Rosjanie straszą Zachód. "Podejmiemy kroki"

Bartłomiej Kubiak
- Miejmy nadzieję, że to dopiero początek zmian - mówi Tatjana Tarasowa, trenerka łyżwiarstwa figurowego, która komentuje dopuszczenie rosyjskich sportowców na igrzyska olimpijskie. Ci w przyszłym roku w Paryżu będą mogli rywalizować jako sportowcy neutralni, czyli bez flag, emblematów, hymnów. Dla Rosjan to jednak wciąż mało.

"Zarząd MKOl zdecydował, że indywidualni sportowcy neutralni, którzy zakwalifikowali się do igrzysk olimpijskich, zostaną uznani za uprawnionych do startu w Paryżu. Indywidualni sportowcy neutralni to zawodnicy posiadający paszporty rosyjskie lub białoruskie" - głosi piątkowy komunikat MKOl.

Zobacz wideo Jak Polska zareaguje na dopuszczenie Rosji do igrzysk? "Bojkot byłby porażką"

Obecnie na igrzyska zakwalifikowało się 11 sportowców z neutralnym paszportem - ośmiu z Rosji i trzech z Białorusi. Z komunikatu MKOl wynika, że nie będą oni mogli prezentować krajowych flag i emblematów. W Paryżu nie odśpiewają również swoich hymnów. Nie mogą też brać udziału w dyscyplinach zespołowych. Ponadto nałożono na nich bezwzględny zakaz udziału w rywalizacji dla sportowców i personelu zatrudnionych w rosyjskiej i białoruskiej armii lub służbach bezpieczeństwa. Nie mogą też jawnie popierać inwazji na Ukrainę.

Takie rekomendacje MKOl przedstawił już w marcu. Już wtedy

zawrzało. Nie tylko w państwach Zachodu, które wspierają Ukrainę i stanowczo domagały się całkowitego wykluczenia Rosji i Białorusi z igrzysk olimpijskich, bo niezadowoleni byli także sami Rosjanie. Oni uważali, że MKOl i jego przewodniczący złamali prawo, wystąpili przeciwko Karcie Olimpijskiej i uderzyli w ich godność.

Teraz też nie są do końca zadowoleni. - Zachodzą pewne zmiany na naszą korzyść, ale jest jeszcze czas, by to poszło o krok dalej. Miejmy nadzieję, że to dopiero początek zmian. Że MKOl wykaże się przyzwoitością i podejmie kolejne decyzje - komentuje rosyjska trenerka łyżwiarstwa figurowego Tatjana Tarasowa.

"Najwyższy czas, by MKOl przestał się wygłupiać"

Decyzja MKOl jest skandaliczna, ale w gruncie rzeczy nadal blokuje występy wielu rosyjskich sportowców w międzynarodowych zawodach, bo w olbrzymiej większości wywodzą się oni z klubów, które mają związki z resortami siłowymi: czy to wojskowymi (CSKA), czy z policją i służbami (Dynamo).

Te warunki narzucone przez MKOl wciąż nie podobają się Rosjanom, którzy cały czas naciskają na to, by w Paryżu ich sportowcy wystąpili na pełnoprawnych zasadach. - Wielu rosyjskich sportowców może nie dotrzeć na igrzyska, ponieważ nie ma w tej chwili jak się na nie zakwalifikować. Teoretycznie MKOl pozwolił nam na występy w zawodach, ale tak naprawdę cały czas próbuje wszystkich przechytrzyć. To oszustwo, ale my nie damy się oszukiwać. Tam, gdzie oni się uczą, my też uczymy - mówił w środę szef Komisji Kultury Fizycznej i Sportu Dumy Państwowej Dmitrij Swiszczew.

Swiszczew wzywał MKOl do jak najszybszego podjęcia decyzji w sprawie udziału rosyjskich sportowców na przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich w Paryżu. - Najwyższy czas, by MKOl przestał się wygłupiać i celowo grać na zwłokę. Musi jak najszybciej postawić kropkę nad "i". Inaczej podejmiemy odpowiednie kroki - straszył Swiszczew.

"MKOl sam zapędził się w kozi róg"

Rosjanie - jeszcze przed piątkowym komunikatem MKOl - byli przekonani, że wszystko potoczy się zgodnie z ich życzeniem.  - Pojedziemy na igrzyska w Paryżu. Szef MKOl Thomas Bach doskonale to rozumie, że lada chwila wrócimy do świata sportu. I to na pełnych zasadach - przekonywała kilka dni temu była mistrzyni olimpijska w łyżwiarstwie szybkim, a obecnie deputowana do Dumy Swietłana Żurowa.

- Mam nie tylko nadzieję, ale wręcz pewność, że to lada chwila nastąpi, czyli pojedziemy na igrzyska - dodawał Michaił Mamiaszwili, złoty medalista w zapasach z igrzysk olimpijskich z 1988 roku w Seulu, a obecnie prezes rosyjskiej federacji zapaśniczej. - MKOl sam zapędził się w kozi róg. Gdyby od początku kierował się Kartą Olimpijską, w ogóle nie doszłoby do tej sytuacji. Najwyższa pora, by w końcu się obudził i przestał wykorzystywać międzynarodowy ruch olimpijski do spełniania zachcianek niektórych polityków. Tym bardziej że zdecydowana większość członków ruchu olimpijskiego ma w tej sprawie odmienne zdanie niż to, które obecnie prezentuje MKOl - przekonywał Mamiaszwili.

Rosjanie bez zaproszenia na szczyt olimpijski

We wtorek w Lozannie odbył się szczyt olimpijski. Delegacja z Rosji nie została na niego zaproszona. To dla nich mimo wszystko był cios, bo rok temu - już po zbrojnym zaatakowaniu Ukrainy - przedstawiciele kraju agresora pojawili się w Lozannie. Trzy miesiące później MKOl zarekomendował dopuszczenie Rosjan i Białorusinów do rywalizacji w międzynarodowych zawodach, co teraz podtrzymał Komitet Wykonawczy już w kontekście przyszłorocznych igrzysk olimpijskich w Paryżu.

Jeszcze przed grudniowym szczytem olimpijskim szef MKOl przyznał, że decyzje w sprawie Rosjan i Białorusinów nie zostaną podjęte w Lozannie. - Będziemy badać sytuację geopolityczną i jej wpływ na sport. Weźmiemy pod uwagę niedawną decyzję ONZ w tej sprawie, która wzywa do rozejmu olimpijskiego i wspiera podejście MKOl. W zależności od tego, co usłyszymy podczas szczytu olimpijskiego, Komitet Wykonawczy MKOl podejmie decyzję dopiero w nadchodzących miesiącach, czyli na swoim posiedzeniu w marcu - wskazywał kilka dni temu Bach, którego cytował powiązany z Rosją serwis Inside the Games.

Bach od wielu miesięcy specjalnie nie kryje się z tym, że z chęcią przyjąłby Rosjan z powrotem do świata sportu na starych zasadach. - Mamy nadzieję, że sportowcy ze wszystkich krajów będą rywalizować na przyszłorocznych igrzyskach w Paryżu w warunkach szacunku i tych samych zasad. Zgodnie z duchem olimpijskim, co oznacza umożliwienie sportowcom z całego świata pokojowej rywalizacji. Liczymy, że uda się to osiągnąć. Tym bardziej teraz - w czasie, gdy jest to być może ważniejsze niż kiedykolwiek, bo wojen i konfliktów niestety tylko przybywa - mówił w październiku.

Bach poszedł wtedy o krok dalej, bo rosyjską napaść na Ukrainę porównał do sytuacji między Koreą Północną i Południową. Oba kraje są ze sobą skonfliktowane od lat, ale ten konflikt nie eskaluje aż na taką skalę jak od lutego 2022 r. w Ukrainie, gdzie rosyjskie wojsko równa z ziemią całe miasta i dokonuje nieludzkich zbrodni na ludności cywilnej. O tym już Bach zapominał albo raczej celowo nie wspomniał. Przypomniał za to, że sportowcy z obu Korei pojawili się w 2018 r. na zimowych igrzyskach w Pjongczangu. - Podobna sytuacja miała miejsce też trzy lata później w Tokio [tam akurat Korea Północna wycofała sportowców z rywalizacji], gdzie w igrzyskach uczestniczyli sportowcy z krajów, z których wiele niestety było i nadal jest w stanie wojny - podkreślał Bach.

I po raz kolejny wyraźnie zasugerował, że spodziewa się jednak powrotu rosyjskich i białoruskich sportowców. - Dziś zarzuca się nam podwójne standardy w kontekście Rosjan. Znalezienie w tym wszystkim równowagi nie jest łatwe, ale musimy chronić sportowców - podkreślił Bach. Igrzyska olimpijskie w Paryżu odbędą się w dniach 26 lipca-11 sierpnia 2024 r.

Więcej o:
Copyright © Agora SA