Putin przegrywa nawet z własnym narodem. Ludzie nie kupują najnowszego pomysłu

Bartłomiej Kubiak
Bez kibiców na trybunach, bez kibiców przed telewizorami, ale wciąż z sączącą się propagandą. Kreml chwali się organizacją spartakiady, która jest odpowiedzią na zachodnie sankcje dotykające także sport, ale Rosjanie tego nie kupują. No, bo ile można?

- Z odrobiną smutku, ale bardziej z radością chciałbym pogratulować organizacji imprezy. Nie pomyliliśmy się. Wskrzesiliśmy spartakiadę i wzmocniliśmy związek pomiędzy chwalebną przeszłością sportowej Rosji i wielką przyszłością, w którą również wierzę. A wierzę też dlatego, że sport to jest nasza wielka siła. Siła i patriotyzm. Po raz kolejny udowodniliśmy światu, że nie można nas złamać - przemawiał w Moskwie minister sportu Oleg Matycin.

Zobacz wideo Kibicowski fenomen MŚ siatkarzy. Fani z Tunezji zrobili furorę w Spodku

Autokar FK UfaPompowany z brudnych pieniędzy klub idzie na dno. "Miliard dolarów dziennie"

A potem rozpoczął się koncert gwiazd rosyjskiej estrady, które zamykały spartakiadę - m.in. Oksany Poczepej znanej bardziej jako Akuła czy braci Kristowskich z grupy Uma2rman. "Nawet dobór artystów był jak z dyskoteki sprzed 20 lat" - piszą Rosjanie, którzy w przeciwieństwie do rządowej propagandy wcale nie zachwalają spartakiady, czyli odpowiedzi Kremla na zachodnie sankcje dotykające także świat sportu.

Rosja żyje w swoim świecie. Odlot

Rosja, która wywołała wojnę i wciąż dokonuje odrażających zbrodni w Ukrainie, słusznie znika ze świata sportu. Decyzję o wykluczeniu jej sportowców podjęły już niemal wszystkie związki sportowe na świecie. - Byliśmy gotowi na sankcje, ale nie spodziewaliśmy się, że zostaną nałożone na naszych sportowców, dziennikarzy, przedstawicieli sfery kultury - mówił pod koniec kwietnia Siergiej Ławrow, minister spraw zagranicznych Rosji, który według nieoficjalnych informacji pracował nawet nad dokumentem wysłanym do poszczególnych federacji i MKOl, by walczyć z "dyskryminacją" Rosjan w sporcie.

Nic z tego nie wyszło. Tylko że w Rosji i tak żyją w swoim świecie. Nawet zepchnięcie na sportowy margines próbują przedstawić jako sukces. - Spartakiada odbyła się na najwyższym poziomie. Ukoronowana wieloma rekordami przyciągnęła wielką uwagę specjalistów za granicą - bajdurzy Ławrow. A wykluczenie rosyjskich sportowców z międzynarodowych zawodów tłumaczy teraz tym, że po prostu Zachód się ich boi, bo są najlepsi na świecie. Słowem: odlot.

"Nie musimy na tym zarabiać"

Ale to jest odlot, który nie wszyscy już w Rosji aż tak chętnie kupują. Nawet w tamtejszych mediach, gdzie spartakiada wcale nie spotkała się z aż tak dobrym przyjęciem, o jakim mówi choćby Ławrow. "Pomysł stworzenia alternatywnego miejsca dla naszych sportowców, którzy tak naprawdę nie mają już gdzie występować, okazał się w praktyce niszowy. Co więcej: odnieśliśmy wrażenie, że początkowo ten projekt nudził nawet samych organizatorów, którzy mechanicznie wypełniali polecenia prezydenta Władimira Putina, bo to przecież od niego wszystko się zaczęło" - czytamy na sports.ru.

Komentarz całkiem mocny jak na rosyjskie media, które wyspecjalizowały się w tym, że o władzy piszą albo dobrze, albo wcale. A na tym krytyka się nie kończy, bo sports.ru przytacza dane firmy badawczej Mediascope. Według nich Rosjanie w ogóle nie oglądali spartakiady. W pierwszej dziesiątce najpopularniejszych transmisji nie ma ani jednej z tego wydarzenia. Nie znalazła się tam nawet pompatyczna ceremonia otwarcia, gdzie pojawił się i przemawiał sam Putin.

Śmiertelny bieg w JekaterynburguRosjanie zorganizowali morderczy bieg. To było piekło. "Skończeni idioci"

- Nie musimy na tym zarabiać. Teraz, gdy rosyjscy sportowcy nie mają międzynarodowych zawodów, wspieramy ich, zapewniając czas antenowy. W wielu sportach - nurkowaniu, pływaniu, lekkoatletyce - osiągamy niesamowite rezultaty. Byłoby błędem pozbawienie publiczności możliwości oglądania naszych najsilniejszych sportowców - mówi w rozmowie z dziennikiem "Wiedomosti" Wasilij Konow, zastępca producenta generalnego Match TV, która transmitowała spartakiadę.

Kibiców zabrakło nie tylko przed TV

W ostatnich tygodniach spartakiada - która jak wyraźnie podkreślali organizatorzy: była imprezą w 39 letnich dyscyplinach, które pojawią się w 2024 roku na igrzyskach w Paryżu - odbywała się nie tylko w Moskwie, ale też w innych miastach - m.in. w Petersburgu, Tule, Czelabińsku, Nowosybirsku czy Rostowie nad Donem. Kreml chwalił się nie tylko ogólnokrajową skalą zawodów, ale też zapowiadał wysokie nagrody pieniężne. Obiecywał, że będą wynosić tyle samo, ile płatności za medale w mistrzostwach świata. Np. w siatkówce, czyli imprezie, która odbywa się właśnie w Polsce i Słowenii, choć pierwotnie miała odbyć się właśnie w Rosji.

400 tysięcy rubli za pierwsze miejsce, 300 tysięcy za drugie, 150 tysięcy za trzecie. Faktycznie te pieniądze na spartakiadę przyciągnęły najlepszych rosyjskich sportowców, bo w imprezie udział wzięło wielu medalistów olimpijskich. Tylko że magia ich nazwisk wcale nie podziałała na kibiców. I to nie tylko tych przed telewizorami, ale też na sportowych arenach, bo one również świeciły pustkami. Mimo że wejściówki na spartakiadę były darmowe.

Oczekiwania znacząco przerosły rzeczywistość

Spartakiada to w Rosji nic nowego. Te odbywały się regularnie m.in. w okresie międzywojennym. A nawet podpiąć pod to można zawody Przyjaźń-84, które były alternatywą dla igrzysk olimpijskich w Los Angeles w 1984 roku, kiedy Związek Radziecki, a wraz z nim większość państw socjalistycznych zbojkotowały imprezę. Oficjalnie powodem rezygnacji z igrzysk państw zza żelaznej kurtyny była... obawa przed smogiem oraz brak bezpieczeństwa i odpowiedniego zaplecza sportowego. Faktycznie to były jednak retorsje za bojkot poprzednich igrzysk w Moskwie przez Stany Zjednoczone i część państw zachodnich.

Wiktor Petrenko na pokazie w Soczi"Zdrajca, kreatura, bydlak". Wstydzi go się cała Ukraina. Zełenski reaguje

W kwietniu Rosjanie - po ogłoszeniu planów wskrzeszenia spartakiady - odgrażali się, że w imprezie udział wezmą także sportowcy z zagranicy - choćby z krajów BRICS, czyli z Brazylii, Indii czy Chin - ale ostatecznie nic takiego nie miało miejsca. Ich oczekiwania znacząco przerosły rzeczywistość. Ale teraz tłumaczą się pokrętnie, że spartakiada tak naprawdę miała spełnić funkcję społeczną. I że właśnie taką spełniła. A w planach są kolejne.

- Po raz kolejny pokazaliśmy, że bez względu na to, jak dużą presję wywierają na rosyjski sport i nasz kraj, nie można nas złamać. Jesteśmy silni i sobie poradzimy. Już ta spartakiada pokazała nasz potencjał i dała możliwości rozwoju. Kolejna odbędzie się zimą za dwa lata i latem za cztery - zapowiedział Matycin.

Więcej o: