"Zdrajca, kreatura, bydlak". Wstydzi go się cała Ukraina. Zełenski reaguje

Bartłomiej Kubiak
"Zdrajca ojczyzny, obrzydliwy człowiek, zwykła kreatura" - takimi epitetami Ukraińcy określają Wiktora Petrenkę, złotego medalistę olimpijskiego w łyżwiarstwie figurowym z zimowych igrzysk w Albertville w 1992 roku, który miesiąc temu wziął udział w zorganizowanej w rosyjskim Soczi rewii lodowej "Czerwony Kwiat".

Gdy w lutym Rosja rozpoczęła inwazję na Ukrainę, Wiktor Petrenko umieścił na Instagramie wiadomość: "Stop wojnie". Kilka dni później jego córka opowiadała, że ojciec utknął w Kijowie. Tam krył się przed spadającymi bombami. Zaraz po tym, jak wrócił z Odessy, czyli ze swojego rodzinnego miasta, gdzie świętował 30-lecie zdobycia złotego medalu na igrzyskach w Albertville. To było wielkie wydarzenie. Nie tylko dlatego, że Petrenko jest pierwszym zimowym olimpijczykiem, który zdobył złoto dla Ukrainy po upadku Związku Radzieckiego, ale też dlatego, że na co dzień mieszka w Stanach Zjednoczonych - na przedmieściach New Jersey - w ostatnich latach rzadko odwiedzał ojczyznę.

Zobacz wideo Lewandowski czy Messi? Pytamy kibiców w Barcelonie. Miażdżąca różnica

Śmiertelny bieg w JekaterynburguRosjanie zorganizowali morderczy bieg. To było piekło. "Skończeni idioci"

- W Albertville wystąpiliśmy jeszcze jako Wspólnota Niepodległych Państw. Oficjalnie nie mieliśmy flagi Ukrainy, nie usłyszeliśmy hymnu, ale mieliśmy stroje, odznaki i inne akcesoria w naszych barwach. Najważniejsze jednak dla nas było to, że wszyscy czuliśmy, że reprezentujemy Ukrainę, a nie ZSRR. Byliśmy zjednoczeni - opowiadał Petrenko na początku roku w rozmowie z ukraińskimi mediami.

Jeszcze wtedy utożsamiał się z Ukrainą, ale dziś jego kraj, który od blisko pół roku mierzy się z bestialską napaścią Rosjan, nie utożsamia się już z Petrenką. Chce wymazać z historii swojego mistrza olimpijskiego. Albo inaczej: ten mistrz właśnie wymazał się sam. Miesiąc temu, kiedy wziął udział w zorganizowanej w rosyjskim Soczi rewii lodowej pod tytułem "Czerwony Kwiat". Reżyserką spektaklu była Tatjana Nawka, była łyżwiarka i złota medalistka olimpijska z Turynu, dziś żona rzecznika prasowego Kremla Dimitrija Pieskowa.

Ukraińcy nie mają wątpliwości: Petrenko jest zdrajcą ojczyzny

"To nie wstyd. To zdrada ojczyzny. Tak, zdrada ojczyzny. Szkoda, że wśród nas są tacy Ukraińcy. Mam nadzieję, że nie zostanie to ukryte przed opinią publiczną. I wszyscy będą wiedzieć, że Wiktor Petrenko, Ukrainiec z Odessy, jest zdrajcą ojczyzny, obrzydliwym człowiekiem" - napisał na Instagramie Maksym Nikitin, ukraiński łyżwiarz figurowy startujący w parach tanecznych.

Ten wpis pojawił się 10 lipca, a więc dzień po występie Petrenki w Soczi. Reakcja była natychmiastowa, bo tego samego dnia oświadczenie wydał Narodowy Komitet Olimpijski Ukrainy, który też potępił swojego mistrza olimpijskiego. "To haniebne, że bierze on udział w pokazach lodowych na terytorium kraju agresora, który toczy z nami brutalną wojnę. Ten czyn jest nie do przyjęcia dla całej olimpijskiej społeczności Ukrainy" - napisano w oświadczeniu.

"Petrenko sprzedał się Rosji za trzy ruble"

Nazwisko Petrenki zostało błyskawicznie usunięte z oficjalnej strony Ukraińskiej Federacji Łyżwiarstwa Figurowego (UFFK), gdzie pełnił on funkcję wiceprezesa. - Zwykła kreatura i bydlak. Sprzedał się Rosji za trzy ruble. Stał się przeszłością, którą należy wyrzucić do kosza. Naszą przyszłością są utalentowani młodzi sportowcy, którzy robią wszystko, co możliwe, by wesprzeć Ukrainę, a nie tacy ludzie jak Petrenko - mówił skeletonista Wladzislaw Geraskiewicz.

Inni ukraińscy sportowcy też nie zostawili suchej nitki na Petrence. Ich reakcje można jednak zrozumieć, bo zawód był duży. Tym większy, że dwa tygodnie wcześniej Petrenko otrzymał od Wołodymyra Zełenskiego comiesięczne i dożywotnie stypendium olimpijskie. Tylko że to już nieaktualne, bo w poniedziałek biuro prezydenta Ukrainy poinformowało, że Petrenko stracił stypendium. Ponadto przestał uczestniczyć w procesie edukacyjno-szkoleniowym, gdzie odpowiadał m.in. za przygotowanie młodych łyżwiarzy do igrzysk olimpijskich oraz działał jako propagator kultury fizycznej i sportu.

Eteri TutberidzeDuma Rosji upada. "Caryca" jest wściekła. Minister też. "Dzisiaj jest nikim"

Tarasowa nie mogła tego przeoczyć. "Zero szacunku"

Petrenko stracił twarz w Ukrainie, ale nie w Rosji. Tam momentalnie podchwytują takie historie. Przekonaliśmy się o tym choćby na przykładzie Macieja Rybusa, który też - jako jedyny polski piłkarz - postanowił kontynuować swoją karierę w kraju agresora.

- Wiktor robi to, co uważa za stosowne. Uważam, że wszyscy sportowcy na całym świecie powinni mieć możliwość pracować tam, gdzie chcą zachwycać publiczność swoją obecnością i talentem. Decyzja Ukraińców oczywiście jest absurdalna, ale niech robią, co chcą. Medalu olimpijskiego przecież nie zabiorą - mówi Nawka, żona Pieskowa i reżyserka spektaklu "Czerwony Kwiat", na którą w marcu Departament Skarbu Stanów Zjednoczonych też nałożył sankcje.

Od komentarza oczywiście nie powstrzymała się również Tatjana Tarasowa, trenerka łyżwiarstwa figurowego, która ostatnio zabiera głos w każdej sprawie, gdzie tylko można skrytykować Zachód i poprzeć rosyjskich sportowców. W poniedziałek nie tylko po raz kolejny pochwaliła Petrenkę, ale też potępiła Zełenskiego. - Jak osoba, która nigdy nie była związana ze sportem, może pozbawić mistrzów zasłużonych pieniędzy? Ten Zełenski to jest najgłupszy człowiek, jakiego znam. Zero szacunku dla mistrzów. Ale dobrze: Petrenko nigdy już do nich nie wróci - wypaliła Tarasowa w RBK TV.

Petrenko nie jest jedyny. "Zhańbili listę osób odznaczonych"

Rosjanom w to graj. Im więcej zagranicznych sportowców, którzy popierają albo chociaż nie krytykują ich za wojnę w Ukrainie, tym lepiej. Petrenko zalicza się do tych ludzi. Zaraz po tym, jak wypłynęły do mediów informacje o jego występie na pokazie w Soczi, ustawił konto na Instagramie jako prywatne. I nadal milczy. W poniedziałek próbowali skontaktować się z nim dziennikarze "New York Timesa", ale nie odpowiedział na ich prośbę. Jego córka Victoria, która mieszka w Nowym Jorku, odpisała jedynie, że ojciec jest w pracy i nie może rozmawiać.

Anastazja Makarowa, sekretarz generalna Ukraińskiej Federacji Łyżwiarstwa Figurowego, powiedziała nowojorskiej gazecie, że Petrenko już 21 czerwca - czyli zanim jeszcze pojawił się w Soczi - poinformował ich, że chce opuścić szeregi federacji. Tłumaczył to tym, że i tak spędza większość czasu poza Ukrainą, trenując i jeżdżąc na pokazowych rewiach w całej Europie. - Niestety nie wiem, dlaczego wystąpił akurat w Rosji - przyznała Makarowa.

Petrenko niestety nie jest jedyny. Prezydent Litwy Gitanas Nauseda w środę skreślił z listy osób odznaczonych Orderem Wielkiego Księcia Litewskiego Giedymina znaną litewską parę łyżwiarzy figurowych Margaritę Drobiazko i Povilasa Vanagasa, którzy także wzięli udział w pokazie Nawki. "Zhańbili listę osób odznaczonych. Ich zasługi dla państwa litewskiego, za które zostali uhonorowani w 2000 roku, zostały wymazane przez cyniczny akt udziału w komercyjnej imprezie w Soczi. W czasie, gdy w ukraińskiej wojnie przelewa się niewinna krew" - napisał Nauseda na Facebooku, gdzie zapowiedział także zmiany w prawie. Te mają sprawić, że Drobiazko - żona Vanagasa, która z pochodzenia jest Rosjanką - straci litewskie obywatelstwo, które zostało jej przyznane w drodze wyjątku w 1993 roku.

Więcej o: