Jedna kwarta. Tyle dzieliło reprezentację Serbii od niespodziewanego awansu do finału igrzysk w Paryżu. Niespodziewanego, bo w półfinale zmierzyli się z USA. Jeszcze na początku czwartej kwarty prowadzili aż 76:65 i wydawało się, że "zepchną" gwiazdorski skład Amerykanów z LeBronem Jamesem, Joelem Embiidem, Jaysonem Tatumem czy Stephenem Curry'm.
Ostatecznie indywidualności USA pomogły im odwrócić losy spotkania. Szalał zwłaszcza Curry, który zdobył aż 36 punktów. Amerykanie zwyciężyli 95:91 i weszli do finału, a Serbom pozostała walka o wciąż bardzo cenny dla nich brąz. Wcześniej na igrzyskach zdobywali dwa srebra w 1996 i 2016, przy czym to pierwsze rzecz jasna jako Jugosławia.
Na drodze stanęli im Niemcy z Dennisem Schroederem z Brooklyn Nets na czele. Nasi zachodni sąsiedzi ulegli w półfinale Francuzom 69:73, przegrywając przez znaczną część spotkania. Zresztą w meczu o trzecie miejsce było bardzo podobnie. Serbowie przejęli kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie już na samym początku meczu, pierwszą kwartę wygrali 30:21, a do przerwy prowadzili 46:38.
W dwóch kolejnych kwartach niewiele się zmieniło. Przewaga Serbów raz była nieco wyższa (nawet 19 pkt), raz nieco niższa, ale z rzadka schodziła poniżej dziesięciu punktów. Najbliżej Niemcy byli w czwartej kwarcie, gdy zbliżyli się na osiem punktów, ale to by było na tyle. U zawodników z Bałkanów dzielił i rządził MVP NBA ubiegłego sezonu Nikola Jokić, który zaliczył triple-double (19 pkt, 12 zbiórek, 11 asyst). Ostatecznie Serbowie zwyciężyli 93:83 i zdobyli trzeci w historii, a drugi jako wyłącznie Serbia, medal olimpijski (pierwszy brązowy).