Polska mistrzyni w ostatniej chwili leci na igrzyska. Pomógł oczyszczacz, który broni przed bakteriami

Łukasz Jachimiak
- Będę miała bardzo dużo nerwów, kiedy Chińczycy wezmą mnie na testy. Ich testy są czulsze niż nasze i chociaż jestem po czterech z rzędu negatywach, to lecę z duszą na ramieniu - mówi Karolina Bosiek. Mistrzyni Europy w łyżwiarstwie szybkim dopiero w dniu otwarcia igrzysk leci do Pekinu.

Igrzyska olimpijskie w Pekinie oficjalnie zaczynają się dopiero 4 lutego. Ale już od kilkunastu dni sportowcy zmagają się z organizacyjnymi trudnościami. Dotyczą one przede wszystkim antycovidowego rygoru wprowadzonego przez Chińczyków.

Zobacz wideo Szpilka chce walczyć w MMA. Promotor: To będzie zabawa a nie sport

"Marzył o złotym medalu igrzysk. Nie zdążył, żył za krótko. Nie mogę w to uwierzyć"

Z powodu pozytywnych wyników testów w Pekinie w izolacji przebywa kilkuosobowa grupa naszych olimpijczyków. Wśród nich jest Natalia Maliszewska. W dniu otwarcia igrzysk nasza największa medalowa nadzieja definitywnie straciła szanse na start na 500 metrów, a więc na swoim koronnym dystansie, na którym jest m.in. wicemistrzynią świata i mistrzynią Europy

Inna mistrzyni Europy, Karolina Bosiek, w ostatniej chwili leci na te igrzyska. Z powodu pozytywnego testu na covid jeszcze w Polsce 22-latce ucieknie jeden start w Pekinie. - Po tym wszystkim, co się wydarzyło i wobec tego wszystkiego, co się jeszcze może zdarzyć, żadnej presji na siebie nie nakładam. Chciałabym w Pekinie wystartować - mówi nam pięciokrotna medalistka MŚ juniorów, która zaczyna się liczyć również w światowej czołówce wśród seniorów. Potwierdzeniem choćby styczniowy tytuł mistrzyni Europy, jaki Bosiek wywalczyła razem z Kają Ziomek i Andżeliką Wójcik w drużynowym sprincie.

Kontuzja Brianny DeckerWrzask cierpienia. Koszmar na igrzyskach [WIDEO]

Łukasz Jachimiak: Lecisz na igrzyska w dniu ich otwarcia. Walczyłaś o ten wyjazd, od kilku dni cały czas testując się na covid. Myślałaś w ogóle o sporcie? Dało się?

Karolina Bosiek: Musiałam, ale to było bardzo trudne, bo codziennie wszystkim rządziły testy. Robiłam i PCR-y, i antygenowe, którymi sprawdzałam, czy już idzie ku dobremu. W takich warunkach trudno było się skupić na treningu i tak naprawdę nie dało i jeszcze nie da się myśleć o olimpijskich startach. Na razie trzeba było robić wszystko, żeby się pozbyć wirusa.

Tylko co można zrobić, żeby się go pozbyć?

- Trzeba bardzo dbać o siebie w trakcie przebywania na izolacji. Trenowałam na niej, robiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby bez przebywania na lodzie utrzymać formę. Nie tylko fizyczną, psychiczną też. A nawet zwłaszcza. Między treningami cały czas trzeba było dbać o dobre wietrzenie pomieszczeń. Pomagał nam też oczyszczacz powietrza, który nas bronił od bakterii. Mówię "nam", bo razem ze mną na izolacji był Damian Żurek. Dbaliśmy o siebie, trenowaliśmy i testowaliśmy się. To jest bardzo stresujące. Nadal jest, bo chociaż mam już cztery z rzędu negatywne testy i ruszam do Pekinu, to boję się testów tam, na miejscu.

Gdzie się izolowaliście? PZŁS albo PKOl zapewnił wam miejsce w jakimś ośrodku?

- Nie, przebywaliśmy u mnie w domu. Dom mam spory, z podwórkiem, więc i na zewnątrz mogliśmy potrenować. Dzięki temu też na pewno lepiej było z naszym samopoczuciem, niż byłoby, gdybyśmy przebywali w jakimś hotelu. Bardzo pomagał nam mój pies. Śmiejemy się, że zabawy z nim były jak dogoterapia. Oczywiście przez pierwszych pięć dni bardzo byliśmy od siebie z Damianem odizolowani. Generalnie zajmowaliśmy inne pokoje i chociaż przebywaliśmy w jednym domu, to unikaliśmy kontaktu.

Wy tego samego dnia dowiedzieliście się, że nie polecicie z całą kadrą, która ruszyła do Pekinu 26 stycznia?

- U mnie pozytyw wyszedł 24 stycznia, u Damiana 22.

Damian jeszcze do Pekinu nie może lecieć?

- Nie, zanosi się na to, że on będzie mógł polecieć dopiero 7 lutego.

Jak będzie wyglądała twoja podróż? Bezpośredniego połączenia z Polski nie ma, olimpijski czarter był tylko jeden.

- Lecę do Paryża, tam mam przesiadkę do Pekinu. Szkoda, że lecę sama, bo nic nie wiem o tym, żeby ktoś z polskiej kadry z jakichś innych dyscyplin się wybierał. Ale mam nadzieję, że poradzę sobie z wygenerowaniem kodu w specjalnej aplikacji. To kolejny stres, bo aplikacja działała różnie, czasem tylko po chińsku. Te wszystkie przygotowania kosztują strasznie dużo nerwów. A naprawdę bardzo dużo będę ich miała, kiedy Chińczycy wezmą mnie na testy. Ich testy są czulsze niż nasze i chociaż jestem po czterech z rzędu negatywach, to lecę z duszą na ramieniu.

Pracujesz z psychologiem? W tak trudnym momencie przydałaby się fachowa pomoc.

- Tak, pracuję z psychologiem indywidualnie, mamy też psychologa zapewnionego przez związek. Zawsze mogę z jednym lub drugim porozmawiać. Ale powiem szczerze, że w tym całym zamieszaniu naprawdę najlepiej robi mi ta domowa dogoterapia. Poukładałam sobie myślenie na tyle, że po prostu czuję, że to wszystko jest po coś, że z jakiegoś powodu takie doświadczenia zbieram.

W Pekinie znajdziesz się 5 lutego, a kiedy będziesz miała pierwszy start?

- To miało być już 7 lutego. Ale oddałam swoje miejsce na 1500 metrów koleżance, Magdalenie Czyszczoń. Mam jechać dopiero 12 lutego w drużynie. A później indywidualne starty będę miała 17 i 19 lutego. Myślę, że zdążę się zapoznać z lodem.

Oddałaś miejsce Magdalenie Czyszczoń, ale ona po przylocie do Pekinu trafiła na izolację i dopiero 4 lutego może z niej wyjść.

- Niestety, wszystko się toczy nie tak, jak powinno. Cała nasza drużyna ma covidowe problemy, bo jeszcze i Natalia Czerwonka siedzi w izolacji. One obie mają jechać na 1500 m 7 lutego, więc obie ścigały i ścigają się z czasem. Wszyscy żyjemy z dnia na dzień nadzieją, że to się jeszcze ułoży.

Przechodzicie to wszyscy albo większość z was bezobjawowo. Szczęście w nieszczęściu - może aż tak bardzo was to wszystko nie osłabi?

- Początkowo nie miałam objawów, ale po kilku dniach pojawiła się gorączka. Na szczęście nie była wielka. Ogólnie czułam się fizycznie dobrze. Ale zmęczona jestem tym wszystkim.

W takiej gonitwie o sam udział w igrzyskach jest miejsce na myślenie o wynikach?

- Po tym wszystkim, co się wydarzyło i wobec tego wszystkiego, co się jeszcze może zdarzyć, żadnej presji na siebie nie nakładam. Chciałabym w Pekinie wystartować. A jeśli wystartuję, to pojechać tak, żebym czuła, że dałam z siebie wszystko, że dobrze się spisałam, że po prostu wykorzystałam wszystko, co miałam nogach.

Tobie marzy się olimpijski medal czy na razie to jest jeszcze poza zasięgiem?

- Oczywiście, że olimpijski medal mi się marzy. Więcej - wierzę, że kiedyś taki medal zdobędę. Ale nie wiem czy już na tych igrzyskach. Bardziej celowałabym w następne igrzyska, w 2026 roku. Przez ostatnie cztery lata dużo się wydarzyło, a teraz chcę się ukierunkować pod 1000 metrów. Średni dystans pasuje do mnie bardziej niż długie dystanse. Trenowałam pod długie biegi, ale 1000 m wychodzi mi najlepiej. A w Pekinie przede mną będzie też bieg masowy. Tam trzeba mieć szczęście i może wreszcie ono się do mnie uśmiechnie? Byłoby super, gdyby te wszystkie perypetie skończyły się piękną niespodzianką.

Więcej o: