Rosjanie przekroczyli kolejną granicę. Cytują Polaka. Niebywały skandal

Bartłomiej Kubiak
- Żaden sportowiec nie weźmie nic z rąk lekarza. To mógł podać tylko trener - powiedziała uznana trenerka łyżwiarstwa figurowego Tatjana Tarasowa. I wywołała w Rosji niebywały skandal, bo to nic innego, jak bezpośrednie oskarżenia w kierunku Eteri Tutberidze - trenerki przyłapanej na dopingu Kamiły Walijewej. W jej obronie stanął już Rosyjski Związek Łyżwiarstwa Figurowego, ale też media, które przeinaczają i nadinterpretują słowa Witolda Bańki.

- Nie brałam świadomie żadnego dopingu. Starałam się robić wszystko zgodnie z przepisami. Przestrzegać zasad tak bardzo, jak to możliwe - przekonuje Kamiła Walijewa w najnowszym dokumencie japońskiej telewizji publicznej NHK.

Zobacz wideo Jak Polska zareaguje na dopuszczenie Rosji do igrzysk? "Bojkot byłby porażką"

W dokumencie nikt nie podważa słów Walijewej. Nazywana ona jest ofiarą rosyjskiego systemu, który w sporcie oszukuje na potęgę - od dziesięcioleci szprycuje, a później kryje dopingowiczów. Już prędzej cień podejrzeń pada na Eteri Tutberidze, ale ona też się broni. - Nie wiem. Naprawdę nie wiem, co stało się w tej historii - przewraca oczami trenerka Walijewej. - Ona była czysta. Dlaczego miała brać doping? I to jeszcze na mistrzostwach Rosji, gdzie wygrywała przez cały sezon i była najlepsza. Czego więcej było jej potrzeba? Jeszcze lepszych skoków? - pyta Tutberidze.

Największy skandal na igrzyskach

To nie są pierwsze wypowiedzi Tutberidze w tym tonie, bo już wcześniej przekonywała, że sprawa dopingu Walijewej jest dla niej cały czas bardzo zagadkowa. To historia, którą dwa lata temu żył cały świat. Na zimowych igrzyskach w Pekinie 15-letnia wówczas Walijewa została pierwszą zawodniczką w historii igrzysk, która udanie wykonała poczwórny skok. Dzięki fenomenalnemu występowi rosyjscy sportowcy zgarnęli złoto w konkursie drużynowym. A raczej: mieli zgarnąć, bo do ceremonii medalowej nie doszło - w organizmie Rosjanki wykryto ślady zakazanej trimetazydyny.

Trimetazydyna to lek stosowany w chorobie niedokrwiennej serca, ale też wpływający na przyspieszenie metabolizmu oraz zwiększenie tolerancji wysiłku fizycznego. Z tego względu od 2013 r. znajduje się on na liście środków zabronionych Światowej Agencji Antydopingowej (WADA). - Ma podobny mechanizm działania do meldonium, które stało się popularne przed kilku laty za sprawą pozytywnego wyniku badań antydopingowych Marii Szarapowej - tłumaczył Sport.pl ekspert od dopingu dr Andrzej Pokrywka.

"To mógł podać tylko trener"

- Żaden sportowiec nie weźmie nic z rąk lekarza. To mógł podać tylko trener - powiedziała w środę Tatjana Tarasowa, inna trenerka łyżwiarstwa figurowego, która w publicznej telewizji Rossija 1 rozmawiała z kremlowskim propagandzistą Borysem Korczewnikowem. To był tylko fragment ich dyskusji, ale wybrzmiał zdecydowanie najmocniej. - I co z tego? - bagatelizowała Tarasowa, gdy prowadzący zadawał kolejne pytania i próbował kierować cień podejrzeń w sprawie Walijewej na lekarza Filippa Szweckiego, który wcześniej został ukarany za stosowanie zakazanych metod, gdy pracował z rosyjskimi wioślarzami.

Tarasowa nie pierwszy raz zaatakowała Tutberidze. W styczniu nie kryła zdziwienia, gdy trenerka Walijewej przyznała, iż nie wie, kto broni jej zawodniczki w sądzie. - Przecież to jest pierwsza rzecz, którą powinna się zainteresować - mówiła wówczas Tarasowa.

Teraz poszła o krok dalej. Jej słowa nie pozostawiły już żadnych złudzeń, wywołały w Rosji niebywały skandal, bo to nic innego, jak bezpośrednie oskarżenia w kierunku Tutberidze. Atak na antenie największej rosyjskiej stacji telewizyjnej, który od razu wywołał lawinę kolejnych komentarzy. W tym także od Tutberidze.

"Granice zostały przekroczone"

"Chciałabym to zignorować i nie upaprać się tym brudem. Ale to już jest celowe oszczerstwo i fałszywe oskarżenia" - napisała Tutberidze w mediach społecznościowych. "Granice tego, co dozwolone, zostały całkowicie przekroczone. Nie można wszystkiego zwalać na wiek. Tatjano Anatoljewno, tym razem oczekuję od ciebie oficjalnych przeprosin" - zaznaczyła.

Tarasowa odpowiedziała. - Szczerze mówiąc, jestem bardzo zmęczona dyskusją na temat oświadczenia Tutberidze. Nie chcę już tego komentować. Wszystko zostało powiedziane - stwierdziła 77-letnia trenerka, którą cytuje portal sport24.ru.

Tarasowa najwyraźniej przepraszać nie zamierza. Tutberidze w sporze z nią ma jednak silne wsparcie. W jej obronie stanął Rosyjski Związek Łyżwiarstwa Figurowego (FFKR), ale też m.in. Irina Rodnina, Alona Leonowa czy Aleksiej Żelezniakow. - Każde oskarżenie wymaga dowodów. A tutaj nikt nie udowodnił, że to Tutberidze podała Walijewej zakazaną pigułkę, więc jest to po prostu zwykłe oszczerstwo - mówi Rodina, trzykrotna mistrzyni olimpijska w łyżwiarstwie figurowym. - Ja też absolutnie nie zgadzam się z Tarasową. Sportowiec może przyjąć doping gdziekolwiek, nawet w ciastkach od swojego dziadka - dodaje Leonowa, również była rosyjska łyżwiarka, która nawiązuje do tłumaczeń jeszcze z igrzysk, gdy pojawiła się absurdalna teoria, że Walijewa piła z tej samej szklanki, co jej dziadek i to właśnie dlatego w jej organizmie znalazła się niedozwolona substancja. - Wszystkie dziewczyny Eteri zawsze były czyste. Ja w ogóle nie rozumiem, jak można jej takie rzeczy zarzucać - przekonuje Żelezniakow, choreograf od lat współpracujący z Tutberidze.

Rosyjskie media zwracają uwagę, że Tutberidze broni nawet... Witold Bańka. To przeinaczanie faktów i nadinterpretacja, bo szef Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) nie wypowiedział się kategorycznie w tej sprawie. Na corocznym sympozjum WADA, które we wtorek i środę odbywało się w Lozannie, powiedział jedynie, że uważa, iż Walijewa nie zażyła tej substancji sama, czyli że po prostu nie była to jej inicjatywa. Bańka podkreślił też, że proces w jej sprawie przeprowadzony przez komisję dyscyplinarną Rosyjskiej Agencji Antydopingowej (RUSADA) cały czas budzi pytania i wątpliwości. Dodał, że wciąż pozostaje sceptyczny i zaniepokojony praktykami Rosjan, którzy za kilka miesięcy wystąpią na igrzyskach olimpijskich w Paryżu.

Odważna deklaracja Kamiły Walijewej

RUSADA - organizacja zawieszona w latach 2015-2018 za pomaganie rosyjskim sportowcom w oszukiwaniu systemu - praktycznie przez cały 2022 roku wahała się i przeciągała śledztwo ws. Walijewej, przez co cofnęła ten proces o wiele miesięcy. Pod koniec stycznia Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie uznał jednak w końcu rosyjską łyżwiarkę za winną. Za stosowanie dopingu została ona zdyskwalifikowana na cztery lata. Okres karencji liczy się od 25 grudnia 2021 roku. To oznacza, że złoto z igrzysk w Pekinie traci nie tylko drużyna Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego, ale samej Walijewej zostało odebrane także mistrzostwo Europy, po które Rosjanka sięgnęła dwa lata temu w Tallinnie.

- Szkoda, że nie mogę startować w międzynarodowych zawodach. Moje ciało jest starsze, staje się coraz cięższe. Jestem obecnie daleko od swojej optymalnej formy, ale chcę wystąpić na następnych igrzyskach olimpijskich. Chcę po prostu jeździć na łyżwach - mówi Walijewa w japońskim dokumencie. Gdy w grudniu przyszłego roku zakończy się jej dyskwalifikacja, będzie kilka miesięcy przed 20. urodzinami. To już dość sporo jak na łyżwiarkę figurową. Szczególnie pracującą z Tutberidze, której zawodniczki określane są jako "jednorazowe", "towary łatwo psujące się" czy "posiadające datę ważności Eteri".

Ta data nawet jest dość precyzyjna, bo znane są przykłady łyżwiarek Tutberidze, które ze względu na kontuzje i wynikające z nich gorsze wyniki przechodzą na sportową emeryturę już w wieku 17 lat. Walijewa jeszcze jeździ na łyżwach. Rosyjskie media kilka dni temu informowały, że szykuje się do występu w Chinach. Ten może ją jednak dużo kosztować. Niemiecki "Sport" zwrócił bowiem uwagę, że w świetle przepisów będzie to naruszenie zasad obecnej dyskwalifikacji Walijewej, która wydłużyłaby się wtedy o kolejne cztery lata, czyli aż do 2029 roku.

Dyskwalifikacja Walijewej sprawia, że złoty medal w rywalizacji drużynowej na igrzyskach w Pekinie trafił do USA, srebro - do Japonii, a brąz - do Kanady. Rosjanie zaraz po decyzji zapowiedzieli odwołanie do Trybunału Federalnego w Szwajcarii. Raczej wiele tym nie wskórają, bo pod koniec stycznia sąd w Lozannie orzekł, że Walijewa nie tylko dopuściła się naruszenia przepisów antydopingowych, ale też nie była w stanie udowodnić, że nie stosowała dopingu celowo. To w zasadzie kończy sprawę, która ciągnęła się przez wiele miesięcy.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.