Dziennikarz TVP "ma dość chińskiego burdelu". Przyjechała policja. "Co za absurd"

Michał Chmielewski, dziennikarz TVP, udostępnił nagranie z Pekinu, gdzie po raz kolejny można zobaczyć, jak wielki bałagan panuje podczas igrzysk. - Od teraz oficjalnie mam dość tego chińskiego burdelu - dodał w opisie nagranie. Na miejscu pojawiła się nawet policja.

Igrzyska olimpijskie w Pekinie z pewnością nie zasłyną z najlepszej organizacji. Zawodnicy od początku narzekali na jedzenie, a szczególnie w przypadku zawodników, którzy trafiali na izolację. Najgłośniej narzekała rosyjska biathlonistka Walerija Wasniecowa, publikując wymowne zdjęcia na Instagramie. Wiele problemów dotyczy także komunikacji z wolontariuszami czy transportu między arenami igrzysk.

Zobacz wideo W skokach narciarskich są równi i równiejsi!

Dziennikarz TVP: Mam dość tego chińskiego burdelu

I jak się okazuje, problemów z transportem jest z każdym dniem coraz więcej. Michał Chmielewski, dziennikarz TVP, w ostrych słowach opisał zamieszanie podczas kolejnego dnia igrzysk. - Przez spóźniony autobus, jak zwykle zresztą, zorganizowany przez komitet organizacyjny igrzysk w Pekinie ta cała grupa ludzi, włącznie z attache, z opiekunami reprezentacji m.in. Finlandii i innych reprezentacji czeka w tym pomieszczeniu, bez wody, dwie godziny na kolejny pociąg, ponieważ ta pani postanowiła nie wpuszczać nas na pociąg na pięć minut przed odjazdem, ponieważ bramki są zamknięte. Igrzyska olimpijskie w Pekinie w pigułce. Dzień dobry, kochamy to miejsce, co za absurd - powiedział w opublikowanym przez siebie nagraniu.

- Od teraz oficjalnie mam dość tego chińskiego burdelu. Scenka rodzajowa z PKP Pekin Śródmieście. Ręce opadają, ale jak tak dalej pójdzie, to nas tu zakują w kajdanki. Policję już wezwano, dla przykładu - dodał w opisie do nagrania na Twitterze.

I niewiele wskazuje, by coś się miało zmienić w kwestii organizacji igrzysk w Pekinie. Każdy dzień odsłania nowe niedoskonałości. Wystarczy wspomnieć o kwestiach związanych z koronawirusem i testowaniem - chaos z tym związany przeżyła Natalia Maliszewska, która z powodu bałaganu dzień przed startem na 500 metrów myślała, że wystartuje na swoim koronnym dystansie. Gdy była już na lodzie, dowiedziała się, że jednak nie wystartuje.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.