Jedno zwycięstwo. Tyle dzieliło Igę Świątek od zagwarantowania sobie upragnionego medalu igrzysk olimpijskich. Wydawało się, że w czwartek do tego dojdzie, że zawodniczce, która ostatni raz na kortach Roland Garros przegrała w 2021 roku, a w tym roku wygrała paryski turniej wielkoszlemowy w cuglach, uda się zagwarantować miejsce w finale. Niestety, to nie był dzień Świątek. Słabsza dyspozycja przydarzyła się jej w najgorszym możliwym momencie.
W półfinałowym meczu Polka nie była sobą. Od samego początku popełniła masę niewymuszonych błędów, grała chaotycznie. Siatka, pudło, powtórz. Pierwszy set przegrany w pełni zasłużenie 2:6. W drugim wydawało się, że królowa wróciła. Prowadzenie 4:0 i taka gra, jaką lubimy najbardziej. Ale to był tylko jeden wzlot nadziei. Później znów wszystko runęło niczym domek z kart. Chinka odrobiła całą stratę, potem jeszcze przełamała Polkę ponownie i ostatecznie wygrała 6:2, 7:5.
Po meczu Iga udzieliła wywiadu dla Eurosportu. Czy raczej starała się to robić, bo emocje same wręcz z niej wypływały. - Miałam dziurę na bekhendzie. To jest zazwyczaj moje najmocniejsze uderzenie, a dzisiaj nie byłam dobrze technicznie ustawiona, pewnie też ze względu na napięcie. Graliśmy dzień po dniu, nie było kiedy tego doszlifować. Oczywiście to żadne wytłumaczenie, Zheng doskonale to wykorzystała. Z tego jak się ten mecz potoczył, dokładnie to wynika. No więc... No po prostu... Zawaliłam - mówiła Świątek coraz bardziej rozedrganym głosem.
Reporter Eurosportu próbował jeszcze pytać Igę o piątkowy mecz o trzecie miejsce, ale ta nie była już w stanie odpowiedzieć. Rozpłakała się, odwróciła plecami do ściany, schowała twarz w dłoniach i nie powiedziała ani słowa więcej. Transmisja z rozmowy zakończyła się przykrym widokiem załamanej Polki. Jak przekazał na portalu X dziennikarz Sport.pl Łukasz Jachimiak, przez dalszą część strefy rozmów dziennikarzy z zawodnikami, Polka przemknęła tylko, mówiąc "Przepraszam, następnym razem".