Przed meczem trudno było wyobrazić sobie, by Iga Świątek mogła mieć problemy w meczu z Qinwen Zheng. Liderka światowego rankingu rozkręcała się ze spotkania na spotkanie, a Chinka miała za sobą dwa bardzo trudne mecze z Emmą Navarro i Angelique Kerber, w których broniła piłek meczowych, a na korcie spędziła ponad sześć godzin.
Na korzyść Świątek przemawiał też uwielbiany przez nią paryski kort oraz statystyka dotychczasowych meczów z Zheng. Polka wygrała wszystkie sześć spotkań. Tylko w tym roku ograła ją dwa razy, wygrywając w Perth 6:2, 6:3 i w Dubaju 6:3, 6:2.
W czwartek jednak od początku nic nie wyglądało tak, jak się spodziewaliśmy. Już w pierwszym gemie serwisowym Świątek miała problemy i musiała bronić break pointa. O ile wtedy jej się to udało, o tyle później było dużo gorzej.
W trzecim gemie Zheng miała dwa kolejne break pointy i jeden z nich wykorzystała, obejmując prowadzenie 2:1. Świątek co prawda udało się natychmiastowo odpowiedzieć, przełamując przeciwniczkę bez straty punktu, ale to był jej ostatni dobry moment w pierwszym secie.
Od stanu 2:2 Zheng wygrała cztery gemy i zdemolowała Świątek w pierwszym secie. Chinka grała bardzo dobrze, nawiązując do tego, co w drugim secie środowego spotkania pokazała Danielle Collins. Zheng uderzała mocno, celnie, wytrzymywała długie wymiany ze Świątek.
A tych niestety nie było wiele, bo Polka grała po prostu słabo. W pierwszym secie Świątek popełniła aż 16 niewymuszonych błędów, przy zaledwie sześciu błędach Zheng. Przy tym liderka światowego rankingu miała tylko cztery wygrywające uderzenia. Świątek była bardzo spięta i w niczym nie przypominała zawodniczki, która w ostatnich latach zdominowała rywalizację na kortach Rolanda Garrosa.
Lżej, ale precyzyjniej - tak uderzała piłkę Świątek od początku drugiego seta. I to przyniosło pozytywne efekty. Polka się uspokoiła, zaczęła łapać odpowiedni rytm, czym nie tylko wyraźnie poprawiła swoją grę, ale i wprowadziła nerwowość do postawy przeciwniczki.
Już w drugim gemie drugiego seta Świątek przełamała Zheng dzięki precyzyjnym uderzeniom i prostym pomyłkom rywalki. Chwilę później nasza zawodniczka wygrała drugi gem serwisowy i w mgnieniu oka objęła prowadzenie 3:0.
Kiedy Świątek drugi raz przełamała Zheng i objęła prowadzenie 4:0, wydawało się, że wszystko wróciło do normy. Polka grała bardzo dobrze, skutecznie i przede wszystkim spokojnie. Świątek przestała też popełniać błędy, a wszystko, co złe, pojawiło się po stronie Zheng.
I kiedy czekaliśmy na pomyślne zakończenie drugiego seta, sytuacja niespodziewanie się zmieniła. Zheng najpierw przełamała Świątek, a potem pewnie obroniła swój serwis. Przy stanie 4:2 Chinka raz jeszcze zdominowała Polkę, odbierając jej podanie i za chwilę doprowadziła do remisu 4:4. W ósmym gemie Świątek miała dwa break pointy, jednak obu nie wykorzystała.
Świątek, która od początku drugiego seta imponowała, nagle stanęła i zaczęła grać tak jak w pierwszej partii. Znów w jej grze obecne były nerwy, nieskuteczność i szokująco duża liczba niewymuszonych błędów.
Wszystko, co najważniejsze wydarzyło się w 11. gemie drugiego seta. To w nim Zheng kolejny raz przełamała Świątek i objęła prowadzenie 6:5. Jeśli ktoś liczył na powtórkę sytuacji z tegorocznego Rolanda Garrosa i meczu z Naomi Osaką, kiedy Polka obroniła piłki meczowe, a potem wygrała cały turniej, to mocno się przeliczył.
W decydującym momencie Zheng nie zadrżała ręka, i mimo że Świątek miała break pointa, to Chinka zasłużenie wygrała mecz 6:2, 7:5 i to ona zagra w finale igrzysk olimpijskich. Ale jak mogło być inaczej, skoro Świątek popełniła 36 niewymuszonych błędów przy 13 rywalki. Dla Polki to pierwsza porażka na paryskich kortach od ponad trzech lat. Ostatni raz przegrała na nich w ćwierćfinale Rolanda Garrosa w 2021 r., kiedy z turnieju wyrzuciła ją Maria Sakkari.
W drugim półfinale igrzysk w Paryżu Anna Karolina Schmiedlova (67. WTA) zagra z Donną Vekić (21. WTA). Mecz wieczorem. Spotkanie o brązowy medal igrzysk w piątek, finał w sobotę.