Rosjanie chcą wykorzystać badania Polaków. Koronny dowód ws. Walijewej. Niemcy potwierdzają

Dominik Senkowski
Rosjanie bronią 15-letniej Kamiły Walijewej oskarżonej o stosowanie dopingu. W tym celu powołali się m.in. na badania polskich sportowców. Ujawniono także szczegóły pozytywnego wyniku Walijewej. - Potwierdzają linię obrony prawników 15-latki - twierdzą niemieckie media.

Trybunał Arbitrażowy ds Sportu w Lozannie (CAS) opublikował uzasadnienie orzeczenia w sprawie Kamiły Walijewej. Zgodnie z 41-stronicowym dokumentem, stężenie zakazanej substancji trimetazydyny wykrytej u rosyjskiej łyżwiarki figurowej wynosiło 2,1 ng/ml. - To niska wartość, co potwierdza linię obrony prawników Walijewej, którzy tłumaczyli, że zakazana substancja znalazła się w organizmie 15-latki po tym, jak „piła z jednej szklanki z dziadkiem" - czytamy na portalu sportschau.de.

Zobacz wideo Czysta perfekcja. Tak Stoch nagle odmienił swoje skoki

Zeznania matki, leki w aucie dziadka

Z upublicznionych stenogramów wynika, że matka łyżwiarki zeznała przed CAS, iż córka regularnie spotyka się z dziadkiem, przed i po treningach. Odwiedzała go także przed grudniowymi mistrzostwami Rosji, podczas których uzyskała pozytywny wynik testu antydopingowego.

Obrońcy łyżwiarki posługiwali się na rozprawie zdjęciami, które ich zdaniem przedstawiają opakowanie leku "TRIMETAZIDINE MV" w samochodzie dziadka Walijewej. Jedna tabletka lekarstwa zawiera 35 mg substancji czynnej.

Prawnicy przedstawili również opinię eksperta medycznego Andrieja Szolinskiego. Stwierdził, że trimetazydyna jest dostępna na receptę, podawanie jej dzieciom jest zabronione i może powodować skutki uboczne, takie jak zawroty głowy i zaburzenia równowagi. To zaś miałoby działać przeciwskutecznie w przygotowaniach do rywalizacji na igrzyskach.

Opinie ekspertów

Inny ekspert ds. dopingu dr Eduard Besuglow odniósł się na rozprawie przed Trybunałem Arbitrażowym do badania stosowania trimetazydyny wśród polskich sportowców, jakie przeprowadzili polscy naukowcy. Zdaniem Besuglowa, z badań naszych sportowców wynika, że przyjęcie jednej tabletki trimetazydyny (35 mg) w teście antydopingowym przeprowadzonym następnego dnia prowadzi do wartości od 1000 do 9000 ng/ml. Stężenie 2,1 ng/ml, jak w przypadku Walijewej, przemawiałoby w jego opinii za jednorazową dawką na około pięć do siedmiu dni przed pobraniem próbki.

Swoją drogą, w polskim środowisku antydopingowym trimetazydyna bywa nazywa "polskim meldonium" [meldonium to popularna substancja dopingująca, stosowała ją m.in. Maria Szarapowa - przyp. red.]. Dlaczego? Raz, że jak powiedział Sport.pl dr Andrzej Pokrywka, ekspert od dopingu, „Polska przyczyniła się do tego, że trimetazydyna znalazła się na liście substancji zabronionych przez Światową Agencję Antydopingową". Dwa, że pierwszy przypadek wyroku skazującego w Polsce za podanie dopingu dotyczył trenera, który podał kilka lat temu biegaczce narciarskiej Marceli Marcisz właśnie trimetazydynę

Wracając do Walijewej, jej prawnicy przyznali, że 15-latka złoży wniosek o zbadanie próbki B - m.in. dlatego, że podczas analizy mógł wystąpić błąd techniczny popełniony przez laboratorium antydopingowe w Sztokholmie.

Ekspert ds dopingu Mario Thevis z laboratorium w Kolonii zasugerował w rozmowie z telewizją ARD przeprowadzenie analizy włosów młodej Rosjanki. - Dzięki takiej analizie można bardzo dobrze rozróżnić, czy była to kwestia wielokrotnego przyjmowania trimetazydyny w większych ilościach, czy przypadkowej jednorazowej dawki. Produkty rozkładu tej substancji przez długi czas pozostają we włosach - twierdzi Thevis.

Walijewa przeszła kontrolę antydopingową 25 grudnia podczas mistrzostw Rosji. Zgodnie z orzeczeniem CAS, cztery dni później jej próbka dotarła do laboratorium w Sztokholmie. O pozytywnym wyniku powiadomiono jednak dopiero 8 lutego, już w tracie igrzysk olimpijskich w Pekinie, a także po konkursie drużynowym, w którym 15-latka wraz z kolegami z reprezentacji Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego sięgnęli po złoto.

Prime MMADwóch na jednego nie dali rady. Padali jak muchy, zwijali się z bólu. "Nie wiedzieli, na co się pisali"

Co dalej?

Międzynarodowa Agencja Antydopingowa (WADA) twierdzi, że winną zamieszania jest Rosyjska Agencja Antydopingowa (RUSADA), która powinna zaznaczyć, oddając próbkę Walijewej do laboratorium, że zbadanie jej wyniku, jako zawodniczki udającej się na igrzyska, ma priorytetowy charakter. Rosjanie tego nie zrobili. Niemieckie media twierdzą, że badanie próbki łyżwiarki mogło trwać tak długo także z powodu licznych przypadków koronawirusa wśród pracowników laboratorium w Sztokholmie.

CAS mimo apelacji Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOI), WADA oraz Międzynarodowej Unii Łyżwiarskiej dopuścił Walijewą do olimpijskiego konkursu solistek. 15-latka prowadziła po programie krótkim, ale ostatecznie zajęła czwarte miejsce, popełniając sporo błędów w programie dowolnym.

Żenujący występ Legii. Remisuje z ostatnią drużyną w tabeli i kończy mecz w dziesiątkęŻenujący występ Legii. Remisuje z ostatnią drużyną w tabeli i kończy mecz w dziesiątkę

W niedzielę kończą się igrzyska w Pekinie, ale to nie koniec sprawy Kamiły Walijewej. Trybunał w Lozannie zajmie się w najbliższych tygodniach kwestią legalności jej występu w stolicy Chin i czy wraz z kolegami z rosyjskiej drużyny łyżwiarskiej powinna otrzymać złoty medal olimpijski. Ceremonia medalowa po rywalizacji drużynowej została bowiem odwołana do czasu wyjaśnienia afery dopingowej 15-latki.

Więcej o: