"Aktywnie trenowałam z zespołem i niestety tuż przed startem turnieju nabawiłam się choroby. Miałam wysoką gorączkę, trudno było mi oddychać, a lekarze surowo zabronili mi wychodzić na kort" - mówiła Jelena Rybakina, argumentując swoją nieobecność na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Kazaszka wycofała się tuż przed startem zawodów, a chorować miała na zapalenie oskrzeli.
Rosyjski portal Sports.kz powołując się na użytkownika Twittera uważa, że Rybakinie doskwiera jeszcze coś innego. Choroba miała ujawnić się u tenisistki po zakażeniu koronawirusem i właściwie być jego konsekwencją. Chodzi o "Zespół trwałego nabłonka jelitowego SARS-CoV-2" - czytamy. Najczęstszym objawem ma być ból brzucha.
Rzekoma choroba Kazaszki ma być podobna do zespołu jelita drażliwego, a ból ma być "nieprzewidywalny". Oznacza to, że pojawia się i może nagle ustać. Wirus ma utrzymywać się w jelitach i właściwie nie ma sposobu, by go wyleczyć. Ma ukrywać się w tkankach, a nie w samych jelitach. Możliwe jest tylko leczenie objawowe.
Do czynników, które przyczyniają się do występowania zespołu jelita drażliwego zalicza się:
Z kolei głównej objawy to biegunki, wzdęcia, zgagi, nudności, wymioty i zmęczenie. Rzekomą podstawą do wyleczenia jest znalezienie źródła stresu, odpowiednia dieta.
To właśnie ten wirus ma powodować osłabienie organizmu i podatność na zapalenie oskrzeli, którego nabawiła się Rybakina. Problem zdaje się więc głębszy niż samo zakażenie układu oddechowego przez tenisistkę przed igrzyskami w Paryżu. 25-latka miała usłyszeć o rzekomej chorobie po badaniach zleconych po wycofaniu się z igrzysk olimpijskich.
Nie wiadomo, jak poważna jest sytuacja Rybakiny. Wydaje się jednak, że czwarta zawodniczka świata powinna już niedługo wrócić na kort, kiedy minie jej zapaleni oskrzeli. Z pewnością o jej zdrowiu dowiemy się już niedługo, kiedy skończą się igrzyska.