Putin zlecił specjalny raport. Rosja straszy. "Coś" się wydarzy

Bartłomiej Kubiak
- Gdy coś wydarzy się na świecie, będziemy gotowi - twierdzi Swietłana Żurowa, była mistrzyni olimpijska w łyżwiarstwie szybkim, a obecnie deputowana do Dumy, która przekonuje, że Rosja w każdej chwili może zorganizować sportową imprezę na światową skalę.

Swietłana Żurowa nie mówi, co kryje się za zwrotem "coś się wydarzy", ale w domyśle sugeruje, że "coś wydarzyć się może". To nic innego, jak rosyjska propaganda - podsycanie antyukraińskich nastrojów, straszenie Zachodu rozlaniem się konfliktu na inne kraje i perspektywę wojny światowej. Timing tej wypowiedzi też wydaje się nieprzypadkowy. Akurat zaraz po tym, gdy prezydent Francji Emmanuel Macron zwołał w stolicy swojego kraju spotkanie z prezydentami innych państw Unii Europejskiej. Do tego przez rosyjskie media przetacza się właśnie dyskusja na temat tego, czy ich sportowcy w ogóle powinni wystartować latem na igrzyskach w Paryżu.

Zobacz wideo Jak Polska zareaguje na dopuszczenie Rosji do igrzysk? "Bojkot byłby porażką"

Przypomnijmy, że w grudniu MKOl podjął decyzję, że Rosjanie (oraz Białorusini) pod pewnymi warunkami będą mogli rywalizować na igrzyskach w Paryżu. Bez krajowych flag, emblematów, hymnów oraz też bez żadnych związków z armią, co akurat może być szczególnie trudne do spełnienia, bo większość rosyjskich sportowców wywodzi się z klubów związanych z resortami siłowymi: czy to wojskowymi (CSKA), czy z policją i służbami (Dynamo).

"Gdyby MKOl rządził Władimir Putin..."

Warunki narzucone przez MKOl wciąż nie podobają się Rosjanom. Oni cały czas naciskają na to, by w Paryżu ich sportowcy wystąpili na pełnoprawnych zasadach. Za obecny stan rzeczy oskarżają oczywiście Zachód. Albo jak mówi się na to w Rosji: "kolektywny Zachód", czyli grupę państw, która ich zdaniem sprowokowała konflikt w Ukrainie i znajduje się pod silnym wpływem USA.

To wyższy poziom absurdu, ale w Rosji to akurat nic nowego. Kremlowska propaganda - głównie na użytek wewnętrzny - wciąż robi co może, by wmawiać swojemu społeczeństwu, że to Rosja jest dobra i wielka. I że to Rosja ma niepodważalne argumenty, by nie tylko zwyciężyć w Ukrainie ("co najmniej drugą armię na świecie"), ale także poradzić z sobie całym Zachodem ("ceny ropy i gazu"), który z jednej strony za Rosją tęskni, a z drugiej się jej boi, bo przegrywa z nią na każdym polu, także w sporcie.

- Gdyby MKOl rządził Władimir Putin, nigdy nie zawiesiłby sportowców. Podczas działań wojennych żaden ze nich nie byłby zamieszany w ten cały bałagan. Wszystko byłoby jasne i bardziej rygorystyczne, bo Putin przestrzegałby zasad olimpijskich - mówi Tatjana Nawka, była mistrzyni olimpijska w łyżwiarstwie figurowym i żona rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa.

Rosjanie cały czas nawołują do bojkotu

Krytyków MKOl w Rosji jest znacznie więcej. - Igrzyska w Paryżu nie są dla naszych sportowców. Nie sądzę, że w ogóle powinny być pokazywane w naszej państwowej telewizji. Ci, którzy tego potrzebują, znajdą sobie transmisję w internecie lub gdzie indziej. Ale ja nie chciałabym wieczorem włączać telewizora i widzieć w nim jakiś nieprzyjazny zespół - mówi deputowana do Dumy i trzykrotna mistrzyni olimpijska w łyżwiarstwie figurowym Irina Rodnina.

Głosów, które nawołują do bojkotu igrzysk, w Rosji przybywa. Szczególnie w ostatnich dniach, gdy w tamtejszych mediach pojawiła się informacja, że Władimir Putin zlecił Rosyjskiemu Komitetowi Olimpijskiemu opracowanie specjalnego raportu dotyczącego występu ich sportowców na igrzyskach w Paryżu ze szczególnym - cokolwiek to oznacza - "poszanowaniem ich praw i interesów".

- Prezydent po prostu chce podsumować wszystkie żądania, które zostały wysunięte przez MKOl i międzynarodowe federacje, ponieważ na różnych etapach były one różne. Jedni ustalali pewne kryteria przyjęcia naszych sportowców, inni ustalali inne i jak dotąd nikt nie osiągnął porozumienia - tłumaczy Żurowa i dodaje, że w Rosji wciąż czekają na to, aż MKOl w ogóle wyśle im nazwiska sportowców dopuszczonych do igrzysk olimpijskich. - Jestem przekonana, że gdy taka lista się pojawi, ktoś będzie chciał zorganizować bojkot. Od razu zaczną się naciski na Marcrona - tłumaczy.

Żurowa: Świat wie, że Rosja jest jak ratownik

- To wszystko jest bezpodstawne - grzmi dalej Żurowa. Była mistrzyni olimpijska w łyżwiarstwie szybkim, a obecnie deputowana do Dumy idzie o krok dalej. Z pełnym przekonaniem opowiada, że Rosja w każdej chwili - nawet w rekordowym czasie - może zorganizować sportową imprezę na światową skalę. - Gdy coś wydarzy się na świecie, będziemy gotowi - zapewnia.

I choć Żurowa nie precyzuje, co niby miałoby się wydarzyć, przypomina, że w 2011 roku w Japonii miało miejsce trzęsienie ziemi, po którym tsunami zalało elektrownię atomową w Fukushimie. - Zareagowaliśmy wtedy natychmiast. Żaden inny kraj nie wziął na siebie takiej odpowiedzialności. Świat wie, że Rosja jest jak ratownik. I cały czas czeka, aż to wszystko się skończy, co zakładam, że w końcu się stanie - dodaje.

Na razie MKOl poinformował, że nie ma żadnych nowych zaleceń w sprawie dopuszczenia rosyjskich sportowców. To oznacza, że w tej chwili na imprezę w Paryżu zakwalifikowało się ledwie 11 z neutralnym paszportem - ośmiu z Rosji i trzech z Białorusi. Letnie igrzyska olimpijskie odbędą się w dniach 26 lipca - 11 sierpnia.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.