"Igrzyska... jakie?". Dzieło sztuki za toaletami, pusty Rynek i chaos

Jeśli ktoś wysiądzie z pociągu i będzie szukał sposobu na spędzenie weekendu, o imprezie nie dowie się wiele. Na Rynku Głównym w Krakowie nikt nie rozdaje ulotek, nie zaprasza, nie tłumaczy, co, gdzie i jak. Cisza. Jakby igrzysk europejskich nie było - pisze Piotr Wesołowicz ze Sport.pl.

 – Wystartowały igrzyska, ruch jakby większy… – zagaduję nieśmiało sprzedawczynie bursztynowych naszyjników przy Sukiennicach. – No, coś nam się nie wydaje – śmieją się, dodając, że na razie kibiców i klientów brak. Podobnie reagują taksówkarze, którzy na pytania o krakowską imprezę machają ręką.

Zobacz wideo Lewandowski: Ciężko coś powiedzieć, bo to jest niewiarygodne

W czwartek po południu, dzień po ceremonii otwarcia, w sercu Krakowa nie czuć ducha – jak mówili jej polityczni spiritus movens – "największej imprezy sportowej w historii Polski". Po rynku przechadzają się zwyczajowo turyści, suną meleksy, naganiacze zapraszają do pobliskich lokali. Ot, dzień jak co dzień.

Na Rynku Głównym frekwencję robią gołębie

O igrzyskach europejskich przypominają jedynie powiewające flagi i odgrodzony teren na środku Rynku Głównego. Tutaj odbędą się zawody w dwóch niezwykle efektownych konkurencjach – teqballu oraz padlu. Odbędą, choć na dobrą sprawę w tej drugiej dyscyplinie już powinna się toczyć rywalizacja – tak przynajmniej wynika z harmonogramu, który organizatorzy przekazali mediom. Ale okazuje się – co wyłapał dziennikarz "Interii" Tomasz Kalemba – że eliminacje odbywają się w zupełnie innym miejscu. "Coś mnie tknęło i już – będąc w drodze – napisałem do kolegi, który pracuje w biurze prasowym. 'Wysiadaj' – dostałem SMS. I dopiero on nakierował mnie na miejsce, gdzie odbywają się eliminacje padla, za co mu bardzo dziękuję" – napisał w swoim tekście, a organizatorzy przeprosili.

Jednym słowem: chaos.

Na Rynku Głównym trwa więc plac budowy – stawiana jest arena do padla, są już stoły do teqballa, jest też mnóstwo kontenerów i toalet. Kilka z nich przysłania krakowską rzeźbę Igora Mitoraja. Dzieło sztuki schowane pośród przenośnych toalet – doprawdy przykry widok.

Jeszcze przed środową ceremonią otwarcia na stadionie Wisły spytałem jej widzów, czy impreza przyciąga jakieś zainteresowanie w mieście. – Nawet wśród znajomych, którzy interesują się sportem, nie usłyszałem, aby ktoś wiedział coś więcej. Zwykle mówili: igrzyska… jakie? – śmieje się Jarek, z którym rozmawiam na trybunach.

I to właśnie – z zaznaczeniem, że piszę te słowa w czwartkowe popołudnie, a to, co najważniejsze na imprezie dopiero przed nami – najbardziej gryzie w krakowskich igrzyskach. Jeśli ktoś wysiądzie tego dnia z pociągu i będzie szukał sposobu na spędzenie weekendu w mieście, o imprezie nie dowie się wiele. Na Rynku Głównym nikt nie rozdawał ulotek, nie zapraszał, nie tłumaczył, co, gdzie i jak. Cisza.

Jedyną ulotkę, jaką otrzymałem w Krakowie od początku igrzysk, była ta od lokalnego oddziału Konfederacji – o tym, że zamiast wydawać pieniądze na imprezę sportową, miasto powinno pomyśleć o budowie metra. Kapitał na imprezie chcą więc zbić politycy – i to wszystkich opcji.

"Igrzyska organizowaliśmy w ultraszybkim tempie"

- Na razie jedyne, co poszło bezproblemowo, to odbiór akredytacji – śmieją się dziennikarze, których w Krakowie jest mnóstwo. Do ceremonii otwarcia igrzysk akredytacje odebrało 400 przedstawicieli mediów z całej Europy, a przyjechać ma jeszcze drugie tyle.

– Dziennikarki i dziennikarze zdają sobie sprawę z tego, że to nie igrzyska olimpijskie, a zdecydowanie półka niżej. Są wyrozumiali. Naprawdę igrzyska europejskie zostały zorganizowane w ultraszybkim tempie – słyszymy od ludzi pracujących przy imprezie.

Pośpiech widać na własne oczy: w środę, w trakcie rywalizacji koszykarzy 3x3, zepsuł się zegar. Jego wymiana trwała ponad godzinę. W pełnym słońcu czekali wszyscy - zawodnicy, kibice, komentatorzy.

Dziennikarze, którzy zaś podróżują między wydarzeniami – a igrzyska europejskie goszczą aż w 13 lokalizacjach, od Krakowa, przez Bielsko-Białą, po Zakopane czy Rzeszów – skarżą się także na liczne niedogodności.

Tego politycy nie zepsują

"Transport dla mediów nie działa. Służba 'informacyjna' ma dwie odpowiedzi - 'nie wiem' ('bo jestem tu pierwszy dzień') i 'wydaje mi się, że...'. Na przystanku wywieszony  rozkład tylko jednego busa dla mediów - który jeździ 26-27 czerwca" – napisał na Twitterze dziennikarz Wojciech Nowakowski, dodając hasztag: #wstyd. Choć z drugiej strony trzeba docenić, iż wolontariusze oraz organizatorzy – mimo że czasem pogubieni – są niezwykle przyjaźni, pomocni. Mimo że dzieje się sporo, każdy z nich chętnie wskazuje (prawdopodobną) drogę, cierpliwie odpowiada na pytania. Te Igrzyska ratują ludzie.

A przede wszystkim: sportowcy. W czwartek zdobyliśmy pierwsze medale: czwórka kajakarek w składzie Karolina Naja, Anna Puławska, Adrianna Kąkol, Dominika Putto sięgnęła po złoto na 500 m, a wcześniej brąz wywalczyli kajakarze.

Grały też koszykarki. I choć przegrały z Ukrainkami 16:19, to na boisku nieopodal stadionu Cracovii można było poczuć ducha sympatycznej sportowej imprezy. Przed meczem koszykarze reprezentacji Polski razem z kibicami uczyli się układu tanecznego, było dużo śmiechu, przybijania piątek i rozdawania autografów. A już w trakcie meczu głośny doping, przyzwoita frekwencja na trybunach i trzymające w napięciu spotkanie w zachodzącym powoli słońcu. Tego polityka czy przeciętna organizacja nie zepsuje.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.