Maryna Gąsienica-Daniel ujawnia: Nie byłam pewna, czy stanę na starcie

- Wczoraj nie byłam jeszcze pewna, czy stanę na starcie - powiedziała po poniedziałkowym slalomie gigancie Maryna Gąsienica-Daniel. Najlepsza polska alpejka mimo problemów z plecami wywalczyła ósme miejsce na igrzyskach olimpijskich w Pekinie.

Maryna Gąsienica-Daniel zajęła ósme miejsce w slalomie gigancie podczas igrzysk w Pekinie. To jej najlepszy wynik w karierze i najwyższe polskie miejsce w narciarstwie alpejskim w tym wieku.

Zobacz wideo Maryna Gąsienica-Daniel jedyna taka alpejka w Polsce. "Panie prezesie, nie jeżdżę, by się bawić"

Maryna startowała z kontuzją. Nie była pewna, czy wystąpi w gigancie

27-latka po pierwszej fazie rywalizacji zajmowała 11. lokatę. Potem zapowiadała przed kamerami, że poprawi sprzęt i pojedzie na sto procent możliwości. Tak też zrobiła, ale to nie pozwoliło na objęcie prowadzenia po swoim przejeździe.

Maryna Gąsienica-DanielŻyciowy wynik Maryny Gąsienicy-Daniel. Najlepsza Polka w XXI wieku

- Znowu zbrakło niewiele, ale walczyłam. Drugi przejazd był naprawdę dobry, w czołówce. Miałam czwarty czas. Uważam, że to było naprawdę coś dobrego. Zabrakło tych kilku odcinków z pierwszego przejazdu, gdzie mieliśmy malutkie niedopasowanie ze sprzętem. Na drugi przejazd to zmieniliśmy i dało to duży efekt - powiedziała Gąsienica-Daniel w rozmowie z TVP.

Dla najlepszej polskiej alpejki ostatnie dni były trudne. Okazało się, że zmagała się z kontuzją pleców. - Igrzyska to jest jeden dzień. Musi się na ten wynik złożyć wszystko. U mnie połowa była dobra, a połowa niewystarczająca. Cieszę się, że jestem na poziomie, na którym mogłam marzyć i myśleć o wcale o medal. Bardzo się z tego cieszę. Mam w sobie małą nutkę złości, że ten pierwszy przejazd nie wyszedł tak, jak powinien, ale patrząc wstecz... kilka dni miałam bardzo duże problemy z plecami. Nie mówiłam tego głośno, ale wczoraj nie byłam jeszcze pewna, czy dzisiaj stanę na starcie. Cieszmy się z tego, co jest. Trzeba patrzeć w przyszłość. Cztery lata szybko zlecą - przyznała "UltraMaryna".

- Myślę, że to przez podróże. Jednak mieliśmy bardzo intensywny okres. Teraz byłam miesiąc poza domem. Dzień przed wylotem na igrzyska miałam jeszcze zawody w Koronplatz. Po nich 14 godzin w samochodzie, praktycznie prosto do samolotu, a w nim i na lotniskach kolejne 9 godzin. Wydaje mi się, że organizm miał prawo się zbuntować. Często jest tak, że w momentach, w których nie powinien, właśnie to robi. Być może sytuacje stresowe się do tego przyczyniły lub śnieg, który jest bardziej agresywny i inaczej ciało na nim reaguje - tłumaczyła szósta zawodniczka ubiegłorocznych mistrzostw świata w Cortinie d'Ampezzo.

Przed blisko trzema laty Maryna doznała kontuzji, która wykluczyła ją na cały zimowy sezon. To był dla niej trudny czas. W poniedziałek przyznała, że w tamtym okresie ósme miejsce na igrzyskach wzięłaby w ciemno.

- Zawsze wierzyłam w siebie i w to, że mogę robić duży progres. Dzisiejsze podium jest naprawdę zacne. Nie ma przypadku, więc być w gronie tych dziewczyn i móc walczyć z nimi, to jest naprawdę fajna rzecz. Dzisiaj praktycznie się nie stresowałam. Miałam pozytywnie nastawioną głowę. Szczerze mówiąc nigdy się tak nie czułam. W Cortnie się stresowałam. Jakoś tak dziwnie było. Dzisiaj czułam się świetnie, ale chyba to z tego względu, że byłam zadowolona z tego, że mogę stanąć na tym starcie.

W poniedziałkowym slalomie gigancie po złoto igrzysk w Pekinie sięgnęła Sara Hector, srebro zdobyła Federica Brignone, a brąz Lara Gut-Behrami.

Więcej o: