W Rosji nadal wrze. Czują się upokorzeni. "Dlaczego mamy się poniżać?"

Bartłomiej Kubiak
- Mamy nadzieję, że sportowcy ze wszystkich krajów będą rywalizować na przyszłorocznych igrzyskach w Paryżu w warunkach szacunku i tych samych zasad - powiedział w Lozannie szef MKOl Thomas Bach. I tymi słowami wywołał dyskusję. Przede wszystkim w rosyjskich mediach.

Światowe media nie podłapały ostatnich wypowiedzi Thomasa Bacha, a na pewno nie aż tak chętnie jak rosyjskie, dla których od początku tygodnia to ważny temat. Szef MKOl podczas Międzynarodowego Forum Sportowców w Lozannie po raz kolejny wyraźnie zasugerował, że na przyszłorocznych igrzyskach w Paryżu spodziewa się rosyjskich i białoruskich sportowców.

Zobacz wideo Nie dla Rosji, nie dla Putina! Świat sportu musi przejrzeć na oczy

- Zarzuca się nam podwójne standardy w kontekście Rosjan. Ale musimy chronić sportowców. Znalezienie w tym wszystkim równowagi nie jest łatwe - zaznaczał w poniedziałek Bach cytowany przez agencję TASS.

- Z jednej strony naszą misją jest zjednoczenie wszystkich sportowców w pokojowych zawodach. Z drugiej ta misja jest jeszcze ważniejsza w przypadku krajów znajdujących się w konflikcie. Gdyby zawody międzynarodowe odbywały się tylko pomiędzy państwami, które myślą podobnie, wówczas rywalizacja nie miałaby już funkcji jednoczącej. Byłyby to po prostu przyjacielskie zawody. Jeśli jednak rywalizujesz z kimś w stanie konfliktu, oznacza to, że próbujesz znaleźć wyjście przynajmniej na jednym polu. Czyli w sporcie, w środowisku, gdzie wszyscy są równi i przestrzegają tych samych zasad - dodawał Bach.

O tym Bach już nie wspomniał

Bach w poniedziałek poszedł o krok dalej, bo rosyjską napaść na Ukrainę porównał do sytuacji między Koreą Północną i Południową. Oba kraje są ze sobą skonfliktowane od lat, ale ten konflikt nie eskaluje aż na taką skalę jak od lutego 2022 r. w Ukrainie, gdzie rosyjskie wojsko równa z ziemią całe miasta i dokonuje nieludzkich zbrodni na ludności cywilnej.

O tym już Bach zapomniał albo raczej celowo w Lozannie nie wspomniał. Przypomniał za to, że sportowcy z obu Korei pojawili się w 2018 r. na zimowych igrzyskach w Pjongczangu. - Podobna sytuacja miała miejsce też trzy lata później w Tokio [tam akurat Korea Północna wycofała sportowców z rywalizacji], gdzie w igrzyskach uczestniczyli sportowcy z krajów, z których wiele niestety było i nadal jest w stanie wojny - wskazał Bach.

Rosjanie niezadowoleni z obostrzeń MKOl

MKOl zarządzany przez Bacha już pod koniec marca zarekomendował dopuszczenie Rosjan i Białorusinów do rywalizacji w międzynarodowych zawodach. Po tej decyzji - choć spodziewanej - zawrzało. Nie tylko w państwach Zachodu, które wspierały Ukrainę i stanowczo domagały się wykluczenia Rosji i Białorusi z igrzysk olimpijskich, bo niezadowoleni byli także sami Rosjanie. Oni uważali, że MKOl i jego przewodniczący złamali prawo, wystąpili przeciwko Karcie Olimpijskiej i uderzyli w ich godność.

Wszystko przez warunki, pod jakimi MKOl dopuścił do rywalizacji sportowców z Rosji i Białorusi. Sportowcy z tych krajów mogą startować wyłącznie pod neutralną flagą, nie mogą też brać udziału w dyscyplinach zespołowych. Ponadto nałożono bezwzględny zakaz udziału w rywalizacji dla sportowców i personelu zatrudnionych w rosyjskiej i białoruskiej armii lub służbach bezpieczeństwa. Nie mogą oni też jawnie popierać inwazji na Ukrainę.

Te warunki cały czas nie podobają się Rosjanom, którzy z jednej strony chwalą Bacha, ale z drugiej go krytykują. Próbują wywrzeć presję na MKOl, by w przyszłorocznych igrzyskach wszyscy startowali na tych samych zasadach.

W Rosji nadal wrze. "Dlaczego mamy się poniżać?"

- Po co jechać na igrzyska olimpijskie, skoro nie będzie tam ani jednego kibica, który podniesie naszą flagę i zaintonuje hymn? Dlaczego mamy się poniżać? Uważam, że nasz kraj nie powinien tolerować takiego upokorzenia - wścieka się Irina Viner, trenerka gimnastyczek i była żona Aliszera Usmanowa, oligarchy z najbliższego kręgu Władimira Putina. W marcu została usunięta ze sportu przez międzynarodową federację gimnastyczną.

Takich krytycznych głosów wobec MKOl w Rosji jest dużo więcej. - Dla mnie Bach jako prezydent MKOl już nie istnieje. Sam był mistrzem olimpijskim, który teraz swoimi decyzjami depcze wszystko, co w trudnych czasach dla świata stworzył nie on sam, a wiele pokoleń - mówi były rosyjski hokeista, dwukrotny mistrz olimpijski, a obecnie deputowany do Dumy Wiaczesław Fietisow.

Sytuację cały czas stara się uspokajać Bach, który nawet specjalnie nie kryje się z tym, że z chęcią przyjąłby Rosjan z powrotem do świata sportu na starych zasadach. - Mamy nadzieję, że sportowcy ze wszystkich krajów będą rywalizować na przyszłorocznych igrzyskach w Paryżu w warunkach szacunku i tych samych zasad. Zgodnie z duchem olimpijskim, co oznacza umożliwienie sportowcom z całego świata pokojowej rywalizacji. Liczymy, że uda się to osiągnąć. Tym bardziej teraz - w czasie, gdy jest to być może ważniejsze niż kiedykolwiek, bo wojen i konfliktów niestety tylko przybywa - powiedział w poniedziałek szef MKOl.

Więcej o:
Copyright © Agora SA