Emocje w końcu wzięły górę. Polka rozpłakała się przed kamerą. "Jestem wdzięczna"

Magdalena Czyszczoń zanotowała niezły występ w wyścigu na 5000 metrów. Polka po wszystkim udzieliła wywiadu TVP Sport. Nie wytrzymała emocji i rozpłakała się. - Byłam tym wszystkim wzruszona. Nie spodziewałam się, że taki będzie obrót sytuacji. Jestem za to bardzo wdzięczna - mówiła łamanym głosem.

Jeszcze przed rozpoczęciem igrzysk olimpijskich w Pekinie Magdalena Czyszczoń otrzymała pozytywny wynik testu na koronawirusa. Jej występ w imprezie stał pod znakiem zapytania. Przez tydzień pozostawała w izolacji, aż w końcu została dopuszczona do zawodów. Wzięła udział w wyścigu na 1500 metrów, ale zajęła dopiero 30. miejsce.

Zobacz wideo Stracona szansa na medal. "Wydaje się, że misja Kruczka powoli dobiega końca"

Natalia Maliszewska podczas wyścigu eliminacyjnego na 1000 m."Kortyzol wywalony ponad skalę". Wynik Maliszewskiej robi jeszcze większe wrażenie

Czyszczoń popłakała się przed kamerą. "Cieszę się, że tutaj stoję"

W biegu na 5000 m, do którego została dopuszczona w ostatniej chwili, zajęła 12. miejsce. – Byłam tym wszystkim wzruszona. Nie spodziewałam się, że taki będzie obrót sytuacji. Jestem za to bardzo wdzięczna. Jest mi trochę smutno, że mój debiut musiał się odbyć w takich okolicznościach. Gdybym stała te 10 dni wcześniej na lodzie, to myślę, że lepiej bym dzisiaj przejechała - powiedziała Czyszczoń w rozmowie z TVP Sport.

Potem polska łyżwiarka zaczęła dziękować wszystkim, którzy pomogli jej wystąpić na igrzyskach. – Jestem wdzięczna rodzicom, wszystkim byłym trenerom, mojej zakopiańskiej szkole, katowickiemu AWF, wszystkim ludziom, którzy przyczynili się do tego, żebym mogła spełnić swoje marzenia – mówiła łamiącym się głosem i w końcu nie wytrzymała emocji i rozpłakała się ze wzruszenia.

- Dzisiaj nawet byłam na mszy z księdzem Edziem [ksiądz Edward Pleń, kapelan olimpijczyków – red.]. Złożyłam swój medalik u Matki Boskiej Licheńskiej. Powiedział, że to jest cenniejszy medalik niż medal olimpijski. A ja tej Matce Boskiej zawdzięczam swoje życie. Cieszę się, że dzisiaj tutaj stoję. Dałam z siebie 100 procent na całą sytuację, która mnie spotkała. Mam nadzieję, że jeszcze się z tego podniosę i będzie lepiej – mówiła Czyszczoń ze łzami w oczach.

Paweł Wąsek (po prawej) i Stefan Hula (po lewej)Stefan Hula stracił miejsce w drużynie. Nie owija w bawełnę

Występ na 5000 metrów Czyszczoń zadedykowała swojej rodzinie. Na swojej maseczce miała napisane "mama tata", a obok narysowane serca. - Przejechałam to dla nich. Mieli ze mną ciężko przez ostatnie cztery lata, jeśli nie przez 26. To nie są ostatnie dwa lata, tylko dwadzieścia lat stania na łyżwach – powiedziała.

Więcej o: