Każdy sportowiec ma porażki, które bolą go szczególnie mocno. Prawdopodobnie przegrany półfinał igrzysk w Paryżu będzie należał do tej grupy w przypadku Igi Świątek. Polska tenisistka była zdecydowaną faworytką w tej imprezie, bo na tamtejszych kortach czuje się jak ryba w wodzie i w ostatnich latach nikt nie mógł znaleźć tam na nią sposobu. W czwartek zrobiła to niespodziewanie Chinka Qinwen Zheng, która wygrała 6:2, 7:5. A liderce światowego rankingu pozostały łzy i smutek.
W środę Świątek stoczyła bardzo trudny emocjonalnie pojedynek ćwierćfinałowy z Danielle Collins, który zakończył się wynikiem 6:1, 2:6, 4:1 dla Polki po kreczu rywalki. Amerykanka w pewnym momencie uderzyła ją piłką podczas wymiany, a po zakończeniu spotkania miała powiedzieć jej kilka niemiłych słów, którymi zaskoczyła pierwszą rakietę świata. Czy to wszystko miało jakiś wpływ na postawę Świątek dzień później w meczu z Zheng, gdy wyraźnie nie była w najlepszej dyspozycji? O to, o świetną grę Chinki i inne rzeczy chcieliśmy zapytać w strefie wywiadów w grupie polskich dziennikarzy. Do rozmowy z Polką jednak nie doszło.
Długo czekaliśmy tam na Świątek i początkowo nie było żadnych informacji. Potem okazało się, że tenisistka jest na kontroli antydopingowej i potem ma się zająć wywiadami. Zawsze zawodnicy zaczynają od stanowisk telewizyjnych. W Paryżu relację z kortów olimpijskich zdaje kilka stacji i spora grupa dziennikarzy piszących oraz radiowych. Zawodniczka trenowana przez Tomasza Wiktorowskiego w czwartek dotarła jedynie do stanowiska Eurosportu.
Polka w tej rozmowie zdążyła przeanalizować swoją grę. - Miałam dziurę na bekhendzie. To jest zazwyczaj moje najmocniejsze uderzenie, a dzisiaj nie byłam dobrze technicznie ustawiona, pewnie też ze względu na napięcie. Graliśmy dzień po dniu, nie było kiedy tego doszlifować. Oczywiście to żadne wytłumaczenie, Zheng doskonale to wykorzystała. Z tego jak się ten mecz potoczył, dokładnie to wynika. No więc... No po prostu... Zawaliłam - powiedziała coraz bardziej przepełnionym emocjami głosem.
Przy pytaniu o mecz o brązowy medal już się rozpłakała i nie była w stanie kontynuować wywiadu. Polscy dziennikarze piszący i radiowi w pewnym momencie dostali sygnał od osób pracujących przy obsłudze igrzysk, że Świątek się zbliża. Przeszła jednak tylko obok nas zapłakana, rzucając "Dzień dobry" i ocierając łzy. Mój redakcyjny kolega Łukasz Jachimiak słyszał, że miała też powiedzieć do jednego z zagranicznych dziennikarzy, którzy czekali na nią wcześniej "Sorry, next time". Mecz o brązowy medal zaplanowano na piątek.