Macron i cała Francja wstrzymali oddech. Sceny w wielkim finale igrzysk!

Łukasz Cegliński
Trzy minuty przed końcem Francuzi przegrywali z USA tylko trzema punktami, ale wtedy na kosmiczny poziom basketu wszedł Stephen Curry. Jego cztery niesamowite trójki sprawiły, że koszykarski świat złapał się za głowę, a Amerykanie zgarnęli piąte złoto igrzysk z rzędu.
Fot. Brian Snyder / REUTERS

Trzy minuty przed końcem USA prowadziły tylko 82:79 i wtedy okazało się, że francuska pogoń obudziła potwora. A konkretnie - Stephena Curry'ego. Najlepszy strzelec w historii koszykówki trafił cztery trójki w dwie minuty, każda kolejna była bardziej niesamowita. To był show Curry'ego, to była pieczątka na świetnym turnieju Amerykanów - wygrana 98:87 dała im złoto. Curry z 24 punktami i skutecznością 8/12 za trzy był największą gwiazdą finału. A może i turnieju, bo przecież w zaciętym półfinale z Serbią w znakomitym stylu rzucił aż 36 punktów.

Zobacz wideo

Na ten mecz czekał cały świat. W paryskiej hali pojawili się byli świetni koszykarze z Dirkiem Nowitzkim, Carmelo Anthonym, Pau Gasolem i Tonym Parkerem na czele. Szef Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Thomas Bach i komisarz NBA Adam Silver. Znakomici sportowcy, osobistości telewizyjne, celebryci. Prezydent Francji Emmanuel Macron z małżonką, w sumie blisko 13 tys. kibiców na trybunach - elektryzujące starcie USA z Francją, powtórka finału igrzysk sprzed trzech lat, wzbudziło ogromne zainteresowanie. Widowisko było godne olimpijskiej rywalizacji o złoto, emocji nie brakowało. Ale zamiast sensacji i zwycięstwa Francji, było potwierdzenie dominacji, czyli wygrana USA.

Największe gwiazdy amerykańskiej i światowej koszykówki - LeBron James, Stephen Curry, Kevin Durant, Joel Embiid - zapewniły swojej reprezentacji 17 złoty medal igrzysk na 20 występów. Wygrali w Paryżu, na terenie zmobilizowanej, doświadczonej drużyny, która jako jedyna pokonała Amerykanów w ostatnich pięciu edycjach turnieju olimpijskiego. Bilans USA od 2008 roku, kiedy tzw. "Drużyna Odkupienia" z Kobe Bryantem i Jamesem odzyskała złoto utracone cztery lata wcześniej w Atenach? 35-1.

To 35., sobotnie zwycięstwo nie przyszło Amerykanom łatwo, ale spotkanie ułożyło się dla nich dobrze. Koszykarze z USA, którzy w półfinale przez zdecydowaną większość meczu przegrywali z Serbią, a ostatecznie wygrali 95:91, finał zaczęli bardzo skoncentrowani i narzucili swoje warunki. Grali agresywnie w obronie, przyspieszali tempo ataku, zdobywali dużo punktów z kontry i przeważali. Ale nie na tyle, by uciec Francji.

Co prawda na początku drugiej kwarty było już 24:17 dla USA, ale gospodarze zareagowali zrywem 8:0 i wyszli na niewielkie prowadzenie. Mecz się wyrównał, wynik był bliski remisu z niewielkim wskazaniem na USA. Gdy Guerschon Yabusele pofrunął nad grającym w złotych butach Jamesem, wsadził piłkę z faulem, a potem wykorzystał rzut wolny, Amerykanie prowadzili 40:36 dwie minuty przed przerwą.

Końcówkę mieli jednak świetną, dzięki Stephenowi Curry’emu i Devinowi Bookerowi po pierwszej połowie wygrywali 49:41. Pierwszy do przerwy zdobył sześć punktów, ale miał też pięć asyst, drugi rzucił 13 punktów. Motorem napędowym amerykańskiej reprezentacji był James, a po drugiej stronie wyróżniali się Yabusele (15 punktów) i Victor Wembanyama (13).

Na początku drugiej połowy francuskie gwiazdy grały na wysokich obrotach, ale amerykańskich gwiazd było po prostu więcej. Do trafiającego za trzy Curry’ego dołączył aktywniejszy Joel Embiid, nieustannie wygwizdywany przez francuską publiczność po tym, jak otrzymał obywatelstwo tego kraju, a jednak wybrał grę dla USA. Także po jego trafieniach Amerykanie wyszli na prowadzenie 61:47.

Ale Francja walczyła. Z trybun nieustannie niosło się „Allez les Bleus!", gospodarze odrabiali straty. Po trójce Evana Fourniera zbliżyli się na 59:65 w 27. minucie, na co swoją trójką błyskawicznie odpowiedział James. Jednak w ostatniej akcji trzeciej kwarty piłkę zgubił Anthony Edwards, a Nando de Colo zdążył zdobyć punkty dla Francji - po 30 minutach było tylko 72:66 dla USA.

Amerykanie, choć nie mogli sobie pozwolić na chwilę oddechu, kontrolowali wynik. Ważne trójki na początku czwartej kwarty trafiali Durant i Jrue Holiday, efektowny wsad pokazał James, okrzyki "USA!" przebiły się na moment przez skandowanie francuskich fanów. Ale tylko na moment, bo po kilku stratach amerykańskich koszykarzy Francuzi znów zaczęli odrabiać straty - na trzy minuty przed końcem po punktach Wembanyamy zbliżyli się na 79:82.

A potem rozpoczął się opisywany na początku niesamowity show Curry'ego. Amerykanie wygrali 98:87 i zasłużenie zdobyli olimpijskie złoto. Po 15 punktów dla USA zdobyli Booker i Durant, James rzucił 14, miał też sześć zbiórek i 10 asyst. Dla Francji aż 26 punktów zdobył Wembanyama, a 20 dodał Yabusele.

Brązowe medale igrzysk w Paryżu zdobyli Serbowie, którzy w meczu o trzecie miejsce pokonali Niemcy 93:83.

Łukasz Cegliński
Więcej o: