Dopiero 40. miejsce w biegu łączonym mężczyzn na igrzyskach olimpijskich w Pekinie zajął Johannes Hosflot Klaebo. Norweg zakończył rywalizację ponad dziewięć minut za zwycięzcą - Aleksandrem Bolszunowem. Dla Klaebo to klęska.
Norweg to wybitny zawodnik. Na igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu biegacz narciarski zdobył trzy złote medale: w sprincie, sprincie drużynowym i męskiej sztafecie. Klaebo w tych konkurencjach triumfował też na mistrzostwach świata w Seefeld w 2019 roku i Oberstdorfie w 2021 roku. To także dwukrotny zdobywca Pucharu Świata.
W Pekinie Norweg był jednak bezradny. "Do dupy" - tylko takie słowa Klaebo rzucił do dziennikarzy po zawodach. Potem biegacz minął ich bez odpowiedzi na jakiekolwiek pytanie.
- Na pewno nie tego spodziewał się w pierwszym starcie na igrzyskach - powiedział Fredrik Aukland, ekspert norweskiej telewizji NRK. - Gdzie jest Klaebo? Może zgubił się gdzieś na trasie? - żartował Torgeir Bjorn.
Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl
I po chwili dodał: - To nie jest koniec świata. Rozumiem, że jest wściekły, że nie walczył o medale, ale to też część sportu. Musi się uspokoić i zacząć myśleć o wtorkowym sprincie. Jeśli nie wydarzy się nic zaskakującego, będzie wielkim faworytem.
Na tym nie kończyły się norweskie komentarze. - Jestem zdumiony tą różnicą. Trzeba przyznać, że Rosjanie nas znokautowali - powiedział Martin Johnsrud Sundby. - Nie pamiętam, by kiedykolwiek dzieliło nas tyle od rywali. Jeśli nie walczyliśmy o medale, to przynajmniej powinniśmy być ich bliżej - stwierdził trener norweskiej kadry, Eirik Myhr Nossum.
Srebrny medal zdobył rodak Bolszunowa - Denis Spicow. Brąz przypadł Iivo Niskanen z Finlandii. Najlepszy z Norwegów był Hans Christer Holund, który był czwarty. Za nim przybiegł jego rodak Paal Golberg. Pierwszy stracił do podium pół minuty, drugi 52 sekundy.