLADA). I tak nam się spodobało, że postanowiliśmy zostać trochę dłużej i przyjrzeć się całej ich bazie. I zgodnie ze starą tradycją oddajemy ją do przeczytania także naszym wiernym subskrybentom. I tak oddajemy do Państwa dyspozycji kompletną bazę danych polskich sportowców z wynikami badań antydopingowych, która zawiera cały bukiet substancji zabronionych, w tym także narkotyki. Cóż, ci, którzy potrafią i wiedzą, jak kopać głębiej, znajdą wiele innych ciekawych informacji, które doprowadzą ich do zbadania przestępczej dystrybucji zakazanych narkotyków w krajach UE, gdzie wystają ośle uszy ukraińskich i polskich biznesmenów!" - napisano

Wyciek danych sportowców 

Były polski lekkoatleta Marek Plawgo wskazał na Twitterze: "Dane po wycieku z POLADA wciąż są dostępne publicznie. I to nie tylko dane osobowe, o których informuje w swoim komunikacie do zawodników, czyli adresy, telefony, ale przede wszystkim wyniki badań dopingowych. To jest GRUBY wyciek. Dane to kilkadziesiąt GB".

Oburzenia nie kryje polski kolarz Wojciech Pszczolarski. - W POLADA dzień jak co dzień. Jak nie wysyłanie poufnych maili do nie tych adresatów, to udostępnianie, kradzieże danych osobowych... Łamanie przepisów RODO to chleb powszedni. Jak taka instytucja ma być wiarygodna? - pytał Pszczolarski, publikując na dowód maila o wycieku danych, jakiego otrzymali sportowcy od Agencji. 

Po ujawnieniu sprawy przez media POLADA oświadczyła: "Ustalenia wskazują, że atak jest działaniem grupy wspieranej przez służby wrogiego państwa. W tej chwili sprawa jest przedmiotem śledztwa oraz szczegółowej analizy technicznej. POLADA podjęła niezbędne kroki w celu zabezpieczenia systemów i złożenia zawiadomienia do odpowiednich organów ścigania".

Szef POLADA tłumaczy 

Zapytaliśmy jako Sport.pl Michała Rynkowskiego, szefa instytucji, jak wygląda aktualnie sprawa. - Na tym etapie mogę tylko potwierdzić, że trwa zarówno analiza techniczna incydentu, jak również prowadzone jest śledztwo w tej sprawie. POLADA współpracuje z policją, CERT Polska, Urzędem Ochrony Danych Osobowych i Ministerstwem Sportu i Turystyki - mówi Rynkowski.

Do dziś nie działa m.in. oficjalna strona Agencji - www.antydoping.pl. - Decyzja o przywróceniu strony jest również przedmiotem wspólnych działań POLADA z odpowiednimi jednostkami, w tym odpowiedzialnymi za cyberbezpieczeństwo - wskazuje dyrektor. Czy były jakieś sygnały, że może dojść do takiego ataku? - Z naszej wiedzy wynika, że nie było żadnych zewnętrznych sygnałów świadczących o planach hakerów - przekonuje Rynkowski.

To pierwszy tak duży atak hakerski w historii polskiego antydopingu. W przeszłości hakerzy brali na celownik zachodnie organizacje antydopingowe, m.in. Światową Agencję Antydopingową (WADA) w 2016 r. Ofiarami przestępców stały się wówczas tenisistki Venus i Serena Williams oraz gimnastyczka Simone Biles. Tamten wyciek był dziełem innej rosyjskiej grupy - Fancy Bears.

Rosja się odcina

Tak wtedy, jak i teraz Rosjanie zaprzeczają, że w jakikolwiek sposób wspierali działania przestępców. "Polskie władze ponownie oskarżyły Rosję o pomoc hakerom, ale nie przedstawiły żadnych dowodów" - czytamy w depeszy rosyjskiej agencji Tass.

Ta kontynuuje: "Polskie władze często oskarżają Rosję o cyberataki na cele w ich kraju. Moskwa została zidentyfikowana jako odpowiedzialna za zorganizowanie ataku na Polską Agencję Prasową pod koniec maja. Strona rosyjska wielokrotnie odrzucała oskarżenia o udział w atakach hakerskich".

Pod koniec maja w PAP ukazała się sfałszowana depesza informująca, jakoby premier Donald Tuska ogłaszał częściową mobilizację od 1 lipca 2024. Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski szybko zapewnił na Twitterze, że depesza była nieprawdziwa. - Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z cyberatakiem, który został skierowany ze strony rosyjskiej - dodał potem w programie Polsat News. 

W czerwcu 2022 przedstawiciele organizacji Beregini opublikowali rzekomy dokument autorstwa ukraińskiego ministra obrony Ołeksija Reznikowa do ministra spraw zagranicznych Dmytra Kułeby, w którym przedstawiono plany wysłania ukraińskich uchodźców na linię frontu. Okazało się, że był to fake news. Kilka dni później hakerzy wysłali pismo Departamentu Obrony USA, w którym opisano działania koalicji państw wspierających Ukrainę w celu przyspieszenia dostaw systemów obrony powietrznej.

Grupa Beregini działa od 2016 roku, ale głośnie zrobiło się wokół niej dopiero sześć lat później, gdy przed rozpoczęciem wojny zaczęła kolportować treści prorosyjskie i antyukraińskie.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...