Marcisz znów wypaliła po biegu. To tliło się od lat, a teraz to już otwarty konflikt. Rozłam po igrzyskach

Mateusz Król
Izabela Marcisz, najlepsza polska biegaczka narciarska, nie chce startować w sprincie drużynowym podczas igrzysk w Pekinie. Razem z Moniką Skinder miałyby szansę powalczyć o dobry wynik, ale walczyć nie chcą, bo są ze sobą skonfliktowane. Mediacji podejmie się prezes PZN Apoloniusz Tajner, ale jedno jest pewne - po igrzyskach kadrę biegaczek czeka rozłam.

W czwartek debiutująca na igrzyskach Izabela Marcisz osiągnęła kolejny dobry wynik w Pekinie - zajęła 29. miejsce w biegu indywidualnym na 10 kilometrów. A potem zaskoczyła decyzją odnośnie dalszych startów.

Zobacz wideo 50 lat od skoku po złoto. Fortuna: Po sprzedaży medalu odniosłem kolejny sukces

Izabela Marcisz nie chce startować w team sprincie. W tle konflikt między kadrowiczkami

W rozmowie dla TVP Sport zapowiedziała, że nie zamierza wystartować w sprincie drużynowym, w którym Polki miały nadzieję na dobry wynik właśnie w przypadku biegu prowadzonego przez Marcisz. - Mam tu dużo startów, inne dziewczyny mniej. Na pewno one będą chętne do takiego występu - powiedziała zawodniczka cytowana przez Michała Chmielewskiego z TVP.

Daniel Andre Tande322 dni temu był reanimowany, teraz jest faworytem igrzysk. Wstrząsająca historia

Zaskoczona taką decyzją była Monika Skinder, która do tej pory zawsze biegała właśnie z Marcisz. - W sumie jest mi trochę przykro, że nie chce wystąpić. Nie rozumiem tej decyzji. Myślę, że to byłaby jedna z naszych największych szans. Szczególnie, że jest klasykiem - przyznała Skinder w TVP Sport. - W tym momencie nie wiem, co mam powiedzieć. Mnie nie czeka z nią rozmowa, ale trenera na pewno tak - dodała mistrzyni świata juniorów w sprincie z 2021 roku. 

Jak słyszymy, między biegaczkami - delikatnie mówiąc - nie ma najlepszych relacji. Konflikt na polu prywatnym trwa podobno od lat, a zaognić miała go także ostra rywalizacja zawodniczek podczas mistrzostw świata juniorów w 2020 roku. Na trasie sprintu doszło do kontaktu między Marcisz, a Skinder. Tę drugą wyhamowało, a pierwsza zdobyła srebrny medal.

- Myślę, że Monika nie może być zaskoczona taką decyzją. Mi nie wypada o tym mówić, bo jestem w siostrzanej relacji z Izą i to powinno zostać wewnątrz grupy. Wydaje mi się jednak, że jak Monika posłucha moich słów, to zrozumie, że nie powinna być zaskoczona - wyznała w studiu TVP Ewelina Marcisz, była biegaczka.

Kadrę biegaczek trzeba zorganizować od nowa. Trudne zadanie przed PZN

Trener kadry Martin Bajcicak zapowiedział, że będzie jeszcze rozmawiał z Marcisz. - Nie będę składał broni w sprawie biegu Izy w drużynie. Porozmawiam jeszcze z nią oraz z prezesem Tajnerem. To tu mamy największe szanse na wynik, a ona jest najmocniejsza - mówił Michałowi Chmielewskiemu. Nam udało się dowiedzieć, że związek też nie zamierza odpuścić. - Prezes ma się spotkać z Izą. Nie wyobraża sobie, żeby nie startowała - mówi Sport.pl Jan Winkiel, sekretarz generalny polskiego narciarstwa.

W PZN zdają sobie sprawę, że problem jest poważny i grupę biegaczek trzeba będzie poukładać na nowo. Szczególnie po tym, jak Marcisz otwarcie powiedziała na igrzyskach, że jej trenerami są Justyna Kowalczyk-Tekieli i Aleksander Wierietielny. Bajcicak jest przez nią pomijany. Sytuacja jest o tyle zagmatwana, że w poprzednim sezonie Kowalczyk była asystentką Bajcicaka, a Marcisz nie miała do niej takiego zaufania, jak obecnie. Z drugiej strony - atmosfera w kadrze była wówczas kiepska i właściwie nie wiadomo było, kto tak naprawdę nią dowodzi.

- Na pewno były takie sytuacje, że częściowo kierowała Justyna, a częściowo Bajcicak. Z pewnością nie było to dobre rozwiązanie i nie służyło to temu, aby był spokój w grupie. Zwłaszcza że są to młode dziewczyny, które też kierują się emocjami - mówił przed rokiem w rozmowie ze sportsinwinter.pl Apoloniusz Tajner, prezes PZN.

Nie ma mowy o finansowaniu odrębnego sztabu dla Marcisz

Mimo tych konfliktów i niedomówień wydawało się, że przyszłość kadry biegaczek zapowiada się obiecująco. Teraz wiadomo tylko, że w najbliższej przyszłości potrzebne będą decyzje, być może bolesne. Wiele wskazuje na to, że Marcisz będzie chciała trenować w odrębnym zespole, najpewniej pod okiem Kowalczyk. Ale, jak udało się nam ustalić, z PZN nie dostanie na to pieniędzy. Działaczy nie przekonuje porównywanie tych planów do sytuacji sprzed lat, gdy Kowalczyk miała swoją własną ekipę. Dwukrotna mistrzyni olimpijska dostała zielone światło na takie funkcjonowanie, dopiero gdy zaczęła osiągać sukcesy. Marcisz do porównywalnych wyników czeka jeszcze długa droga.

Chiny kupiły sobie zagranicznych zawodników i cenzurują internet. Chiny kupiły sobie zagranicznych zawodników i cenzurują internet. "Hańba"

Dlatego kto wie, być może kolejnym krokiem Marcisz będzie dołączenie się do innej reprezentacji. To ostatnio modny kierunek wśród biegaczy narciarskich na świecie. Do Rosjan przed rokiem dołączyli m.in. Federico Pellegrino z Włoch i Teresa Stadlober z Austrii. Oboje mają już medale w Pekinie. Marcisz też ma już za sobą wspólny obóz z rosyjską ekipą. Być może zdecyduje się na to w szerszym wymiarze. 

Na razie to wszystko jednak tylko przypuszczenia. Po sezonie dojdzie do rozmów i wtedy będzie wiadomo, jaka przyszłość czeka grupę polskich biegaczek. Na razie trwają igrzyska i rozmowy, które mają przekonać Marcisz do startu w sprincie drużynowym. Przed wyjazdem do Pekinu biegaczki miały zobowiązać się, że ostateczna decyzja w sprawie składów na poszczególne starty podejmuje trener główny. Marcisz się teraz wyłamała, ale może uda się ją jeszcze nakłonić. 

Więcej o: