Polska kontrolerka zdyskwalifikowała kilka faworytek. Zapłakana gwiazda nie wytrzymała

Jakub Balcerski
Potężne zamieszanie w konkursie drużyn mieszanych podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie! Polska kontrolerka sprzętu FIS zdyskwalifikowała aż pięć zawodniczek - w pierwszej serii Japonkę Sarę Takanashi, Austriaczkę Danielę Iraschko-Stolz i Niemkę Katharinę Althaus, a w finałowej Norweżki Annę Odine Stroem i Silje Opseth.

Jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji w Pekinie zwracaliśmy uwagę na to, że podczas konkursów skoków narciarskich podczas igrzysk olimpijskich najważniejszym tematem może być nie sportowa rywalizacja, a wojna technologiczna i dyskwalifikacje za sprzęt. 

Zobacz wideo Kubacki potrafi wstawać z kolan. "Większość zawodników by się nie podniosła"

Trzy dyskwalifikacje w konkursie drużyn mieszanych na IO! Ogromny chaos

Jednak takiego chaosu, jak podczas konkursu mikstów na skoczni w Zhagjiakou chyba nikt się nie spodziewał. Wszystko zaczęło się od skoku Sary Takanashi w pierwszej grupie pierwszej serii zawodów. Zawodniczka uzyskała 103 metry i Japonia traciła do prowadzącej Słowenii tylko 2,1 punktu. Jej radość nie trwała jednak długo: kilka minut po jej próbie pojawiła się informacja o dyskwalifikacji Japonki. 

Jej powodem był nieprzepisowy kombinezon. Takanashi była załamana. Realizator transmisji z zawodów wychwycił płaczącą zawodniczkę w trakcie skoków drugiej grupy konkursu. Ale okazało się, że to jedynie początek ogromnego zamieszania.

Kubacki i jego pęknięta nogawkaKubacki mógł zostać zdyskwalifikowany. Pęknięta gumka od nogawki. Widać to wyraźnie

Polska kontrolerka sprzętu FIS, Agnieszka Baczkowska, niedługo później zdyskwalifikowała także Danielę Iraschko-Stolz z Austrii, a po trzeciej grupie pierwszej serii także Niemkę Katharinę Althaus. W drugiej serii z wyników wykluczono też Norweżki Annę Odine Stroem i Sije Opseth. Wszystkie dyskwalifikacje dotyczyły zbyt obszernych kombinezonów. 

Wiemy, skąd mógł wziąć się chaos w konkursie mikstów. Wicemistrzyni olimpijska miała "dzióbek"

Niemiecka kadra skończyła zatem rywalizację na dziewiątym miejscu i bez awansu do drugiej serii konkursu, a Japonia i Austria miały noty złożone jedynie z wyników trzech grup zawodników. Przez chwilę, tuż przed dyskwalifikacją Althaus zamieszanie zrobiło się jeszcze większe: oszalały wyniki w relacji na żywo przygotowywanej dla FIS i usunięto dyskwalifikacje Takanashi i Iraschko-Stolz. W oficjalnych wynikach były jednak uwzględnione, a w relacji najwyraźniej pojawił się błąd obsługującej ją firmy.

Gąsienica-Daniel w elicie. Złamane dwa żebra i śruby w kości piszczelowejGąsienica-Daniel w elicie. Złamane dwa żebra i śruby w kości piszczelowej

Skąd to całe zamieszanie dotyczące sprzętu i dyskwalifikacje za kombinezony? Jest podejrzenie, że może chodzić o sprawę kombinezonu Kathariny Althaus z sobotniego konkursu indywidualnego kobiet. Wtedy Niemki, która zdobyła srebrny medal, nie zdyskwalifikowano, ale po zawodach w mediach społecznościowych pojawiło się wiele zdjęć sugerujących, że strój w kroku był o wiele bardziej obszerny, niż sugerują zasady. Widać było na nich charakterystyczny "dzióbek".

Możliwe zatem, że FIS zaczął bardziej przyglądać się zawodniczkom i w konkursie drużyn mieszanych zdyskwalifikował wszystkie, których kombinezony przekraczały dozwolony limit. 

Dramat Takanashi. Znów zostanie bez medalu. Łzy już pod kaskiem

Zawodniczki zdyskwalifikowane w pierwszej serii mogły skoczyć w drugiej, ale straty stworzone usunięciem ich pierwszych prób z wyników były już nie do odrobienia. To ogromny dramat przede wszystkim dla Sary Takanashi, która już w sobotę ze łzami w oczach rozmawiała z dziennikarzami w Zhangjiakou. Przegrała wtedy walkę o indywidualny medal w konkursie na normalnej skoczni, zajęła czwarte miejsce. Pocieszano ją: masz jeszcze swoją szansę w mikście. Tam Japonię miał przecież wesprzeć mistrz olimpijski z konkursu mężczyzn z niedzieli, Ryoyu Kobayashi. Okazało się, że tu medalu jednak również nie będzie, a wszystko zaprzepaściła dyskwalifikacja Japonki. Wyleci z Chin bez ani jednego zdobytego krążka, choć jest jedną z największych legend w historii dyscypliny, a zwłaszcza jej kobiecego wydania.

Maliszewska"Żart ze sportowców". W takich warunkach przebiera się Natalia Maliszewska

Niezwykle przykrym obrazkiem były łzy jeszcze pod kaskiem u Takanashi także po drugim skoku w konkursie. Ledwo zeszła z wybiegu.

Wszystkie z Iraschko-Stolz i Althaus miały w poniedziałek walczyć o medale, dla wszystkich skończyło się na ogromnym dramacie. I wydaje się, że można było go uniknąć. Gdyby nie wyścig technologiczny i brak kontroli FIS nad działaniami poszczególnych ekip w kontekście sprzętu nie doszłoby do dyskwalifikacji na poziomie najważniejszych zawodów czterolecia w skokach. A FIS tylko przyglądał się wojnie sprzętowej z boku i na wszystko pozwolił. Teraz ma tego efekty - pozbawienie czterech czołowych ekip walki o medale i wypaczone wyniki rywalizacji.

Więcej o: