Sceny na ślubowaniu. Grbić się wściekł. "To nie jest normalne"

ślubowanie siatkarzy, Nikola Grbić
własne, PZPS

- To nie jest normalne - powiedział stanowczo Sport.pl Nikola Grbić, a potem jeszcze machnął zrezygnowany ręką. Podczas ślubowania olimpijskiego trener Polaków sprzeciwił się wzbudzającej liczne kontrowersje w środowisku siatkarskim regule igrzysk w Paryżu. Był zły, a prowadzący kobiecą kadrę Stefano Lavarini sfrustrowany. - Dla mnie to kompletnie niezrozumiale - przyznał prezes PZPS Sebastian Świderski.

Trwa ślubowanie olimpijskie z udziałem polskich siatkarek i siatkarzy. W pewnym momencie widać jak Nikola Grbić usilnie przywołuje gestem Bartłomieja Bołądzia i trenera przygotowania fizycznego Bartosza Wojtala. Obaj początkowo się wzbraniają, ale po chwili dołączają na scenie do reszty drużyny. Drużyny, której są pełnoprawną częścią...tyle że nie według obowiązujących podczas igrzysk w Paryżu reguł.

Zobacz wideo W roli trenera na igrzyskach zadebiutuje Michał Winiarski. Poprowadzi drużynę Niemiec

Grbić nie odpuścił. Rezerwowy wbrew regułom pojawił się na scenie

Zasada dotycząca składu drużyn siatkarskich zgodnie z regułą "12+1" od dłuższego czasu budzi kontrowersje. Najpierw ogłoszono, że ten dodatkowy zawodnik nie będzie mógł mieszkać w wiosce olimpijskiej z resztą drużyny i nie dostanie medalu, jeśli wywalczą go jego koledzy z kadry, o ile nie wystąpi choćby przez chwilę. A wystąpić mógłby jedynie jako transfer medyczny. Niedawno okazało się, że zamieszka jednak z resztą zespołu, a zmian związanych z kłopotami zdrowotnymi można dokonywać wielokrotnie. Pozostała jednak kwestia braku krążka dla gracza, który przez cały czas będzie pomagał drużynie.

Grbić, prowadzący kobiecą kadrę Stefano Lavarini, szefujący PZPS Sebastian Świderski i zawodniczki oraz zawodnicy w ostatnich miesiącach nieraz krytykowali tę regulację. Dała ona o sobie znać także podczas wtorkowego ślubowania olimpijskiego, a szkoleniowiec Polaków postanowił się temu sprzeciwić.

Kolejno wyczytywano nazwiska siatkarzy, którzy kilka godzin później samolotem rządowym udali się do Paryża, a ci ustawiali się na scenie, by odebrać oficjalnie olimpijskie nominacje. Pojawiło się ich 12, poza Bołądziem. Byli tam także wszyscy członkowie sztabu, poza Wojtalem. Obaj choć cały czas są z drużyną, to według oficjalnych reguł nie otrzymali nominacji i dlatego zostali tu pominięci. Zezłościło to Grbicia, który przywoływał ich gestem ze sceny i robił to dotąd, a obaj po chwili byli już tam z resztą kadry.

Po zakończeniu oficjalnej części uroczystości trener Polaków nie krył złości z powodu tej sytuacji. Zagadnięty o tę sytuację przez Sport.pl przyznał, że z perspektywy drużyny ten moment był bardzo ważny.

- Są jej częścią, zostali przecież powołani. Nie rozumiem tego. To nie jest normalne - zaznaczył Serb i wydawało się, że chce coś jeszcze dodać, ale musiał już iść i tylko wymownie machnął ręką.

Gest szkoleniowca docenił Bołądź, który zapewnił, że cieszy go obecność w składzie na igrzyska mimo niewdzięcznej roli rezerwowego.

- Każdy chciałby być na moim miejscu...No może nie każdy, ale pewnie większość. Ten gest trenera był bardzo miły. Dobrze było być z drużyną na scenie, nawet jeśli nie zostałem na nią oficjalnie wezwany. Zrobiło mi się miło. Mam nadzieję, że pomogę chłopakom, jak tylko będę mógł w zdobyciu medalu - podkreślił w rozmowie ze Sport.pl atakujący, który debiutuje w olimpijskiej rywalizacji.

"Długo nie zdawałem sobie sprawy, co się wydarzyło". Prezes PZPS wymownie o kontrowersyjnej regule

Nieco wcześniej uroczyście nominacje obierały polskie siatkarki. U nich rezerwową jest przyjmująca Olivia Różański. Jej również nie zaproszono na scenę i przez cały czas z boku obserwowała koleżanki.

- Nie wiem, co powiedzieć. Nie rozumiem języka polskiego i dlatego to było dla mnie zaskoczenie. Długo nie zdawałem sobie sprawy, co się wydarzyło. Byłem sfrustrowany, bo w takim momencie powinniśmy być razem. Nie wiedziałem, jak będzie wyglądać ta ceremonia. Gdybym wiedział o tym wcześniej, to prawdopodobnie naciskałbym, by Olivia mogła wyjść z nami na scenę - opowiadał potem dziennikarzom Lavarini.

Do sprawy na prośbę Sport.pl odniósł się również Świderski. Szef krajowej federacji w pełni popiera krytyczne spojrzenie obu szkoleniowców drużyn narodowych.

- Strasznie się dziwię. Bo tu nie chodzi tylko i wyłącznie o to, co się dziś stało w siedzibie PKOl, ale generalnie o to, w jaki sposób jesteśmy traktowani. Od dawna nasze drużyny mają 14-osobowe składy. Tak jest podczas mistrzostw świata, mistrzostw Europy czy nawet kwalifikacji olimpijskich. A na same igrzyska mamy model "12+1", gdzie też trochę pod znakiem zapytania jest, co to +1 właściwie oznacza, bo kilka dni temu dowiedzieliśmy się o zmianach. Może jeszcze coś się zmieni. Strasznie dziwne i dla mnie kompletnie niezrozumiale to jest. Na pewno trzeba zrobić wszystko, by to zmienić - podkreślił działacz.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...