Natalia Maliszewska przemówiła. "Coś we mnie umarło. W nic już nie wierzę"

- W nic już nie wierzę. W żadne testy. W żadne igrzyska. Jest to dla mnie jeden wielki ŻART - pisze Natalia Maliszewska w poruszającym oświadczeniu. Nasza gwiazda łyżwiarstwa szybkiego i największa nadzieja medalowa opisała, jak wyglądał ostatni tydzień z jej perspektywy.

Od 30 stycznia do 5 lutego życie Natalii Maliszewskiej wywracało się do góry nogami kilkukrotnie. Po pozytywnym teście na covid nasza największa nadzieja medalowa tych igrzysk trafiła na izolację. 2 lutego miała negatywny test i pojawiła się nadzieja, że 3 lutego wróci do wioski olimpijskiej. Nic z tego, 3 lutego test Natalii uznano za pozytywny (podobno był na granicy), a 4 lutego - po pozytywie - stało się jasne, że ucieknie jej start na 500 metrów. W sobotę nastąpił zwrot akcji: Maliszewska dostała pozwolenie na dołączenie do wioski olimpijskiej i szykowała się do startu w eliminacjach 500 metrów (czyli jej koronnym dystansie). Ale potem nastąpił jeszcze jeden, ostateczny zwrot akcji, który jednak wykluczył ją z rywalizacji.

Marcin Nowak z polskiej misji olimpijskiej Pekin 2022 wytłumaczył, co się stało, w rozmowie ze Sport.pl. - Natalia przyjechała do wioski olimpijskiej w nocy. Rano poddała się normalnej, codziennej procedurze testowania, jak wszyscy. Później pojechała na lodowisko, bo wyników nie było, a brak wyników znaczy, że jest wszystko okej. Dopiero jak już Natalia była na lodowisku, to dostaliśmy komunikat, że jej test jest pozytywny. To było nieludzkie.

Zobacz wideo Chiny wydały dziesiątki milionów dolarów. Czeka nas kolejny skandal [Sport Live #9]

Co najgorsze, nie wiadomo, co teraz stanie się z Maliszewską, co przyznał Nowak. - Wiadomo tylko, że Natalia musi wykonać dziś jeszcze jeden test. Ale co się stanie dalej? Procedury procedurami, a tu się wszystko toczy swoim życiem. Nie wiemy, czy będzie mogła dalej być w wiosce olimpijskiej, czy będzie musiała wrócić na izolację. Mówiąc szczerze, nie mamy od organizatorów żadnych informacji. Czekamy.

Natalia Maliszewska: Od ponad tygodnia żyję w strachu

Pierwszy raz na ten temat wypowiedziała się sama Maliszewska w poście na Instagramie, który opublikowała w nocy z soboty na niedzieli polskiego czasu (ok. 9 rano czasu chińskiego). I jej słowa są poruszające. Opowiada w nim, że "coś w niej wczoraj [czyli w sobotę] umarło". - Od ponad tygodnia żyję w strachu... a te wahania nastrojów, płacz, który pozbawia mnie tchu, sprawiają, że nie tylko ludzie wokół mnie się o mnie martwią - w ten sposób opisuje nerwy związane z izolacją i kolejnymi testami. 

Sprawa jest bardzo skomplikowana, chociażby ze względu na to, że na multum pytań nikt nie ma jednoznacznych odpowiedzi. - Jak to możliwe, że człowiek przebywający w izolacji, a więc pozbawiony kontaktu z kimkolwiek, po uzyskaniu negatywnego testu znów jest pozytywny? Na jakiej podstawie oceniono, że Maliszewska może wyjść z izolacji? Kto to właściwie zrobił? Prawdopodobnie to Medyczny Panel Ekspercki uznał, że naszych sportowców można z powrotem przewieźć do wioski olimpijskiej. Na jakiej podstawie? To chyba po prostu ukłon w kierunku cierpiących, zestresowanych zawodników. Podstaw prawnych próżno szukać - pisał Łukasz Jachimiak >>

Najbardziej poruszająca jest końcówka tekstu Maliszewskiej, która straciła szanse na najważniejszy występ w swojej karierze; na kolejną taką szansę będzie musiała czekać aż cztery lata. - W nic już nie wierzę. W żadne testy. W żadne igrzyska. Jest to dla mnie jeden wielki ŻART. Mam nadzieje, ze ten, kto tym steruje, nieźle się przy tym bawi... Mój mózg i moje serce więcej już nie zniesie.

Łukasz Kruczek i Kinga RajdaPolki płakały i wstydziły się skakać. Najgorsze na świecie. "Odbijamy się k***a do tyłu!"

Oto pełna treść oświadczenia Maliszewskiej:

- Jest mi tak cholernie ciężko odezwać się i cokolwiek powiedzieć... Daję znać, że żyję, choć uważam, że coś we mnie wczoraj umarło. Od ponad tygodnia żyję w strachu... a te wahania nastrojów, płacz, który pozbawia mnie tchu, sprawiają, ze nie tylko ludzie wokół mnie się o mnie martwią. Ale ja sama. Wiem, ze dużo osób nie rozumie tej sytuacji. Testy pozytywne, negatywne, testy bliskie wyjścia z izolacji, nagle testy pozytywne z wynikami, które kwalifikują mnie do leżenia w szpitalu pod respiratorem. Później znowu dobre wyniki i szansa na warunkowe zwolnienie. Później totalna klapa. Brak możliwości... nadzieja umarła.

- Ostatecznie w dzień startu o 3 w nocy ludzie wyciągają mnie z izolatki... Ta noc to był horror. Spałam w ubraniu, bo bałam się, ze ktoś za chwile zabierze mnie znowu do izolatki. Przez zasłony wyglądałam tylko trochę. Jednym okiem, bo bałam się, ze mnie ktoś zobaczy.

- Później wielka nadzieja. Pakuję się na lodowisko, startuję! Rozpakowuję ubrania, rozwieszam strój... i nagle wiadomość, ze oni się jednak pomylili! Że jednak nie powinni wypuszczać mnie z izolatki! Że jednak jestem zagrożeniem! Że nie mogę wystartować. Muszę wracać jak najszybciej do wioski...

- Ja też tego nie rozumiem. W nic już nie wierzę. W żadne testy. W żadne igrzyska. Jest to dla mnie jeden wielki ŻART. Mam nadzieję, że ten, kto tym steruje, nieźle się przy tym bawi... Mój mózg i moje serce więcej już nie zniosą. A WAM DZIĘKUJĘ. Do usłyszenia niedługo.

Oświadczenie Natalii MaliszewskiejOświadczenie Natalii Maliszewskiej https://www.instagram.com/natmaliszewska/

Jeśli Maliszewska otrzyma negatywne wyniki testów na obecność koronawirusa, to będzie mogła jeszcze wystartować na dystansach 1000 i 1500 metrów oraz w sztafecie 3000 m.

Więcej o: