- Nikt tak naprawdę nawet nie miał szansy zapytać o mnie. Wszyscy uznali, że to niemożliwe, bym nie kontynuował pracy z Polakami - przyznaje Nikola Grbić, który przedłużył umowę jeszcze przed igrzyskami, czyli kluczową imprezą. Tak samo postąpiono z pracującym z kadrą siatkarek Stefano Lavarinim. I choć obu trenerów bronią wyniki, to prezes PZPS Sebastian Świderski w rozmowie ze Sport.pl zapewnia, że nie one były kluczowe.
Nikola Grbić i Stefano Lavarini zaczęli pracę z polskimi reprezentacjami w 2022 roku i obaj od początku zbierają za nią świetne recenzje. Nie dziwiło więc zbytnio, gdy Polski Związek Piłki Siatkowej tuż przed wylotem obu kadr na igrzyska w Paryżu ogłosił przedłużenie umów ze szkoleniowcami. Choć o ile w przypadku pracującego z kobiecą ekipą Włocha już sam awans na nie był zrealizowaniem celu, to u Serba wszyscy czekają dopiero na to, jaki wynik w stolicy Francji osiągnie prowadzona przez niego ekipa. Ale też dzięki temu ruchowi szef krajowej federacji Sebastian Świderski uprzedził konkurencję, która w pewnym momencie jednak się pojawiła.
"Decyzja bardzo łatwa do podjęcia". Świderski wprost o tym, co było dla niego kluczowe
W obu przypadkach umowa ma obowiązywać na kolejne cztery lata, czyli do igrzysk w Los Angeles. - Przy czym z możliwością weryfikacji po dwóch latach - mówi Świderski.
Wstępne rozmowy z obydwoma szkoleniowcami rozpoczęły się wiosną, a do ich finalizacji doszło w ostatnich dniach. Szef PZPS przyznał grupie dziennikarzy, że dłużej czekano na Lavariniego.
- Kiedy zapadła u mnie decyzja? Dziś - rzuca z uśmiechem w rozmowie ze Sport.pl Włoch. Po czym opowiada, że trudno wskazać tak naprawdę konkretny moment.
- Tu chodzi o przyjemność czerpaną ze wspólnej pracy, przez co była to decyzja bardzo łatwo do podjęcia. Mam poczucie, że wszyscy jesteśmy po tej samej stronie. Gdy zaczęliśmy współpracę, to zobaczyliśmy, że widoczny jest rozwój i obie strony są zadowolone. Mam nadzieję, że stworzymy więcej pięknych wspomnień - tłumaczy szkoleniowiec Polek.
On w poprzednim roku doprowadził Biało-Czerwone do historycznego trzeciego miejsca w Lidze Narodów, a w tym sezonie to powtórzył. W międzyczasie zrealizował swój cel - Polki po raz pierwszy od 2008 roku wywalczyły awans na igrzyska. Męska kadra pod wodzą Grbicia zdobyła wicemistrzostwo świata, mistrzostwo Europy, wygrała LN i dwukrotnie zajęła w niej trzecie miejsce. Wygrała też wszystkie mecze w ubiegłorocznym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk. Serb jednak od początku powtarzał, że jego celem jest medal olimpijski w Paryżu, ale ofertę przedłużenia umowy dostał jeszcze zanim udał się w podróż do stolicy Francji na pierwszy mecz.
- Nie patrzymy na to. Oczywiście, wynik jest mega ważny, ale należy też patrzeć na to, co już obaj trenerzy zrobili. Jak pracowali, jakie wyniki mieli wcześniej. A co dla nas najważniejsze - jak grupa reaguje na nich. W tym momencie to są dla nas najlepsi trenerzy na świecie, więc dlaczego nie mielibyśmy kontynuować współpracy? - pyta Świderski.
Grbić: nie mogłem prosić o więcej. Świderski uprzedził konkurencję. Dwaj trenerzy kadr i dwa modele pracy
Grbić zdradził grupie dziennikarzy, że w jego przypadku powodów było kilka, ale główny również stanowiła relacja z osobami, z którymi współpracuje.
- I nie mówię tu tylko o zawodnikach, ale też o sztabie i osobach z federacji. Mamy wzajemny szacunek, wspólny kierunek działania co do tego, co jest najlepsze dla zespołu, bazując na naszej wiedzy. Mam wielką przyjemność z pracy z nimi. Do tego dochodzą wyniki. Nie mogłem prosić o więcej. Jestem dumny, że federacja dała mi szansę kontynuacji. Mam nadzieję, że utrzymamy poziom gry i da nam to okazję osiągać takie same lub podobne wyniki do tych, które mieliśmy dotychczas - zaznaczył Serb.
Lavarini nie chciał zdradzić, czy miał konkurencyjne oferty. Grbić ze śmiechem przyznał, że początkowo nikomu nie przyszło do głowy nawet sprawdzać jego dostępność.
- Nikt nawet nie miał szansy spytać, bo wszyscy uznali, że to niemożliwe, byśmy nie kontynuowali pracy. Ostatnio pojawiło się kilka ofert, ale byłem już zajęty - przyznał mistrz olimpijski z Sydney.
Nie dziwi się on Świderskiemu, że ten już kilka miesięcy temu podjął rozmowy z nim. - Dla każdego prezesa to oczywiste, że przy dobrych wynikach zastanowisz się dwa razy, zanim coś zmienisz. Wyniki nie zawsze są lustrem, bo czasem mogę zrobić wszystko, co w mojej mocy, by przygotować zespół, ale będę miał pecha, pojawić się kontuzje czy dwie piłki mogą odwrócić wynik meczu. Ale tu przez trzy lata aż do teraz z każdego turnieju wracaliśmy z medalem. To nie jest tylko kwestia tego, jak dobry jestem, ale też jakości naszej pracy - w tym sztabu oraz zawodników. Cieszę się, że federacja to zauważyła i doceniła - podsumował Serb.
Na początku pracy z Polakami łączył ją z prowadzeniem Sir Safety Perugii, ale po zwolnieniu z tego klubu skupił się wyłącznie na prowadzeniu Biało-Czerwonych. W marcu mówił Sport.pl, że taki wariant mu odpowiada, bo ma dzięki temu także dużo czasu dla rodziny. Lavarini z kolei cały czas łączy pracę z Polkami z prowadzeniem klubu i chce to kontynuować.
- Uważam, że to rozwiązanie ma więcej zalet. Dobrze wpływa na mniej jako na trenera. Gorzej tylko wypada to dla mojego zdrowia - przyznał.