Po wypadku Tajner był załamany, ale ona zdążyła na igrzyska i wzruszyła Kowalczyk. "Jakbym medal zdobyła"

Jakub Balcerski
Jej droga na igrzyska w Pekinie nie była łatwa. Latem Izabela Marcisz doznała poważnej kontuzji twarzy po groźnym upadku na treningu, ale do przygotowań wróciła z jeszcze większą determinacją, bo kocha pracę i trudne wyzwania. Jej świetnym 16. miejscem w olimpijskim debiucie wzruszyła się sama Justyna Kowalczyk. Oby to był tylko początek - 21-letnia biegaczka dopiero wchodzi do świata wielkiego sportu.

Publikujemy odświeżoną wersję tekstu z 22 marca 2020 roku.

Marcisz ma za sobą trudne, ale rozmarzone dzieciństwo, dorastanie ze sportem i ciężkimi treningami w tle. Teraz nie chce się zatrzymywać – właśnie zadebiutowała na igrzyskach olimpijskich. I to jak: skończyła na 16. miejscu bieg łączony na 15 kilometrów. A zaledwie dwa lata temu debiutowała w seniorskich mistrzostwach świata. Potem zdobyła aż trzy medale na MŚ juniorów w 2019 i złoto MŚ młodzieżowców w 2021 roku. - Odpocznę na emeryturze - śmieje się ciągle Izabela Marcisz.

Zobacz wideo Sensacyjny kandydat do medalu IO w skokach

Występ w Pekinie to dla Marcisz debiut na igrzyskach olimpijskich. I już w pierwszym biegu w Chinach jej wynik mógł zaskoczyć, imponować. 16. miejsce w biegu łączonym to duży wyczyn dla 21-latki. Za sobą miała choćby rewelację norweskich biegów, Helene Marie Fossesholm, czy doświadczoną, trzykrotną mistrzynię olimpijską Charlotte Kallę ze Szwecji. 

- Łamie mi się głos, bo dla mnie ten wynik to tak, jakbym dzisiaj zdobyła medal - powiedziała dla Eurosportu po biegu Polka. I ma rację. Biorąc pod uwagę jej historię, to niesamowity wynik i potwierdzenie tego, jak wielkim jest talentem.

sport.plTłumaczymy, co się stało ze Stochem. Gromy na organizatorów igrzysk! [Sport.pl LIVE #9]

Rodzinna tradycja

U Marciszów pasję do sportu przekazuje się wraz z genami. Siostry Izy już nie biegają - Marcela była uwikłana w sprawę dopingową, podania substancji dopingującej przez osobę trzecią, a Ewelina zrezygnowała z kariery po kilku latach startów i zajęła się trenowaniem niepełnosprawnych. Mama i tata – Barbara i Marek - sami wychowywali mistrzynię, ucząc się na błędach i czerpiąc z rodzinnych sukcesów. Brat Szymon też dorasta z przypiętymi nartami. Brat Marek dorastał, ale w wieku 16 lat zmarł.

Był jednym z najbardziej utalentowanych juniorów w kraju. Reprezentował MKS Halicz Ustrzyki Dolne, w którym trenerem był wówczas jego tata. Był pierwszym z rodzinnych sportowych diamentów. Zdobywał złote medale mistrzostw Polski juniorów, był mistrzem województwa i zdobywcą Pucharu Polski w biegach narciarskich. Gdy miał 16 lat, przydarzyła się tragedia. Jak opisywał portal rzeszow.wyborcza.pl, młody zawodnik zauważył, jak na jego babcię staczał się ciągnik. Próbując ją ratować, sam wpadł pod maszynę. Zmarł 4 listopada 2005 roku w wyniku odniesionych obrażeń. W memoriale jego imienia startowały i wygrywały później jego siostry.

Izabela Marcisz miała wtedy sześć lat i już chłonęła rodzinną tradycję biegów narciarskich. Zaczęła biegać, gdy miała dwa lata. Chwyciła narty i już nie dało się jej od nich odciągnąć. Mama Barbara i tata Marek stali się pierwszymi trenerami swojej trzeciej córki-biegaczki. Poprzednimi były reprezentantki Polski – Marcela i Ewelina.

Kariery skończone przedwcześnie

Marcela jest najstarszą z trzech sióstr. Sześć razy startowała w zawodach Pucharu Świata, ani razu jednak nie punktując. Uczestniczyła w mistrzostwach świata juniorek, młodzieżowców i uniwersjadzie, ale nigdy nie odniosła większych sukcesów. Pojawiała się w kadrze, a potem z niej wypadała. Twierdziła, że nie każdy chciał tam jej obecności. Startowała do 2017 roku, gdy przedwcześnie zakończyła karierę. Wykryto u niej trimetazydynę – niedozwolony środek, przez który została zdyskwalifikowana na osiemnaście miesięcy. Miała być przeziębiona i przyjąć lek z zakazaną substancją tuż przed mistrzostwami Polski, w których zajęła czwarte miejsce w biegu na 5 kilometrów i piąte w sprincie. Marcela nie była świadoma przyjmowania dopingu, więc ukarano też podającego substancję. Jego tożsamość nie została ujawniona.

Ewelina zakończyła przygodę z biegami nieco ponad rok po siostrze. Miała karierę bogatszą w sukcesy – srebrny i brązowy medal uniwersjady w Szczyrbskim Jeziorze z 2015 roku, łącznie jedenaście zdobytych punktów Pucharu Świata, występy na trzech edycjach mistrzostw świata i igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu. Nie wypadała z kadry, ale nigdy nie była jej pierwszoplanową postacią. "W pewnym momencie życia przychodzi nostalgia, pewnego rodzaju zwątpienie w osiągnięcie swoich celów. To była przede wszystkim moja decyzja, według mnie rozsądna" - tłumaczyła kończąc karierę. Dziś spełnia się w roli trenerki niepełnosprawnych. Została asystentką w kadrze paraolimpijczyków.

Kamil Stoch podczas kwalifikacji do konkursu na normalnej skoczniAdam Małysz ocenił skoki Polaków w kwalifikacjach. "Nad bulą go troszkę zmieszało"

Wychowana w biegówkach, dorastająca z ciężką pracą

Marcisz najpierw trenowała w Haliczu Ustrzyki Dolne, razem z siostrami. Zaczęła startować w krajowych zawodach. Jeszcze przed debiutem na arenie międzynarodowej, zdobywała pierwsze medale mistrzostw Polski – choćby brązowy w biegu na 5 kilometrów w marcu 2016 roku. Jako 16-latka, co zapowiadało sukcesy w przyszłości.

Marek Marcisz senior przeniósł córkę do swojego nowo utworzonego Stowarzyszenia Prządki Ski, gdzie znalazł się także jej młodszy brat, Szymon. Kariera zawodniczki przyspieszyła w 2018 roku. Najpierw w styczniu zadebiutowała na mistrzostwach świata juniorów – w Goms zajęła m.in. 31. miejsce w sprincie stylem dowolnym. Znalazła się w kadrze A na sezon 2018/2019, w którym zadebiutowała także w Pucharze Świata – w Davos, gdzie po nieudanych eliminacjach do sprintu, była 43. w biegu na 10 kilometrów stylem dowolnym. Przez długi czas liczyła się w walce o punkty – do pierwszego pomiaru czasu dobiegła na dwunastej pozycji, a na półmetku rywalizacji była szesnasta. Później spadła jednak w klasyfikacji, choć debiut mogła uznać za zdecydowanie udany.

Pod skrzydłami Justyny i trenera Wierietielnego

W kadrze Marcisz trafiła pod skrzydła Aleksandra Wierietielnego i będącej jego asystentką Justyny Kowalczyk. - To, co robiła Iza Marcisz, czasami nas po prostu zachwycało – opisywała Kowalczyk w rozmowie ze Sport.pl w lutym 2019 roku. - Jak na swój wiek spisuje się bardzo dobrze, chce pracować, robi postępy – chwaliła dwukrotna mistrzyni olimpijska. - Myślę, że komplementem dla Justyny będzie, jeśli powiem, że jest bardzo wymagająca. A ja jestem bardzo zadowolona, że tak jest, bo lubię dostawać trudne zadania – mówiła później o trenerce i byłej świetnej zawodniczce Marcisz.

Już w 2019 roku była bliska medalu na mistrzostwach świata juniorów. Zadebiutowała też na MŚ seniorów. Osiągnęła tam jeden z rezultatów, z których do dziś może być bardzo dumna – była 27. w biegu łączonym. Same mistrzostwa okazały się dla niej bardzo trudnym doświadczeniem. - W życiu nie doświadczyłam takiego bólu. Tym bardziej jestem z siebie dumna, ale przede wszystkim mam w głowie swoich rodziców. Gdyby nie oni, na pewno nie dobiegłabym do mety. Przesyłali siłę i dzięki nim mam taki charakter, że nie odpuściłam na trasie – powiedziała po skiathlonie.

Następnie przyszły pojedyncze punkty Pucharu Świata, ale także mistrzostwa świata juniorów w 2020 roku w Oberwiesenthal. A to moment kulminacyjny dotychczasowej kariery Marcisz. Jechała na nie z marzeniami o podium i medalach. Wyjechała jako, zdaniem niektórych ekspertów, kandydatka na przyszłą gwiazdę biegów. Zdobyła trzy medale – dwa srebrne w sprincie i biegu na 15 kilometrów stylem dowolnym ze startu masowego oraz brązowy na 5 kilometrów "klasykiem". Zabrakło jej tylko sukcesu w sztafecie. Rok później ogromny sukces świętowała w Vuokatti, gdzie zdobyła złoto mistrzostw świata młodzieżowców. 

Marcisz była już wychwalana i określana drugą Justyną Kowalczyk. Ale ona nią nie będzie. Przed takimi słowami przestrzegała już sama czterokrotna zdobywczyni Kryształowej Kuli. - Mam nadzieję, że Izka nie weźmie sobie do głowy tych wszystkich bajek o pisaniu historii. Z historii powinna pamiętać tylko jedno: były już lepsze od niej juniorki, które po sukcesie gdzieś się rozmyły – zaznaczyła we wpisie na Twitterze po MŚJ w 2020 roku. - Oby robiła swoje. Bardzo ciężko i prostymi metodami pracowała na swoje – podsumowała jedna z najwybitniejszych zawodniczek w historii.

Kowalczyk w sztabie biegaczek już nie ma, ale zdecydowała się pomagać Marcisz, co widać choćby w jej mediach społecznościowych. Często publikuje zdjęcia z ich wspólnych treningów. Zawodniczka nie wstydzi się za to mówić o tym, że to właśnie Kowalczyk, pełniąca funkcję dyrektora sportowego Polskiego Związku Biathlonu, a nie Martin Bajcicak, czyli trener polskich biegaczek, jest tą, której zawdzięcza najwięcej. Nie można zapominać także o Aleksandrze Wierietielnym - najpierw trenerze Kowalczyk, a teraz szkoleniowcu wspierającym także Marcisz.

Od wypadku, po którym załamał się Tajner do szesnastego miejsca na igrzyskach. Marcisz zadomawia się w wielkim świecie sportu

Droga na igrzyska w Pekinie też nie była dla Marcisz prosta. Latem doznała poważnej kontuzji twarzy po groźnym upadku na treningu. - Iza miała wypadek w Szczyrbskim Jeziorze na zgrupowaniu kadry biegaczek. Upadła podczas treningu na nartorolkach, miała zapętlić się przy odepchnięciu kijami. To ją zablokowało i poleciała na twarz - mówił nam Apoloniusz Tajner. Prezes Polskiego Związku Narciarskiego był załamany i przekazywał nam nawet informacje, że dla biegaczki może być po igrzyskach. Twierdził, że Marcisz ma nawet powybijane zęby. To zdementowała jednak sama biegaczka. A do treningów wróciła bardzo szybko, z jeszcze większą determinacją.

I przygotowała się na tyle dobrze, że w Chinach osiągnęła życiowy wynik. 16. miejsce w biegu łączonym na 15 kilometrów to jej najlepszy wynik w karierze w zawodach najwyższej rangi. A przecież za Marcisz dopiero wstęp do wielkiego świata sportu. I to od niej zależy, jak się w tym świecie odnajdzie.

Więcej o: