Włodarczyk zabrała głos po niewypale w eliminacjach. Zdradza, że jest dobrze!

- W ogóle się nie stresowałam - mówi Anita Włodarczyk po eliminacjach rzutu młotem na igrzyskach Paryż 2024. Trzykrotna mistrzyni olimpijska awansowała do finału z ostatnim, 12. wynikiem. - Mam naprawdę dużą rezerwę - zapowiada. A kiedy zdradza szczegóły, to myślimy, że możliwy jest nawet jej kolejny medal.
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Najpierw odpadła Malwina Kopron. Później denerwowaliśmy się o Anitę Włodarczyk. Na szczęście z rzutem 71,06 weszła do finału rzutu młotem na igrzyskach olimpijskich Paryż 2024. Z ostatnim, 12. wynikiem wśród zakwalifikowanych. A teraz dowiadujemy się, że to było w sumie na luzie.

Zobacz wideo Pazdyk: Złoty medal wręczono Idze już przed startem igrzysk

- Byłam dziś za spokojna. Ale o dziwo jak czekałam czy awansuję, to w ogóle się nie stresowałam. Nie wiem, co mnie ogarnęło – mówi Włodarczyk. Koniec końców przewagę nad 13. zawodniczką eliminacji Polka miała bezpieczną, wynoszącą 52 cm. - Liczy się, że jestem w finale. Eliminacje to już historia, koncentruję się już na finale – dodaje Anita.

Trener musi wkurzyć Anitę. "Wie, jak to zrobić"

Finał odbędzie się we wtorkowy wieczór. Na Stade de France Włodarczyk będzie broniła złota z Tokio. I z Rio. I z Londynu. Ale trzykrotna mistrzyni olimpijska nie jest faworytką. A nawet nie jest wymieniana w gronie kandydatek do podium. Ona ma w tym roku dopiero 18. wynik na świecie. Tylko że ona niewiele sobie z tego robi.

- Mam nadzieję, że publiczność mnie poniesie. Mam naprawdę dużą rezerwę. Atmosfera jest tu fantastyczna, przypomniały mi się igrzyska w Londynie i Pekinie, gdzie też tak wyglądał stadion już na sesjach porannych. Myślę, że kibice się stęsknili, że pandemia to też spowodowała. Tak to powinno wyglądać – Anita już się cieszy na finał.

A co to znaczy, że ma dużą rezerwę? - Na treningach rzucałam po 73-74 metry i to tak na luzie – odpowiada Włodarczyk. To bardzo dobra wiadomość. Jej najlepszy oficjalny wynik z bieżącego sezonu to 72,92 m. Ale skoro ona rzuca 74 metry na treningach, to w zawodach na pewno może jeszcze trochę do tego dodać. Sama mówi, że nigdy nie była zawodniczką treningową, że jej pomaga startowa adrenalina.

- Myślę, że jak będę naprawdę zmotywowana i pobudzona, to będzie dobrze. W eliminacjach mi tego zabrakło, więc trener musi mnie zdenerwować, a on wie, jak to zrobić – śmieje się Anita. - Albo musi to zrobić ktoś inny, żeby wywołać u mnie złość i agresję – dodaje już na serio.

Kilka słów najlepsza młociarka w historii poświęca jeszcze rywalkom. Na pytanie, czy jej zdaniem one jeszcze się z nią liczą, czy może raczej już między sobą rozdzielają medale, Anita się śmieje. – Nie wiem, ale nie ukrywam, że myślałam, że dziewczyny będą dalej rzucały w eliminacjach. Nie jest jak kiedyś, że są dwie-trzy zawodniczki z dużą przewagą i dalej jest reszta stawki. Na pewno w finale będzie ciekawie.

W porządku, to brzmi jak zapowiedź niezłych emocji. Zapiszcie sobie dokładną datę i czas tego finału: wtorek, godzina 20.00.

Więcej o: