To nie był dobry wieczór dla polskich młociarzy. Wojciech Nowicki i Paweł Fajdek mieli nadzieję na powtórzenie sukcesu z Tokio, ale rzeczywistość okazała się brutalna. Pierwszy z nich zajął dopiero siódme miejsce, a w wywiadzie dla TVP Sport od razu rozpoczął od przeprosin skierowanych w stronę kibiców.
- Dobry wieczór państwu. Czuję się nijak. Jest mi bardzo przykro, trudno. Nie wiem, co mam powiedzieć. Przepraszam. Pomimo moich najszczerszych chęci i przygotowań próbowałem, starałem się. Ale nie wiem... nic nie wyszło. Żaden rzut nie wyszedł. Kompletnie nie czułem tego, co robię - wypalił na sam początek.
Następnie 35-latek próbował precyzyjniej wyjaśnić, dlaczego żaden z jego niedzielnych rzutów nie przekroczył 79 metrów. Mimo to nie był w stanie znaleźć logicznej odpowiedzi i kontynuował przeprosiny.
- Nie wiem, z czego to wynika, bo idąc na start, byłem bardzo dobrze przygotowany fizycznie. Czułem się dobrze, świeżo, lekko. Młot wydawał się lekki, ale kręcąc, nie czułem tego, co robię. Stąd te słabe wyniki. Pomimo prób walki w każdej kolejce, po prostu nie szło. Nie mam usprawiedliwienia. Nie chcę się usprawiedliwiać. Po prostu ten start nie wyszedł. Szkoda, że akurat na igrzyskach. Taki jest sport. Przepraszam wszystkich kibiców, którzy trzymali za mnie kciuki - dodał zrozpaczony Nowicki.
Nowicki nie stronił od krytyki własnego występu. - Jak ja to mówię, to było takie bezpłciowe rzucanie. Nie wiem, z czego to wynika. Byłem przygotowany. Nie mogę dopowiadać, że coś mnie bolało. Ale czemu tak wyszło? Nie mam bladego pojęcia. Bardzo mi przykro z tego powodu. Szkoda, że ta passa się skończyła - podsumował.
Najlepszą odległością Wojciecha Nowickiego w finale rzutu młotem w Paryżu było 77, 42 m. To pozwoliło na zajęcie dopiero siódmego miejsca.