Tajner pogodził Marcisz i Skinder. Jest wynik i chyba jest przyszłość!

Łukasz Jachimiak
Izabela Marcisz rocznik 2000 i Monika Skinder rocznik 2001 zajęły wspólnie dziewiąte miejsce na igrzyskach olimpijskich w Pekinie. A na pewno nie pobiegłyby razem w drużynowym sprincie, gdyby nie zainterweniował Apoloniusz Tajner. Wygląda na to, że jest przyszłość dla polskich biegów narciarskich.

Trzy lata temu Justyna Kowalczyk stanęła przed grupką polskich dziennikarzy w Seefeld i powiedziała tak: "Stres u Moni był bardzo duży. Jestem dumna z tej dziewczynki. Ma 17 lat, nie pękła, przed nią duża przyszłość".

Zobacz wideo W skokach narciarskich są równi i równiejsi!

36-letnia wtedy trener Justyna pobiegła ze swoją zdolną juniorką sprint drużynowy na mistrzostwach świata. Wielka mistrzyni i nastolatka marząca o podobnej karierze awansowały do finału i skończyły rywalizację na 10. miejscu. - Jakbym się dobrze uwijała w życiu, to z córką bym mogła wystartować - komentowała Kowalczyk.

Sensacja w Pekinie! Niemki mistrzyniami, dobry występ PolekSensacja w Pekinie! Niemki mistrzyniami, dobry występ Polek

Wialbe żartowała, ale Kowalczyk stawiała sprawę jasno

Trzy lata temu w Seefeld wszyscy byliśmy pod wrażeniem tego, jak Kowalczyk wprowadza Skinder w świat wielkiego biegania. Ale chociaż Justyna odbierała zasłużone słowa uznania, to wszyscy wiedzieliśmy, że to już koniec i że Skinder będzie potrzebowała innej partnerki na lata.

- Kiedy mijała mnie Jelena Wialbe [legenda biegów, a teraz ich szefowa w Rosji], to zapytała: „Justyna, ty nawet jak będziesz miała 80 lat, to też wystartujesz i będziesz dziewczyny prała?". Jestem może nie superfantastycznie szczęśliwa, ale szczęśliwa. Nie można być trenerem, logistykiem, zawodnikiem, wszystkim naraz. Ja już nie jestem zawodniczką, nie nazywajcie mnie już tak - mówiła sama Kowalczyk.

Jedna multimedalistka z kadrą, druga z Justyną i trenerem Wierietielnym

Dziś pięciokrotnej medalistki olimpijskiej w biegach narciarskich nie ma już nawet w Polskim Związku Narciarskim. Od kilku miesięcy Kowalczyk zajmuje dyrektorskie stanowisko w Polskim Związku Biathlonu. Jednak z biegami nadal ma dużo wspólnego. A najwięcej chyba za sprawą Izabeli Marcisz. Skinder to dziewczyna z rocznika 2001, mistrzyni i wicemistrzyni świata w sprincie. A Marcisz to rocznik 2000, wicemistrzyni świata w sprincie, wicemistrzyni na 15 km oraz brązowa medalistka na 5 km a do tego jeszcze mistrzyni świata młodzieżowców na 10 km.

Marcisz to talent może jeszcze większy i bardziej wszechstronny niż Skinder. Na pewno obie są przyszłością polskich biegów narciarskich. I chociaż Marcisz de facto odłączyła się od kadry i trenuje pod okiem Kowalczyk oraz Aleksandra Wierietielnego, to bardzo ważne jest, by obie potrafiły pracować razem.

Tajner: "Nie było żadnego nakazywania". Ale Marcisz nie stanęła z koleżankami

Kilka dni temu w Pekinie rywalizowały sztafety. I po nich Marcisz nie przyszła razem z koleżankami do strefy wywiadów. Skinder, Kaleta i Kukuczka w tych wywiadach podkreślały, że one we trzy są jednym zespołem. I że to jest ich stanowisko. Widać, że atmosfera w ekipie naszych biegaczek nie jest najlepsza.

Marcisz najpewniej była wtedy zła na cały świat. Sztafeta biegła dzień po tym, jak długą rozmowę w wiosce olimpijskiej przeprowadził z nią Apoloniusz Tajner. - Rozmawialiśmy przez 40 minut. Przeanalizowaliśmy wszystko, rozważyliśmy wszystkie argumenty i Iza pobiegnie z Moniką - informował prezes Polskiego Związku Narciarskiego w rozmowie ze Sport.pl.

Wymowny i bardzo potrzebny gest w kadrze biegaczek po awansie do finału ZIOWymowny i bardzo potrzebny gest w kadrze biegaczek po awansie do finału ZIO

- Udało mi się ją przekonać. Nie było żadnego nakazywania, rozkazywania - dodawał Tajner.

Marcisz zamiast startować ze Skinder w sprincie, chciała oszczędzać siły na kończący igrzyska maraton, czyli bieg na 30 km. Jednak prezes przekonywał młodą biegaczkę, że nie zaszkodzi jej przejście całego olimpijskiego programu. Tak naprawdę on sprawił, że ogromnej dawce biegania w Pekinie Marcisz niemal prosto z Chin poleci do Norwegii na MŚ do lat 23.

- Namawiałem Izę mocno, żeby przystąpiła do sprintu drużynowego i przekonywałem, że przerwy na odpoczynek naprawdę są odpowiednio długie. Wskazywałem, że w sprincie jest szansa na naprawdę dobry wynik. I że najlepsze zawodniczki, jak np. Therese Johaug, biegają w takim trybie - co cztery dni. Ja jako trener uważam, że start w sprincie drużynowym będzie też dla Izy dobrym przetarciem przed biegiem na 30 km, na który się mocno nastawia - mówił Tajner w rozmowie ze Sport.pl.

Natalia Maliszewska po upadku w ćwierćfinale biegu na 1000 metrów kobiet.Maliszewska kończy IO. "Zamiatanie pewnych emocji pod dywan jest jedynym rozwiązaniem"

Kowalczyk mówi, że nawet ona nie biegała aż tyle. Ale to nie krytyka

Kowalczyk przy okazji komentowania biegów na antenie Eurosportu podkreślała, że nawet ona nie biegała na igrzyskach tak dużo, jak robi to Marcisz w swoim olimpijskim debiucie. Ale była mistrzyni nie krytykuje takiego rozwiązania. Kowalczyk podkreśla, że w ten sposób jej podopieczna zbierze mnóstwo cennych doświadczeń.

A przy okazji Marcisz zbiera też naprawdę dobre wyniki. W biegu łączonym była 16., na 10 km klasykiem zajęła 29. miejsce, teraz razem ze Skinder jest dziewiąta.

Nie ma ósemki, ale i tak może być stypendium

A to dziewiąte miejsce może nawet dać jej i Skinder ministerialne stypendium. Zwykle jest ono przyznawane za miejsca w pierwszej ósemce imprez mistrzowskich. Ale możliwe są wyjątki.

- Jeśli dziewczyny pobiegną naprawdę dobrze, to mogą sobie wywalczyć stypendium. Zwłaszcza że premier Gliński wprowadził rozporządzenie, dzięki któremu stypendium można nadać też komuś, kto nie miał miejsca w ósemce, ale spisał się bardzo dobrze i warto go docenić. Bardzo się cieszę, że minister Gliński podjął taką decyzję. I że wcześniej rozpytywał w naszym środowisku, jakie są potrzeby. Dziewczyny mają o co walczyć - podkreślał Tajner. Wychodzi na to, że miał rację.

Więcej o: