Grbić pokazał nieznaną dotąd twarz. "Nikola, jak możesz opowiadać takie rzeczy?"

Reprezentacja Polski w siatkówce już wkrótce rozpocznie rywalizację na igrzyskach olimpijskich. Marzenie o zdobyciu medalu wciąż jest żywe, zwłaszcza że w ostatnich turniejach biało-czerwoni dochodzili "tylko" do ćwierćfinału. Nikola Grbić postara się spełnić oczekiwania kibiców. Przed turniejem pokazał nieznaną dotąd twarz.
DLOKA
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

Nikola Grbić od pięciu lat związany jest z Polską. Najpierw był trenerem ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, a od 2022 roku odpowiada za wyniki reprezentacji. Jeśli o kimś powiedzieć, że wie, jak się wygrywa na igrzyskach, to właśnie o nim. W 2000 roku, jako zawodnik, wywalczył złoto IO w Sydney. Cztery lata wcześniej w Atlancie zdobył brązowy medal.

Zobacz wideo W roli trenera na igrzyskach zadebiutuje Michał Winiarski. Poprowadzi drużynę Niemiec

Grbić zaczął mówić o przeszłości. Szczery wywiad przed igrzyskami

Szkoleniowiec, który poprowadzi Polskę na igrzyskach olimpijskich, w rozmowie z portalem Weszło, pokazał nieznaną dotąd twarz. Wrócił bowiem do czasów dzieciństwa I opowiedział także historię swojej rodziny. Okazuje się, że nie była ona łatwa.

- Mój ojciec wychowywał się w górach. To był rejon Jugosławii, gdzie brakowało jedzenia, a ludzie ciężko pracowali. Bardzo często rodziły się dzieci, ale szybko umierały. Moja babcia miała ośmioro dzieci i tylko piątka z nich przetrwała. Śmiertelność była porażająca. Jeżeli tam, skąd pochodzę, umierało ci małe dziecko, robiłeś następne. Wiem, że dzisiaj brzmi to strasznie i ktoś może powiedzieć: "Nikola, jak możesz opowiadać takie rzeczy?". Ale taki był wtedy czas, realia - rozpoczął. 

Zdradził, że ważną rolę w kształtowaniu swojego charakteru miał dla niego jego ojciec Milos. Był on dyrektorem szkoły, do której chodził młody Nikola. - Pamiętam, że musiałem świecić przykładem i nie mogłem sobie pozwolić na jakiekolwiek przekraczanie granic, bo ojciec był bardzo surowy. Ale gdyby nie on, nie byłbym dziś człowiekiem, którym jestem - przyznał. Szkoleniowiec dodał, że w dzisiejszym świecie brakuje mu dyscypliny.

Zdradził także, że zdarza mu się uronić łzę. - Płaczę, gdy oglądam jakiś smutny film, jednak rzadko spędzam w ten sposób czas. Ale to nie jest tak, że ja nie mam w sobie uczuć - powiedział.

Miejmy nadzieję, że do uronienia łez - tych ze szczęścia - będzie miał okazję w Paryżu. Polacy w grupie zmierzą się z Włochami, Brazylią i Egiptem. 

Więcej o: