Alison Gibson nie będzie miło wspominać igrzysk olimpijskich w Paryżu. W środę pochodząca z Houston zawodniczka wystartowała w eliminacjach skoków do wody z trampoliny ustawionej z wysokości 3 metrów. Już pierwszym skokiem kompletnie pogrzebała szanse na awans, bo uzyskała najgorszy możliwy wynik, a więc okrągłe zero punktów. Jak do tego doszło?
Amerykanka wyskoczyła wysoko w górę i złożyła się do salta. Pech chciał, że spadając i wykonując ewolucje w powietrzu, zahaczyła stopami o krawędź deski, z której się odbijała. To zupełnie ją wybiło. W ogóle nie ustawiła się do poprawnego wejścia do wody, tylko skulona, nieporadnie do niej wpadła. W hali natychmiast rozległ się przeraźliwy huk.
Na szczęście nic poważnego ze zdrowiem zawodniczki się nie stało. O własnych siłach opuściła basen i czekała, aż wyświetli się jej wynik. Niestety wszyscy sędziowie zgodnie przyznali jej zero punktów. Mimo to kontynuowała rywalizację. Wykonała kolejne cztery próby, ale strata do rywalek była nie do odrobienia. Gibson zajęła więc ostatnie 28. miejsce. - Uderzyłam stopami o deskę. Mam rozcięcia na bokach. A do tego całkiem nieźle stłukłam prawą piętę, ale zdecydowałam się startować dalej. Na pewno odczuwałam ból. Chcę jednak powiedzieć jedno: mam nadzieję, że każdy, kto to oglądał, mógł zobaczyć, co to znaczy podnieść się i iść dalej, nawet jeśli sprawy nie układają się tak, jakbyśmy tego chcieli. Tu chodzi o walkę - powiedziała po konkursie, cytowana przez Reutersa.
Amerykanka niewątpliwie wykazała się jednak ambitną postawą i zachowała zgodnie z ideami olimpijskimi. Na koniec miała wielki apel. - Oczywiście dzisiejszy dzień nie poszedł tak, jak chciałam. Myślę jednak, że z każdego doświadczenia można się czego nauczyć. Mam szczerą nadzieję, że następne pokolenie sportowców zrozumie, że nawet w najgorszych momentach można dalej walczyć i odważnie kroczyć przed siebie - dodała.
Finał tej konkurencji rozegrany zostanie w piątek 9 sierpnia o godz. 15:00. Wystąpi w nim 12 zawodniczek. Najlepsza w eliminacjach była Chinka Yiwen Chen.