Iga Świątek jest już w półfinale turnieju olimpijskiego. W środę Polka pokonała Danielle Collins 6:1, 2:6, 4:1 i to w tym momencie Amerykanka poddała mecz. Collins, która chwilę wcześniej zgłaszała problemy zdrowotne i miała przerwę medyczną, kilkadziesiąt minut później zagrała jednak w deblu.
Tuż po spotkaniu Amerykanka miała kuriozalne pretensje do Świątek. Jeszcze na korcie, gdy panie podawały sobie dłonie, Collins rzuciła naszej zawodniczce kilka cierpkich słów. - Nie potrzebuję fałszu. Powiedziałam Idze, że nie musi być nieszczera w kontekście mojej kontuzji. Dużo dzieje się przed kamerą czy wśród ludzi, ale to, co dzieje się w szatni to już inna sprawa. Nie mam tu zbyt miłych doświadczeń. Nie potrzebuję nieszczerości. Niech ludzie zachowują się tak jak czują - tłumaczyła Amerykanka po spotkaniu.
- Nie będę się o to spierać, bo nigdy nie zrobiłam nic niemiłego w jej kierunku. Chciałam pogratulować jej udanej kariery, bo to jej ostatni rok w Tourze. Nie wiem, o co jej chodziło. Nie miałyśmy nawet żadnych interakcji, które mogłyby to spowodować - odpowiedziała Świątek.
Jak się okazało, nie była to jedyna kontrowersyjna wypowiedź Collins po meczu. Amerykanka kontynuowała swoje show kilkadziesiąt minut później. Wszystko zaczęło się jeszcze przed spotkaniem deblowym.
Spotkaniem, które Collins w parze z Desirae Krawczyk przegrała z parą Ludmyła Kiczenok - Nadia Kiczenok 6:3, 4:6, 7:10. Amerykanka nie wytrzymała nerwowo jeszcze przed spotkaniem, kiedy rozpłakała się na korcie, a uspokajać musiała ją jej partnerka.
Po spotkaniu Collins oburzyła się na organizatorów turnieju. Jej zdaniem woda dla tenisistek nie była wystarczająco schłodzona. - Pracujesz całe życie, żeby dostać się na igrzyska - dla mnie pierwsze i ostatnie - i nie ma na korcie odpowiedniej wody. To frustrujące i smutne - rzuciła Collins, której najwyraźniej w środę przeszkadzało absolutnie wszystko.